Rozejrzyj się dookoła siebie. Jest duża szansa, że gdzieś w pobliżu leży jakaś karta pamięci. Podnieś ją. Przyjrzyj się jej dokładnie. Co widzisz? Co czujesz?

Za każdym razem kiedy biorę do ręki takie cacko, w wersji zwykłej albo micro, mam przed oczami namacalny wyznacznik postępu jaki odbył się w ciągu mojego życia. Jako sędziwy trzydziestoparolatek pamiętam jeszcze czasy, kiedy dane składowało się na dyskietkach 3,5″, a muzykę na kasetach magnetofonowych. Potem przyszły płyty: CD, DVD, BD stopniowo wypierane przez nośniki USB. Z biegiem czasu na tej samej powierzchni mogliśmy pomieścić co raz więcej informacji.

Słowo klucz: miniaturyzacja.

To zjawisko nie jest zarezerwowane tylko i wyłącznie dla magazynów danych, wręcz przeciwnie – dotyka całej technologii. Zwykły telefon, który bez problemu włożymy do kieszeni, zawiera w sobie całą walizkę gadżetów z lat 90-tych ubiegłego wieku. Kurczy się proces technologiczny stosowany przy produkcji nowych układów scalonych: 20 nm, 14 nm, 10 nm, 7… Urządzenia wędrują z biurka do plecaka, potem do kieszeni i na nadgarstek, by w końcu stać się integralną częścią naszego ciała cichutko wykonując swoje funkcje gdzieś pod skórą, pomiędzy starą blizną, a pieprzykiem.

Poniżej macie kadr z filmu „Pamięć Absolutna”. Ciekawe czy kiedyś doczekamy się takich telefonów wewnątrz dłoni?

Kadr z filmu „Pamięć Absolutna”
Kadr z filmu „Pamięć Absolutna”

O zaletach miniaturyzacji (oraz idących w parze zagrożeniach) można by napisać nie jeden artykuł i kto wie – może kiedyś się na to pokuszę, ale nie dzisiaj. Tym razem omówimy coś powiązanego, ale znacznie bardziej przyziemnego – mini PC.

Temat ten poruszam w miarę regularnie, w zasadzie każdorazowo przy wymianie sprzętu, bo od wielu lat to właśnie takie urządzenia sobie upodobałem. Zaczęło się od netbooka, potem była krótka przygoda z palmtopem i w końcu komputerek typu NUC. Krótko mówiąc – jeśli mam do wyboru czystą moc oraz niewielkie wymiary, to zawsze wybiorę malucha. Choćbym i nawet miał się potem użerać z graniem przy 15 efpeesach w pięcioletni tytuł.

Przykładowy mini PC – Mele PCG03 Apo
Przykładowy mini PC – Mele PCG03 Apo

Chyba najbardziej popularnymi obecnie „pececikami” są te oparte na procesorach Intela o niskim TDP – zaczęło się od Atomów, teraz w modzie są Celerony, ewentualnie Pentiumy mogące poszczycić się nieco lepszą wydajnością.

To co mam u siebie to mała czarna skrzyneczka o wymiarach 11 x 15 x 5 cm, którą niewprawne oko z miejsca wzięłoby za router. Wewnątrz mamy procesor Intel Celeron N3450 (maks. 2,2 GHz) ze zintegrowaną grafiką Intel HD Graphics 500 wspierane przez 4 GB RAM (DDR3 1866 MHz). Nie wygląda to zbyt imponująco, co nie?

Mele PCG03 Apo
Mele PCG03 Apo

Być może, ale do prostych prac biurowych, przeglądania internetu oraz okazjonalnego zagrania w jakiegoś dwuwymiarowego indyka nadaje się wyśmienicie. Biorąc jeszcze pod uwagę premierową cenę w okolicy 750 złotych (plus kolejne 250 złotych za dysk SSD M.2, który to maluch bez problemu obsługuje) ciężko byłoby narzekać. Dostałem to za co zapłaciłem, ni mniej, ni więcej.

Oczywiście rozumiem, że komputerki typu NUC nie są dla każdego, a z pewnością nie dla fanów gier AAA. Nawet zwykli pożeracze Facebooka prędzej zdecydowaliby się na byle laptopa. Z kolei firmy wzięłyby pewnie coś z rodziny All-in-One (monitor z wbudowanym komputerem) – dla jeszcze większej oszczędności przestrzeni i łatwiejszego serwisowania. Jeśli już to mógłbym wam polecić „pececika” do roli drugiego komputera w domu, np. w razie awarii tego głównego, albo w przypadku gdyby wpadł jakiś znajomy i pojawiła się ochota na zagranie w coś wieloosobowego na dwóch monitorach.

Jeśli teraz zastanawiacie się nad zakupem takiego budżetowego malucha to zwróciłbym waszą uwagę na poniższe modele:

MSI Cubi N

MSI Cubi N
MSI Cubi N / fot. MSI

ACEPC GK1

ACEPC GK1
ACEPC GK1 / fot. ACEPC

Beelink X45 lub Beelink X55

Beelink X55
Beelink X55 / fot. Beelink

Powyższe urządzenia różnią się nieco specyfikacją, ale najogólniej można przyjąć, że wydajność będzie podobna i różnice zobaczymy dopiero porównując modele z 4 GB i 8 GB RAM oraz procesorem Celeron lub Pentium. Poza tym warto przed zakupem sprawdzić jakie złącza posiada wybrana skrzyneczka i czy są możliwości upgrade’u. Dla przykładu, urządzenie od MSI ma wymienialny RAM, ale zabrakło slotu na kartę pamięci. Z kolei ACEPC GK1 oferuje aktywne chłodzenie co z jednej strony cieszy na okres letnich upałów, a z drugiej niepokoi ze względu na hałas. Ceny zaczynają się od około 150 dolarów.

A co z grami?

Jak widać już po samej specyfikacji, żaden z powyższych modeli nie nadaje się do odpalania nowych gier. Można się bawić w niskie rozdzielczości, obniżone detale, czary-mary w BIOSIE i cieszyć się płynną rozgrywką w najnowszym Tomb Raiderze z klatkażem na poziomie 10-12 fpsów, ale chyba nie w tym rzecz. Powyższe konstrukcje zostały stworzone z myślą o pewnych zastosowaniach, a granie do nich nie należy. Co jednak nie znaczy, że nie ma na rynku małych komputerów chociaż próbujących udawać sprzęt gamingowy.

Jak się dobrze przypatrzeć to w ofercie takich firm jak ASUS, Gigabyte czy MSI znajdziemy kompaktowe pecety wyposażone w procesory Intel Core i7 ósmej generacji i zewnętrzne karty graficzne. Nie ma jednak nic za darmo.

Gigabyte BRIX Gaming
Gigabyte BRIX Gaming / fot. Gigabyte

Po pierwsze – cena. Już nie taka przystępna jak w tradycyjnym NUC-u, zahaczająca o zwykłe składaki. Po drugie – wymiary. Niby wciąż mniejsze niż w klasycznym ATX, ale też już nie takie uroczo kompaktowe. No i w końcu kultura pracy. Moimi ulubionymi zaletami mini pecetów są cisza podczas pracy oraz niski pobór prądu, na poziomie kilku watów. To oznacza, że taka maszyna może być aktywna 24/7, a jedyne co wyłączam to monitor. Nijak to się ma do najlepszych CPU/GPU na rynku, które potrafią zajechać i pięciusetwatowy zasilacz.

Zrób to sam

Mini PC to nie tylko kompletny produkt dostarczany pocztą do naszych drzwi i gotowy do uruchomienia zaraz po rozpakowaniu. To też możliwość złożenia komputera samodzielnie, wybrania takich komponentów jakie nam podpasują i zmieszczą się w założonym budżecie.

Najmniejsze z dostępnych na rynku konsumenckim obudów mają format mini-ITX co oznacza rozmiary od 17 x 17 cm wzwyż (tyle ma płyta główna, obudowa siłą rzeczy musi być ciut większa). To więcej niż w sklepowej miniaturce z Celeronem, ale dzięki temu przyrost wydajności może sięgać nawet kilkuset procent!

Mini PC z Chin
Mini PC z Chin

Chcąc upchnąć jak najwięcej musimy niestety powiedzieć pa-pa zewnętrznej karcie graficznej. Ta niepotrzebnie zajmie miejsce, wygeneruje ciepło i będzie domagać się prądu. Trzeba postawić na integrę, moim zdaniem najlepsza będzie ta od AMD – w układach R2200G lub R2400G o maksymalnym TDP na poziomie 65 W. Do tego solidna płyta główna, dwa razy po 8 GB RAM (najlepiej 3000 MHz, bo to od niej w dużym stopniu zależy wydajność integry), dysk SSD M.2 i zewnętrzny zasilacz, przynajmniej 150 W.

Przerażonych ogromem decyzji, które należało by podjąć przy kompletowaniu takiej konfiguracji uspokajam – Chińczycy już o was pomyśleli i sprzedają gotowe zestawy. Niestety jest to oferta chyba tylko na rynek chiński, bo nigdzie nie udało mi się znaleźć podobnej z wysyłką do Europy – tu macie link do strony na Taobao.

Co przyniesie przyszłość?

20 x 20 cm to jednak nie to samo co 10 x 10 cm, co nie?

Tak, wiem, że da się jeszcze mniej – w końcu Compute Sticki z pełnym Windowsem 10 są na rynku już od dobrych kilku lat. Te jednak nie zapewniają odpowiedniej przestrzeni na porty. Brakuje złącza LAN, jest tylko jedno USB, zapomnijmy o slocie na karty. To zmusza nas do stosowania HUBa, najlepiej jeszcze takiego aktywnego z własnym zasilaniem. Wychodzi na to, że chcieliśmy czegoś małego, a kończymy z brzydką plątaniną kabli.

Intel Compute Stick
Intel Compute Stick / fot. Intel

Gdzieś tak od wymiarów 10 x 10 x 5 cm zaczyna się „portowa strefa komfortu”. Dostajemy 5-6 wejść USB, dwa HDMI (albo HDMI i DisplayPort), gigabitowy LAN, może nawet diodę podczerwieni. Czy zatem jest szansa na wydajnego malucha, który w stu procentach zastąpiłby zwykłą stacjonarkę?

Jeszcze nie. Ale już wkrótce.

Płyta główna Sapphire FS-FP5V
Płyta główna Sapphire FS-FP5V / fot. Sapphire

A wszystko za sprawą firmy Sapphire i jej płyty głownej FS-FP5V. Nie dość, że sama w sobie ma wymiary 14 x 15 cm to układ APU został wlutowany na stałe i zabiera jeszcze mniej miejsca.

To właśnie ta platforma posłużyła firmie UDOO, producentowi mini zestawów w stylu Raspberry PI dla pasjonatów, do stworzenia BOLT’a. Pececika, który może okazać się przełomem na rynku i zmienić sposób w jaki myślimy o domowym PC.

UDOO BOLT 1
UDOO BOLT 1 / fot. UDOO

UDOO BOLT pojawił się po raz pierwszy na Kickstarterze w ostatnim kwartale 2017 roku. Zbiórka okazała się sukcesem (635,769 dolarów), a obecnie trwa finalizowanie projektu i wysyłka zamówionych egzemplarzy. Ale czym tak właściwie BOLT wyróżnia się na tle konkurencji?

Czystą, nieskrępowaną mocą.

Wedle zapewnień Sapphire jej maluszek wyciąga 3,6 teraflopów w testach wydajnościowych. Dla porównania: mój pececik z Intel HD Graphics 500 ma tylko 0,14 TFLOPS, zaś przypominający spory magnetowid, Xbox One, oferuje 1,3 TFLOPS. Popularna karta graficzna GeForce GTX 1060 w wersji z 3 GB oferuje wydajność na poziomie 4 TFLOPS, zaś najnowsze i najpotężniejsze RTX potrafią doskoczyć do poziomu 13 TFLOPS.

Nie jest topowo, ale podejrzewam, że dla większości niedzielnych graczy wcale nie musi. Jeśli ktoś nie chce mieć konsoli, a steamowa biblioteka pęka w szwach to z pewnością pojawi się pokusa wydania tych 500-600 dolarów (tyle kosztowały kompletne Bolty podczas zbiórki, w zależności od konfiguracji) na maszynę, która wystarczy do zabawy w Full HD przez najbliższe kilka lat.

Tym bardziej, jeśli w ramach kaprysu zechce nam się ją wziąć na spacer. W kieszeni marynarki.

Poniżej możecie zerknąć na specyfikację i wymiary BOLT’ów:

Zdjęcie główne pochodzi ze strony AMD.com