Marka Bloody to coś, co bardzo działa mi na nerwy. Poważnie. Wiem, recenzja powinna być w miarę bezstronna, ale nieprzyzwoita ilość „hajpu”, jaki otacza tę markę ma w ogóle jakieś podstawy? Dostałem w swoje ręce niebotycznie szybką klawiaturę Bloody B3370R RGB, której pudełko twierdzi, że jest mechaniczna. No cóż…

Prawdopodobnie spotkam się z zarzutami, że się czepiam semantyki, ale dla mnie pewne rzeczy muszą być jasne. Mechaniczna część klawiatury powinna znajdować się pod KAŻDYM klawiszem, żeby tytuł utrzymać. W przypadku tego konkretnego modelu mechaniczne jest dosłownie osiem (choć nieco innych niż klasyczne, o czym później), więc z automatu muszę uznać, że taka ona mechaniczna jak ja przystojny. Stąd – półmechaniczna pasuje jak ulał. Od czepiania się szczegółów jeszcze nikt dobrego wrażenia na czytelnikach nie zrobił, ale skoro mam być całkowicie szczery, to proszę bardzo. Skoro część marudna z głowy, to przejdźmy do konkretów.

Jak to zwykle w przypadku klawiatur mechanicznych bywa, pudełko jest bardzo ładne. W sensie, że i kolorystycznie poprawne, jak i odpowiednia ilość bicia piany się na nim znajduje. Na honorowym miejscu – logo marki. Krwista łapka, od lat znana wszystkim małoletnim kibicom „ceesa”. Czy marketing robi większą robotę niż sprzęt? Sprawdzimy poniżej. Dodatkowo, wbrew temu, co mogło się wydawać z samego wstępu – nie nakłamali odnośnie ilości mechanicznych klawiszy. Tu się nie czepiam. Pudełko ładne, producenci już zdążyli nas do tego przyzwyczaić. Co w środku?

A4Tech Bloody B3370R
A4Tech Bloody B3370R

Klawiatura sama w sobie, z kabelkiem, osobna podkładka pod nadgarstki, ulotka z krótką informacją jak działają światełka i – niestety – torebeczka ze śrubkami.

Pierwsze co mi przyszło do głowy jak zobaczyłem ostatni element zestawu to „Nie, no nie zrobili tego.” Niestety, po raz kolejny wyszło na jaw, że ktoś w A4Techu średnio pomyślał. Mocowanie podstawki pod nadgarstki za pomocą dwóch śrubek jest tak samo sensowne, jak próba rozsmarowania masła wędzonym śledziem. Na mrozie. Połączenie metalowych wkrętów z plastikiem, który z racji grubości, wytrzymałość ma wątpliwą jest, delikatnie mówiąc, nietrafione. Nie wiem czy nie wzięto pod uwagę, że czasem trzeba to odkręcić i przykręcić ponownie. Chyba nie. Pomijam fakt, że przy dosłownie pierwszym montażu jedna ze śrubek mi zwyczajnie uciekła. Ogólnie minus po całości. Jedyne co ratuje A4Techa to fakt, że podstawka pod nadgarstki faktycznie sprawia, że praca jest nieco wygodniejsza.

A4Tech Bloody B3370R
A4Tech Bloody B3370R

Kabelek, wystający radośnie z obudowy klawiatury pozostawił nieco mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo dobrze, bo opleciony i dzięki temu wytrzymalszy. Z drugiej z kolei, wydaje się być odrobinę za krótki. Znaczy, nie mierzyłem, ale sprawiał wrażenie krótszego niż to, czym rozbestwili nas producenci sprzętu dla graczy.

Żeby nie było, że powierzchownie Bloody oglądałem i nie mam nic dobrego do powiedzenia. Te takie zapstryczniki od spodu, te ruchome nóżki, które pozwalają na delikatne pochylenie klawiatury. Nie dość, że są, to jeszcze na końcach podgumowane. No rewelacja, bo mimo najbardziej zawziętych testów ślizgać się nie będą.

Jakość wykonania nie pozostawia wiele do życzenia. Aluminiowa płyta, radośnie wystające z niej klawisze, obowiązkowe logo.

Jest dobrze. A4Tech nie mówi w specyfikacji nic na temat wodoodporności, czy niezniszczalności, ale po zapoznaniu się ze sprzętem można spokojnie stwierdzić, że jakoś specjalnie wody się bać nie będzie. To bardzo dobrze, bo niestety, jak znam życie i większość graczy, to po kilku miesiącach użytkowania, można wydłubać z klawiszy kebaba, albo i dwa.

Podświetlona ślicznie, kolorki żywo migają, a zasterować nimi możemy za pomocą oprogramowania, łatwo pobieralnego ze strony producenta, ale o nim za chwilę. Ogólnie jest dobrze, ale nie można nie odnieść się do delikatnych kontrowersji, związanych z mechanicznością. Ja wiem, że osiem klawiszy to dobrze, ale reszta, to zwyczajna, dobrej jakości, ale zwyczajna membrana.

Co jak co, ale tak źle soft napisać, to się trzeba starać. Poważnie. Rozbestwiony, rozpieszczony i dopieszczony tym, co daje Steelseries czy Roccat, rozpędziłem się do KeyDominatora, tylko po to, by się od niego odbić. Z hukiem. Nie dość, że nie jest w całości przetłumaczony, a mimo zalet i zdolności wielu, ani ja, ani spora część z was mandaryńskim nie włada, to będzie delikatny problem.

A4Tech Bloody B3370R - KeyDominator
A4Tech Bloody B3370R – KeyDominator

O ile można sobie makra rozpisać po swojemu, nadać klawiszom funkcje takie, jakie nam pasują, to sterowanie oświetleniem, to coś, na co ludzi powinni skazywać. Cóż z tego, że można klatka po klatce rozpisać zakres kolorów i ich zmian, skoro zapisanie nowego profilu wymaga naklikania się jak w Excelu, dając przy tym nikłe prawdopodobieństwo, że to w ogóle zadziała. Jak dołożyć do tego fakt, że czasem trzeba (tak jak w moim przypadku) klawiaturę odpiąć, albo na jakiś czas zmienić, to robią się schody. Po kilku takich zmianach i kilku restartach systemu całość bez pytania i informacji przywróciła się do ustawień fabrycznych i całe moje ustawianie przysłowiowo „poszło się paść”. Serdecznie odradzam zabawy w tej aplikacji. Poważnie.

Zainstalowany program zostawia nam jeszcze malutki widget na pulpicie Windowsa, który bardziej przeszkadza niż pomaga. W niektórych grach (Skyrim, Fallout 4) bezczelnie przebija się w grze, choć nie do końca jestem pewien dlaczego. Szkoda, bo potencjał mocno zmarnowany.

Skoro mechaniczna, to jak bardzo?

Z informacji jakie udało się w sieci wydobyć mechaniczna część Bloody B3370R to coś o czym warto wspomnieć. Okazuje się, że mechanizmy, w przeciwieństwie do innych producentów nie są takie same. Cherry MX są jednymi z najczęściej stosowanych. A4Tech poszedł tutaj w innowację i produkuje swoje, działające na nieco innej zasadzie styki.

A4Tech Bloody B3370R
A4Tech Bloody B3370R

Zamiast urządzeń, których działanie opiera się na fizycznym styku dwóch kawałków metalu, tutaj działa „technologia laserowa”. W skrócie zamiast przepływu prądu po zetknięciu plusa z minusem rejestrowany jest promień światła. Dzięki temu, wg tego co producent mówi, czas reakcji wynosi zaledwie 0,2 milisekundy, a co sprawia, że komfort użytkowania tej klawiatury jest porównywalny do przesiadki na monitor o wyższym odświeżaniu. Jak się to sprawdza?

Tutaj bez zaskoczenia. Ugrałem się serdecznie i nie znalazłem większych powodów do narzekania ani na czas reakcji klawiatury, ani na sposób działania okolicy WSAD. Klawiatura w czasie grania sprawowała się śpiewająco, jeśli tak można to nazwać. Zgodnie z obietnicami producenta całość odbyła się wyjątkowo spokojnie i bezstresowo. Z wyjątkiem, rzecz jasna, problemów z oprogramowaniem, które moim zdaniem jest średnio udane. Czy pojawiły się kłopoty? A i owszem.

A4Tech Bloody B3370R
A4Tech Bloody B3370R

Okazuje się, że klawiatura nie służy tylko do grania. O nie. Czasem trzeba popełnić jakiś tekst i tu zaczynają się schody, a wynikają z tak prozaicznej rzeczy jak przyzwyczajenia. Skok klawiszy, jakie prezentuje Bloody B3370R jest wysoki. Klawisze pełnowymiarowe, jest ok. Dzięki temu, do pisania każdy, kto napisał kiedykolwiek i cokolwiek przywykł, że naciśnięcie klawisza w konkretny sposób wywoła konkretną reakcję. Dzięki temu, że klawiatura jest przeznaczona dla ludzi, którzy poza graniem nie robią nic na kompie, klawisze działają, no cóż – lepiej niż normalnie.

Okazuje się, że klawisze, szczególnie te mechaniczne łapią i „piszą” od kichnięcia pchły. Jeśli ktoś, jak ja na przykład, przywykł do pisania na klawiaturze całkiem sporo, szczególnie mechanicznej, to przestawienie się bywa problematyczne. Rzecz jasna nie mam za złe firmie A4Tech tego, że zrobiła urządzenie zbyt czułe jak na moje zgrabiałe paluchy, ale w recenzji muszę o tym napisać. Szczerze, to kwestia przetestowania dla każdego z Was. Dodatkowo, jeśli mam być już do końca marudny, klawisze mechaniczne, te radosne osiem sztuk, działa delikatniej niż reszta. Jak mówiłem – kwestia przyzwyczajenia. Ja nie mam zamiaru się przyzwyczajać.

Bloody B3370R – czy warto?

Zazwyczaj mówię, że cena nie gra roli w ramach testów. Niestety, w tym przypadku ma to dość spory wpływ na ocenę. Żeby nie było – co mi się nie podobało to napisałem. Nie podlizuję się nikomu mówiąc, że można było lepiej. Do grania nadaje się bardzo dobrze, z zastrzeżeniem, że najlepiej, w moim przekonaniu, dać sobie luz z softem do sterowania dodatkowymi funkcjami. Do innych funkcji, w tym pisania tekstu w większej ilości, sprawdza się średnio.

No i ta cena. Według agregatorów cen można zaopatrzyć się w to wiekopomne dzieło za kwotę między 150, a 179 złotych polskich. Wziąwszy pod uwagę stosunek jakości do ceny (szczególnie elementów mechanicznych) osobiście polecam przemyśleć sprawę. „Pełny mechanik”, może i wolniejszy, ale jednak pełny, kosztuje niewiele więcej. Opisywanego wcześniej na łamach Galaktycznego Inflictora CK104 można dostać za dosłownie trzy dychy więcej. Do zastanowienia.

thumbs-up-icon

Plusy
  • No, jednak mechaniczna
  • Przewód w oplocie
  • W grach sprawdza się bardzo dobrze

thumbs-down-icon

Minusy
  • Mało mechaniczna – 8 klawiszy to trochę mało
  • Przewód jakiś takie krótki
  • Oprogramowanie
  • Można taniej i lepiej