Wielu z nas nie wyobraża sobie codziennych czynności bez „lecącej” w tle muzyki. Towarzyszy nam ona niemal wszędzie – w domu, w pracy, w samochodzie czy w trakcie różnego rodzaju aktywności fizycznych. Jeszcze do niedawna, na poranny jogging zabierało się małą mp3-kę, ale wszystko znacznie ewoluowało przez ostatnie lata i dzisiaj bierzemy ze sobą smartfon. Z racji ich wielkiego rozmiaru, niejednokrotnie lepiej byłoby go zostawić w domu, kosztem chociażby smartwatcha na nadgarstku. Tutaj jednak rodzi się problem, jeżeli należymy do grona subskrybentów jednej z usług streamingowych, z których najpopularniejsza to Spotify. Problem mają szczególnie sadownicy, jednakże już niebawem może on się samoczynnie rozwiązać. 

Mowa o aplikacji na zegarki Apple Watch. Jak do tej pory jeszcze się ona nie ukazała, pomimo tego że już od dłuższego czasu można pobierać ją na platformę WearOS. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jakoby miało się to zmienić już w najbliższym czasie, bowiem aplikacja znajduje się obecnie w fazie testów beta.

Ktoś może zapytać – po co mi taka aplikacja na zegarku, skoro nie mam w nim dostępu do sieci, co dyskwalifikuje odtwarzanie ulubionych kawałków? No właśnie rzecz w tym, że użytkownicy mają moim zdaniem słuszną nadzieję na implementację pobierania piosenek bezpośrednio do pamięci zegarka, tak jak to funkcjonuje od pewnego czasu na konkurencyjnej platformie. Tego typu rozwiązanie pozwoliłoby biegać bez zbędnego „balastu” w kieszeni, który często tylko dekoncentruje wibrując i dzwoniąc.

Niestety, pierwsze głosy w sieci zwiastują co innego, ale o tym, jakie funkcje będą dostępne w aplikacji Spotify na watchOS dowiemy się zapewne w najbliższych tygodniach. Mimo, że nie jestem użytkownikiem wspomnianego zegarka, mam nadzieję, że modły apple-userów zostaną wysłuchane 🙂

Zdjęcie główne pochodzi z serwisu Pexels