Samsung zaprosił, więc udało mi się wcisnąć gdzieś tam między innych dziennikarzy tech i zobaczyć premierowe smartfony z rodziny Galaxy S10. Nie trzy, a dwa, bo jeden z nich, czyli Samsung Galaxy S10e nie „dopłynął”. Według mnie, ten najciekawszy z całej trójki. W każdym razie, wymacałem Galaxy S10 i Galaxy S10+ z każdej strony i choć nie wszystko można było sprawdzić, to po krótkim kontakcie ze smartfonami, trzeba coś o nich napisać. Tak też się stało.

Teraz mogę pisać już o wszystkim, bo w końcu szlaban na publikacje przestał obowiązywać już od środy późnym wieczorem. I wiecie co? Ja po obejrzeniu początku konferencji z Galaxy Foldem w roli głównej, o którym przemyślenia muszę sobie jeszcze poukładać w głowie, po prostu wyłączyłem livestream, bo stwierdziłem, że nic ciekawego się już nie dowiem. Zacząłem zatem klepać ten tekst z nadzieją, że choć jednym łokciem rozepcha się wśród tych materiałów, które w jednej chwili zalały całą sieć. Poważnie, nawet sprawdziłem dwa razy czy kran w łazience zakręcony, tak dla wewnętrznego spokoju.

Samsung Galaxy S10 i Galaxy S10+
Samsung Galaxy S10 i Galaxy S10+

Stwierdziłem, że wybiorę tylko pięć rzeczy, które w większym stopniu mnie zaintrygowały w nowych „Galaksiach”. Zdaję sobie sprawę z tego, że można ich wymienić więcej, ale przecież do czegoś te wszystkie pierwsze wrażenia innych osób muszą się przydać. Nie będę was też zanudzał rdzeniami, hercami i innymi cyferkami, a będą to raczej luźne przemyślenia, po tym jak smartfony miałem w swoich rękach. Także, po kolei.

Ekrany, ahh te ekrany, jakieś takie dziurawe

Pierwsze podrygi do dziur w ekranie Samsung już miał i przetestował to w modelu Galxay A8s, którego pewnie nigdy w życiu w Polsce nie zobaczymy (chociaż, już niedługo nowa seria Galaxy A ma zadebiutować, więc kto wie). W każdym razie, wszystkie trzy nowe Dziesiątki mają otwór w wyświetlaczu, który – podobno – wcale nie jest tak łatwo w tym wyświetlaczu wyciąć. Może kółko jeszcze, ale takie szersze jak w Plusie to już gorzej. W każdym razie, precyzja jest tutaj wskazana, bo wystarczy minimalny błąd żeby jeden amoledowy zlepek pikseli poszedł do kosza.

Samsung Galaxy S10
Samsung Galaxy S10

No dobra, ale po co takie wycięcie? Powodów jest kilka. Po pierwsze, dzięki takiemu zabiegowi Samsung już nie będzie miał notcha. Nigdy nie miał, ale wiecie, różne pomysły po głowach inżynierów chodzą. Mniejszy, większy, kropelkowy i takie tam. Tutaj go nie ma i dobrze. Po drugie, przez takie rozwiązanie ekran rozciąga się jeszcze bardziej po przednim panelu, co naprawdę wygląda świetnie.

I najważniejsze, pod względem technicznym to najlepsze co Samsungowi udało się wpakować do smartfonów. Nie chodzi o rozdzielczość czy przekątną, a przykładowo jasność matrycy. Ta dochodzi do 800 nitów, czyli jeszcze trochę więcej niż było w Galaxy Note 9.

„Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę.”

Może niektórzy z was uznają to za pierdołę, ale według mnie ta funkcja jest równie istotna co chociażby tryb nocny z ograniczeniem szkodliwego światła niebieskiego. Tym bardziej, że mamy tutaj wyświetlacz Super AMOLED, a jak wiadomo, on bardzo lubi głęboką czerń.

W zasadzie jednym kliknięciem możemy całkowicie odmienić cały system tak, by był bardziej przyjazny dla naszych oczu (bo jasność na maksymalnym poziomie 800 nitów to nie w kij dmuchał) i baterii. Wiadomo, że działa czujnik oświetlenia, ale on też się czasami myli, a raczej nikt nie chciałby „dostać ekranem po oczach” sprawdzając. Tutaj ciemny kolor całego interfejsu na pewno się przyda, tym bardziej, że jest sporo osób, które właśnie taką kolorystykę preferują.

Samsung Galaxy S10
Samsung Galaxy S10

Tak, było to w Samsungu Galaxy Note 9, ale zdaje się, że dopiero po tym jak dostał aktualizację. Nie przypominam sobie by ta funkcja była w nim od początku (ale jeśli było inaczej, dajcie znać w komentarzach).

Cyfrowy dobrostan

Ktoś kto to wymyślił to już za samą nazwę powinien dostać podwyżkę. Jestem pewien, że byłaby to pierwsza opcja, która przykułaby waszą uwagę od razu po wejściu w ustawienia. Przynajmniej tak było u mnie. No dobra, ale co to jest ten cały Cyfrowy dobrostan?

Samsung Galaxy S10 - Cyfrowy dobrostan
Samsung Galaxy S10 – Cyfrowy dobrostan

Brzmi trochę jak „Miłościwy Dobromin”, ale serio, nie wiem dlaczego mi się z tym skojarzyło. Myślę, że szybkie zerknięcie na powyższe zdjęcie wiele wam wyjaśni czym jest ta funkcja. Cyfrowy dobrostan to taka aplikacja, która poniekąd podsumowuje nasz czas spędzony ze smartfonem. Pokaże przez jaki czas korzystaliśmy z jakich aplikacji (czyli inaczej, co pochłonęło nam tyle czasu) i poinformuje nas ile razy odblokowaliśmy telefon i ile przez ten czas dostaliśmy powiadomień. Uwagę może przykuć też opcja „Koniec dnia”, która jest czymś w rodzaju „odłączenia” się od smartfona, między innymi przez blokadę konkretnych powiadomień.

Aparat, który aspiruje do miana tego najlepszego

Samsung zawsze stawiał na aparat i jakość zdjęć i nie inaczej jest tym razem. Według zapewnień i tego co ja widziałem, Galaxy S10 Plus radzi sobie znacznie lepiej w kwestiach fotograficznych niż taki Note 9. Ogólnie sprawa wygląda tak, że tylko w Plusie mamy trzy aparaty z tyłu i gdyby się nad tym trochę zastanowić, to mamy tutaj najbardziej przemyślane trio. Jest główny 12-megapikselowy aparat, który podobnie jak Galaxy S9 ma zmienną przesłonę, jest też ultra-szerokokątny z polem widzenia do 123 stopni i na dodatek tak zwany tele-obiektyw.

Mnie podoba się to, że zarówno aparat z tyłu jak i ten z przodu nagrywają wideo w rozdzielczości 4K, a w oprogramowaniu dodano coś co nazywa się asystentem kompozycji – w skrócie, ma pomóc nam w robieniu najlepszych zdjęć, wskazując na ekranie odpowiednie ustawienie aparatu (pojawia się okrągły znacznik, po najechaniu którego zdjęcie robi się automatycznie). Przykładowo, pozwoli nam to złapać na zdjęciu prosty horyzont, gdy będziemy fotografować jakiś krajobraz.

Aparat w Samsung Galaxy S10
Aparat w Samsung Galaxy S10

Mnie najbardziej zastanawia tryb nocny, czyli Super Night Shot. A to dlatego, że ma to być coś na wzór trybu nocnego „z rąsi” w Huawei P20 Pro. Samsungowy smartfon ma robić do 7 zdjęć z ręki, potem nakładać wszystkie na siebie i wyciągać co tylko się da, żeby zdjęcie w nocy było jak najlepsze. W Huaweiu działało to rewelacyjnie i do tej pory zdjęcia po zmroku wpychają w podłogę, więc mocno rozmyślam nad tym, czy Galaxy S10 poradzi sobie lepiej. Od technicznej strony może i tak, ale efekt jest najważniejszy.

Samsung Galaxy S10e – ale czemu to ten najciekawszy?

Kilka słów o Samsungu Galaxy S10e zostawiłem sobie na koniec. Po pierwsze… bo to wielki nieobecny. Tak, poza tym, że był na kilku prezentacyjnych slajdach, to na pre-briefiengu nie mieliśmy ani jednej sztuki, którą moglibyśmy wziąć w łapki. Szkoda, bo gdy tak się mu przyjrzałem (o prezentacji mówię) to zaciekawił mnie bardziej niż dwa droższe i lepsze modele.

[tutaj powinno być zdjęcie Samsunga Galaxy S10e, jeśli tylko bym go miał]

W Galaxy S10e spodobało mi przede wszystkim to, że ma płaski 5,8-calowy ekran Super AMOLED w proporcjach 19:9, co już samo to sprawia, że jest najbardziej poręczny z całej trójki (i jednocześnie jednym z mniejszych smartfonów ostatnich miesięcy), ma czytnik linii papilarnych na krawędzi, a nie w ekranie, najmniejszą wagę (150 g), dwa aparaty z tyłu z trybem ultra-szerokiego kąta (bez tele) i wcale nie taką gorszą specyfikację.

Samsung Galaxy S10e
Samsung Galaxy S10e / fot. Samsung

Do Polski owszem trafi i tylko w jednej wersji. Ja w Galaxy S10e ewidentnie widzę idealnego konkurenta dla iPhone’a XR, a nawet poprzedniego, czyli iPhone’a X. Obydwa wypadają podobnie (porównując do XR’a) cenowo, podobnie też wyglądają i przyciągają wzrok, ale przewagą Galaxy S10e może być to, że jest od niego prawie o 1/4 lżejszy, smuklejszy i nieco mniejszy. I mimo wszystko Samsung jest tańszy – 3299 złotych w porównaniu do ponad 3700 w przypadku Apple.

A Wy co sądzicie o nowych Samsungach? Którego wybieracie?

I jeszcze jedna kwestia – zdjęcia. Nie, nie te zrobione aparatem w Galaxy S10, bo ich nie można było zgrywać, ale skoro zrobiłem kilka zdjęć samych smartfonów, to postanowiłem je wrzucić poniżej.