Niektórzy nazywają go rewolucyjnym i podniecają się już samymi zdjęciami. Ja jednak nie widzę w tym nic rewolucyjnego, a poziom mojej fascynacji jest mniej więcej gdzieś między festynem rodzinnym w Radkowicach, a karmieniem kaczek w sobotę rano. Chodzi o gamepad do smartfona o nazwie MUJA Gamepad. Czy tylko ja nie widzę w nim nic wartego uwagi?

Ale od początku. MUJA Gamepad to druga generacja takiego urządzenia od firmy Handscape, która już niebawem wkroczy na platformę Indiegogo. Gadżet wygląda trochę jak samoprzylepna płytka dotykowa, którą przyczepiamy do tylnej obudowy smartfonu. W sumie jakby nie patrzeć to jest płytka dotykowa, bo cały panel reaguje z tyłu jest podzielony na cztery strefy, które reagują na nasze palce.

Dlaczego według mnie to głupi pomysł? Już tłumaczę.

Po pierwsze – wygoda. Jeżeli już chcemy sobie to zrobić i pograć na smartfonie to pewność chwytu, dopasowanie i wygoda są najważniejsze. Nic dziwnego, że wszelkiego rodzaju gamingowe uchwyty są tak wyprofilowane i przemyślane, by odczucia były podobne do jakbyśmy trzymali w rękach pada od konsoli z doczepionym smartfonem. Tutaj przyklejając dokładkę z tyłu jedyne co robimy to zwiększamy grubość smartfonu, co jest bez sensu. Zresztą, zerknijcie tylko na zdjęcie na samej górze i spróbujcie w taki sam sposób ułożyć palce. Wygodnie? Jasne, że nie.

MUJA Gamepad
MUJA Gamepad / fot. Indiegogo

Po drugie – brak fizycznych przycisków. MUJA Gamepad to tylko gładzik doczepiany do smartfona, bez triggerów, gałek analogowych czy innych przycisków. Podczas grania precyzja czy czas reakcji są bardzo ważne i nic dziwnego, że do grania używa się klawiatur mechanicznych, gdzie przyciski działają pewnie, precyzyjnie i „zerojedynkowo”. Wyobrażacie sobie grać na klawiaturze, która zamiast klawiszy ma niewielkie płytki reagujące na dotyk, bez odpowiedniego skoku? No way.

MUJA Gamepad
MUJA Gamepad / fot. Indiegogo

Po trzecie – cena. Za MUJA Gamepad liczą sobie 59 dolarów, czyli grubo ponad 200 złotych. Spokojnie, za nawet mniej niż połowę tej ceny, jesteśmy w stanie kupić gamepad z prawdziwego zdarzenia, np. z firmy Mocute. Z uchwytem na smartfon, analogami, triggerami, D-padem, wibracjami i co tylko graczowa dusza zapragnie.

Mam wrażenie, że MUJA Gamepad projektował ktoś, kto nigdy z gamingiem nie miał nic wspólnego. Ktoś kto ewidentnie chce wyciągnąć tylko kasę za pomocą absurdalnego wynalazku, który ma tyle sensu, co sportowe subaru w kombi. Zastanawiam się nawet, czemu to urządzenie w ogóle zostało nazwane gamepadem.

Zerknijcie na stronę Indiegogo i sami oceńcie.