Mam jakiś sentyment do smartfonów od Motoroli i co ciekawe zaczęło się to już w czasach zwykłych komórek, gdy Motorola była jeszcze… Motorolą. Jeżeli przypomnicie sobie o takim modelu jak RAZR V3 to od razu będziecie wiedzieć o co mi chodzi. Dzisiejsze Motki też mają coś w sobie, choć przyznam, że wygląd pierwszej Moto Z Play mocno kłócił się z moimi przekonaniami ładnego smartfonu. Powiecie, że w najnowszej generacji, czyli Moto Z3 Play niewiele się zmieniło, a ja wam powiem, że w sumie to zmieniło się wiele i taką Motorolę mógłbym używać na co dzień. Zerknijcie dalej jak to było w tym przypadku.

Jeszcze słowem nieco dłuższego wstępu. Żeby była jasność, to nie będzie taka typowa recenzja. Nie będzie podziału na strony czy listy plusów i minusów na koniec. Chciałem to napisać w niestandardowej formie, na zasadzie tego, co w tym smartfonie mi się podobało, a co nie. To co jest fajne, to co poprawiono względem poprzednich modeli i to co być może trzeba poprawić w kolejnym czy kolejnych. I wiecie co? Już na starcie mogę wam zdradzić, że plusów jest trochę więcej, przynajmniej w mojej ocenie.

No dobra, w takim razie, co sprawia, że ten smartfon może się podobać?

Wygląd i design

Niektórzy zaraz napiszą, że wszystkie smartfony Moto Z wyglądają tak samo i zmienia się tylko środek. No właśnie nie, a na pewno nie w przypadku Moto Z3 Play. Owszem, design i kształt obudowy jest podobny, ale to przecież tylko dlatego, żeby pasowały wszystkie poprzednie moduły MotoMods (o czym poniżej). Motorola w trzeciej generacji zmieniła to co dało się zmienić, pozostawiając pełną funkcjonalność poprzedników. Ja ciągle jestem zdumiony, że w tak smukłej obudowie (choć już nie tak smukłej jak w Moto Z2 Play) udało się zmieścić tyle dobrego.

Moto Z3 Play
Moto Z3 Play

Trzecia Zetka ma metalowo-szklaną obudowę o grubości raptem 6,7 mm i to robi wrażenie, nawet biorąc pod uwagę to, że w środku siedzi akumulator o pojemności 3000 mAh. Są smartfony, które w sporo grubszym wydaniu mają mniej. Nie bronię, ale wiecie, fizyki się nie oszuka i trzeba pamiętać, że pierwsza Moto Z (ta bez Play) była rekordzistką pod względem grubości, ale baterię 2600 mAh trzeba było ładować dwa razy dziennie. Tutaj jest trochę lepiej i mimo wszystko, ta trójka z przodu cieszy.

Trzeba wziąć pod uwagę, że jest to seria, która w jakiś sposób wyróżnia się na rynku i design nie jest powtarzalny. Ogólnie, wygląd Moto Z3 Play może się podobać, a biorąc smartfon do ręki ma się wrażenie, że producent nie oszczędzał na materiałach. Mimo sporej „doklejki” z aparatem zdaje się być dobrze wyważony. Oczywiście brudzi się jak każdy inny szklany i błyszczący telefon, ale jest na to sprytne rozwiązanie, o czym napisałem w akapicie dotyczącym modułów.

Wyświetlacz

Moto Z3 Play to idealny przykład na to jak pójść za trendem i tego nie spieprzyć. Mowa o wyższych proporcjach ekranu. Niemal przy takich samych wymiarach jak Moto Z2 Play udało się zmieścić o pół cala większy wyświetlacz (6 cali, a 5,5 cala) i to na tyle fajnie, by nie wywołało to u patrzącego wielkiego „meh”. Nie wrzucali na siłę czytnika pod ekran i zachowali pewnego rodzaju symetrię między górną, a dolną ramką, co akurat mi się podoba.

Moto Z3 Play
Moto Z3 Play

A ekran to nie byle co, bo to AMOLED znany z poprzedników, ale – ze względu na nowe proporcje – o wyższej rozdzielczości. Ciężko się do tej matrycy przyczepić, bo ma wszystkie znane zalety i wady AMOLED’a. Jedno co zwróciło moją uwagę to fakt, że jakoś tak wyświetlacz w OnePlusie 6 wydawał mi się ciut lepszy.

Czytnik linii papilarnych

Nie ma go pod ekranem, nie ma go z tyłu, to gdzie jest? Okazuje się, że na prawej krawędzi. I według mnie, patrząc na to jak beznadziejnie wyglądał i działał czytnik w pierwszej Motce, to czytnik z boku jest jedną z kluczowych zmian w całej serii. Jest odpowiednio duży i znajduje się na takiej wysokości, by wygodnie przyłożyć do niego kciuk i odblokować telefon. Czas reakcji też jest zadowalający, choć nie powiedziałbym, że szybkością przewyższa to co kiedyś było w Sony.

Czytnik linii papilarnych w Moto Z3 Play
Czytnik linii papilarnych w Moto Z3 Play

Ale w przypadku biometrii mam dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, dlaczego to jest tylko czytnik i nie ma w nim przycisku zasilania jak u Japończyków? W efekcie włącznik mamy po drugiej stronie i jest na tyle mały, że wolałbym żeby go w ogóle tam nie było. Po drugie – z takiego układu skorzystają tylko osoby praworęczne, bo jakoś nie wyobrażam sobie, by ktoś trzymał smartfon w lewej ręce i próbował odblokować go palcem wskazującym. Byłoby to mało wygodne.

MotoMods!

I wreszcie to, za co kocham ten smartfon i całą serię. Moduły MotoMods to jedno z ciekawych rozwiązań jakie przytrafiły się smartfonom, a to od Motoroli po prostu przeniosło inne, podobne pomysły w zapomnienie. System jest szybki, jest dopracowany, co chwilę pojawiają się nowe moduły i co najważniejsze – mamy pełną kompatybilność, co oznacza, że nowe smartfony wspierają starsze MotoModsy, a starsze moduły pasują do nowych smartfonów. Ktoś z Motoroli powiedział mi kiedyś, że smartfon będzie miał trzyletnie wsparcie dla modułów i w przypadku Moto Z3 Play się to sprawdza, bo bez problemu doczepimy te dodatki, które zadebiutowały jeszcze przy okazji pierwszej Zetki.

Moto Z3 Play - moduł z baterią
Moto Z3 Play – moduł z baterią

Z MotoMods miałem kontakt już kilka razy, ale strasznie żałuję, że razem z Moto Z3 Play nie dostałem do testów innych modułów niż to co mamy w zestawie. A w zestawie, tym sprzedażowym, który jest w sklepach, znajdziemy tylko MotoMods Power Pack, czyli „plecki” z dodatkową energią. Dokładka ma 2220 mAh i pozwala wydłużyć czas pracy o niecały dzień, choć to zależy w jakim trybie będzie używać tego modułu i jak będziemy korzystać z samego telefonu.

Ogólnie Power Pack może działać w trybie domyślnym lub oszczędnym. Jaka jest różnica? A taka, że w tym pierwszym moduł doładowuje akumulator w telefonie tak, by ten wskazywał 100%. Wiąże się to z tym, że plecki szybciej się rozładują. Drugi tryb utrzymuje baterię na poziomie 80% i teoretycznie powinno to przełożyć się ogólnie na dłuższą pracę. Na dodatkowej baterii jest wskaźnik, ale od strony wewnętrznej, dlatego przydatną funkcją jest podgląd baterii na pasku powiadomień – gdy mamy podłączony moduł to pokazuje się druga ikona baterii.

Na wszystkie moduły trzeba trochę wydać, ale gdy wyposażymy się w MotoModsy z drugiej ręki, to Motkę będziemy mogli zamienić w dobrze grający głośnik, projektor, pół-profesjonalny aparat czy konsolę do gier. I to jest w tym najlepsze, bo pomysł z modułami jest prosty, przyszłościowy i najnormalniej w świecie – działa.

Aparat

O aparacie będzie krótko. Najważniejsze jest to jakie robi zdjęcia, a kilka próbek do oceny macie poniżej. Na ich podstawie sami ocenicie czy jakość zdjęć wam odpowiada czy też nie. Dla mnie, jak na smartfon do dwóch tysięcy złotych, zdjęcia są więcej niż zadowalające – szczegółowe, odpowiednio pokolorowane i z dobrze wyciągniętym HDR’em. Aparat śmiało można zaliczyć do plusów aniżeli minusów.

Bateria

Jak wspomniałem, wbudowana bateria w Moto Z3 Play ma 3000 mAh, co wystarcza przeważnie na prawie cały dzień pracy i średnio 4 godziny pracy na ekranie. Gdy będzie intensywniej korzystać z nawigacji czy hotspotu to normalne jest, że do wieczora telefon nie wytrzyma. Dlatego pewnie w zestawie pojawiła się dodatkowa bateria, z którą nie będziemy musieli się martwić, że telefon nam się rozładuje i spokojnie dotrwamy do następnego dnia.

Jednak, mimo tego, że z dodatkową baterią mamy ponad 5000 mAh, to mam wrażenie, że nie można tego sumować, a smartfon, choć dostaje solidnego kopa, to nie działa tak długo jak inne modele z taką pojemnością akumulatora. Może to kwestia optymalizacji, ale coś jest na rzeczy, bo smartfon z taką baterią powinien wskazać minimum 7-8 godzin SoT, a taki wynik pojawiał się rzadko.

Moto Z3 Play
Moto Z3 Play

Skoro dobre strony mamy już za sobą, to zerknijcie jeszcze na rzeczy, które w tym smartfonie nie do końca mi pasowały.

Wystający aparat

To przypadłość całej serii – aparat wystaje jak fryzura Rutkowskiego, gdy ten skrada się gdzieś w krzakach. Nie mierzyłem jaką wysokość ma ta „wyspa” z aparatami z tyłu, ale ile by nie miała i tak trochę denerwuje. W Moto Z3 Play mamy tam dwa aparaty i to całkiem dobrze robiące zdjęcia. Jest też dioda doświetlająca, ale fakt, że cały moduł jest narażony na uszkodzenia, obtarcia już nie brzmi zbyt dobrze. Owszem, można to ochronić i to na kilka sposobów, ale o tym poniżej.

Pewność chwytu

Kwestie wystającego aparatu, dwóch MotoModsów i czegoś co można nazwać pewnością chwytu postanowiłem zawrzeć w jednym akapicie, bo poniekąd jedno z drugiego wychodzi. Prawda jest taka, że przez bardzo smukłą i błyszczącą obudowę smartfon niezbyt wygodnie leży w dłoni. Gdy założymy MotoMods z baterią to wcale sytuacja się nie poprawia, bo wtedy smartfon jest zbyt gruby i wygląda tak, jakby ktoś nadmuchał go przez gniazdo USB. Trochę chwyt jest pewniejszy, ale coś jednak w moim przekonaniu było nie tak. Poza tym, z dodatkowym modułem Motka już nie wyglądała tak dobrze jak bez „plecaka”.

Moto Z3 Play i MotoMods Power Pack
Moto Z3 Play i MotoMods Power Pack

Ale w końcu udało mi się wypracować, bądź co bądź, trochę kontrowersyjny kompromis. Zrezygnowałem z plecków z baterią i pomyślałem o samej nakładce w postaci Moto Mods Style Shells. To nakładka przypinana do tyłu telefonu, którą możemy dostosować wygląd smartfonu „pod siebie”. Może być drewniana czy skórzana, a najlepsze w tym jest to, że jest znacznie chudsza niż Power Pack, ale na tyle gruba, by zrównać się z aparatem. Według mnie to najlepsze rozwiązanie, bo smartfon nie dość, że dobrze się prezentuje, to jeszcze sprawia, że smartfon ma taką grubość jaką mieć powinien.

Rysujące się złącze

Niestety, ale jeśli często zmienia się moduły, to trzeba liczyć się z tym, że dolna część, tam gdzie znajdują się styki, może się bardzo porysować. Na moim testowym egzemplarzu było to mocno widoczne i w sumie ciężko jest tego uniknąć, choć trzeba przyznać, że ta sztuka przede mną na pewno była w rękach innych testerów.

Tryb wybudzania i brak diody powiadomień

Oj, to jest coś czego nie podaruję temu, kto wymyślił te funkcję. Niektórzy Motofani nie mogą żyć bez tak zwanego Wyświetlacza Moto, ale dla mnie była to mocno wnerwiający dodatek. Wyobraźcie sobie, że przez cały dzień zastanawiacie się dlaczego wyświetlacz sam się podświetla. Wystarczy przesunąć ręką nad telefonem – ekran podświetlony. Wystarczy położyć go obok klawiatury, ruszymy myszką – ekran podświetlony. Odkładamy go na biurko, siadamy na krześle – ekran podświetlony. No po prostu czujka jest tak wrażliwa, że reaguje na pierdnięcie przelatującej muchy i w efekcie, 9 na 10 wybudzeń ekranu było kompletnie niepotrzebnych.

Moto Z3 Play - Wyświetlacz Moto
Moto Z3 Play – Wyświetlacz Moto

Chcieli to dać jako zamiennik diody powiadomień, której w Moto Z3 Play w ogóle nie ma, ale coś czuję po kościach, że się nie udało i jest więcej z tego bałaganu niż pożytku, przynajmniej w moim przypadku. Chyba jeszcze przez dłuższy czas będę zwolennikiem klasycznej diody nad ekranem.

Cena

Z ceną jest mały problem, bo patrząc tylko na specyfikację, a potem na kwotę jaką trzeba zapłacić, to mamy wrażenie, że ktoś się walnął w obliczeniach i dołożył kilka stówek. Chcąc teraz kupić Motorolę Moto Z3 Play trzeba wyłożyć około 2000 złotych. Skoro nie jest to flagowy model, bo przecież jest jeszcze Zetka bez Play między innymi z lepszym procesorem, to sądzę, że cena powinna być jeszcze trochę niższa, tak bliżej poziomu np. Nokii 7 Plus. Ale, jeśli spojrzymy na to pod względem funkcjonalności, to żaden smartfon nie da nam tyle, co ten opisywany tutaj.

Już rozbudowany i ciągle rozwijany system modułów MotoMods to coś niesamowitego, coś czego jeszcze nie było w świecie smartfonów i coś co cały czas ma się dobrze. W sumie to sam się zastanawiam, by nie sprawić sobie takiej Motki w jakiejś cebulowej promocji, tylko po to by w przyszłości mieć możliwość testowania modułów. Nawet gdybym za same moduły wydał znacznie więcej niż warty jest sam smartfon. O!