Od mojego pierwszego wpisu na temat Fortnite minęło już kilka dobrych tygodni, a ja wciąż mogę powiedzieć, że jeszcze w to nie grałem. Moje relacje z grami nie należą do najlepszych, mimo posiadania zakurzonego Xboxa One. Zastosowany przymiotnik nie tylko dodaje ekspresji, ale również sygnalizuje, że jakoś nie po drodze mi z częstą rozgrywką. Mimo to mam świadomość, że gry rządzą światem, to znaczy elektroniczną rozrywką. Coraz więcej interesujących tytułów trafia nie tylko na komputery czy konsole, ale także na urządzenia mobilne. Bez wątpienia wśród nich znajdują się bardzo popularne gry Battle-Royal, jak PUGB czy wspomniane Fortnite. Jest całkiem sporo argumentów, by pobrać je na swoje urządzenia, szczególnie jeżeli jesteście sadownikami.

Niedawno wypuszczone na rynek iPhony mają w sobie procesor Apple A12 Bionic, który delikatnie mówiąc jest cholernie wydajny. Pozwala on deweloperom aplikacji tworzyć cuda na kiju, dzięki sporej jak na telefon mocy obliczeniowej. Nie omieszkali tego wykorzystać twórcy Fortnite, przygotowując prawdziwą petardę dla użytkowników iPhone Xs, Xs Max oraz „budżetowego” XR.

Najnowsza aktualizacja oznaczona numerem 6.31 umożliwia prowadzenie rozgrywki w 60 FPS.

Nie trzeba chyba wspominać, jak zwiększa to komfort w grach pełnych akcji i ruchu, gdzie dużo dzieje się na ekranie (a z tego co mi wiadomo, Fortnite do nich należy). Zwiększona płynność jest widoczna gołym okiem. Z tego miejsca pozdrawiam również Krzyśka, który jest zapalonym użytkownikiem konsoli Nintendo Switch. Mimo wielu ciekawych gier, jej wydajność jest na tyle ograniczona, że 60 FPS w Fortnite może być tylko błogim snem.

Zastanawiające jest to, czy aktualizacja ta trafi również na platformę Android. Bez wątpienia urządzenia takie jak Galaxy Note 9, Huawei Mate 20 Pro oraz kilka innych flagowców byłyby w stanie udźwignąć ciężar zwiększonego zapotrzebowania na pamięć RAM czy zwiększone taktowanie procesora. Na razie Epic Games milczy, jednakże w moim mniemaniu jest to kwestia czasu.