Smartfony które towarzyszą nam na co dzień są niezwykle użyteczne i często nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Mało kto jednak pamięta, że mamy do czynienia ze sprzętem elektronicznym, który prócz zalet ma również swoje wady. Urządzenia te są po prostu awaryjne, a więc w nieoczekiwanym miejscu i czasie coś może pójść nie tak. Przykładów, które to potwierdzają jest naprawdę sporo, a tym najbardziej znanym jest ten z Galaxy Note 7 i jego baterią. Model na tyle gorący,  że niejednokrotnie potrafił zapłonąć. Nie jest to jednak przypadłość wyłącznie tego jednego modelu. Zdarzają się także inne, równie niebezpieczne przypadki w smartfonach innych marek. Tym razem w roli głównej iPhone 6s od Apple.

Ostatnimi czasy pisałem o kończącej się promocji na wymianę baterii w smartfonach Apple. Sam zdecydowałem się z niej skorzystać, nie będąc jedynym. W krótkiej rozmowie z pracownikiem jednego z resselerów okazało się, że w kolejce jest wiele innych modeli do tego samego zabiegu, więc czas oczekiwania może zostać wydłużony. Z tej samej usługi skorzystał jeden z wykopowiczów i coś nie pykło.

Według relacji użytkownika, iPhone 6s po niespełna pół roku od wymiany baterii w autoryzowanym serwisie Apple odmówił posłuszeństwa w dosyć niekonwencjonalny sposób. W krótkim czasie bateria zwiększyła swoją objętość, powodując fizyczne uszkodzenia smartfona widoczne poniżej.

Według informacji przekazanych przez użytkownika, telefon był użytkowany z akcesoriami renomowanych marek, a podczas „mikro-eksplozji” nie był ładowany ani nadmiernie eksploatowany. Strach pomyśleć co mogłoby się stać, gdyby znajdował się w nocy na szafce czy – co gorsza – pod poduszką (tak, niektórzy mają takie pomysły).

Pisząc ten wpis zwracam się do Was z apelem – ładując telefon bądź jakiekolwiek inne elektroniczne urządzenia, odłóżcie je we względnie bezpieczne miejsce, tak by w razie jakichś nieprzewidzianych zdarzeń nie wyrządziły one krzywdy ani wam, ani innym osobom w waszym otoczeniu.

Główne zdjęcie pochodzi z serwisu Pexels