Japonia to stan umysłu. Jest to kraj, w którym telewizyjne teleturnieje śmieszą bardziej niż polskie kabarety czy miejsce gdzie istnieje zawód upychacza (jap. Oshiya), którego praca polega na odpowiednim rozmieszczeniu ludzi w wagonie metra, by nikomu nie zabrakło miejsca. Państwo, w którym minutowe opóźnienie pociągu jest skandalem, a technologia jest na tyle rozwinięta, że Japończycy zapominają o przyjemnościach ( ͡° ͜ʖ ͡°), co przekłada się na niski wskaźnik zastępowalności pokoleń. No i byłbym zapomniał o najważniejszym, kraj gdzie hacking pośrednio stał się legalny.

Jesteś hakerem i chciałbyś powykradać trochę danych na legalu? Zbyt szybko się ucieszyłeś. Japoński rząd zezwolił na hacking, lecz wyłącznie renomowanemu ośrodkowi National Institute of Information and Communications Technology (NICT), dzięki czemu może on przeprowadzać testy cyberbezpieczeństwa, włamując się na podłączone do sieci urządzenia mobilne japońskich obywateli.

Testy ruszą już w połowie lutego. NICT będzie generować losowe loginy i hasła, by spróbować uzyskać dostęp do około 200 mln urządzeń japońskich użytkowników. Gdy próba zakończy się sukcesem, użytkownik zostanie poinformowany o konieczności zmiany hasła, w celu poprawienia własnego bezpieczeństwa w sieci. Co więcej, takie działanie jest w pełni legalne w kraju Kwitnącej Wiśni, za sprawą zmienionej niedawno ustawy o cyberbezpieczeństwie.

Japonia
Japonia / fot. Pexels

Takie działanie może rodzić trochę wątpliwości. Co prawda, sama inicjatywa wydaje się być ciekawa, jednakże dane do których dostęp uzyska NICT mogą być bardzo wrażliwe, co może godzić w prawo do prywatności, o czym także wspominają eksperci. Instytut zapewnia jednak, że nie ma powodu do obaw, bowiem nie zamierza działać na szkodę użytkowników japońskiego internetu.

zdjęcie główne: pixabay