Mi Piątka była uroczym, kompaktowym smartfonem, który niestety łamał się w palcach jak suche patyki. Mi Szóstka wzmocniła konstrukcję, zwiększyła możliwości fotograficzne i w skromny sposób pokazała na co stać Xiaomi (recenzję Xiaomi Mi 6 przeczytacie tutaj). Mi Siódemki nie było, gdyż podobno przeskok tylko o jedno oczko był niegodny zeszłorocznego flagowca. Mi Ósemka miała być telefonem nowej generacji i choć wiele elementów było na plus to całokształt przyćmiewał przepastny notch zrażający do słuchawki naszych braci i siostry na całym świecie. A Mi Dziewiątka, czyli Xiaomi Mi 9?

Właśnie zakończyły się targi MWC w Barcelonie, a to oznacza jedno – wysyp elektroniki wszelkiego sortu. Samsung pokazał wszystko-mającą Dziesiątą Galaktykę, Sony próbuje nas przekonać do nowych proporcji ekranu, nawet LG potrafiło rozbudzić wyobraźnię telefonem z obsługą gestów NAD ekranem. Pojawiły się też pierwsze zginane smartfony oraz takie z modemem 5G.

A gdzie w tym wszystkim Xiaomi i czym stara się przekonać nas do zakupu dziewiątej odsłony swojego flagowca?

Na MWC nie miałem okazji pojechać, ale to i żadna strata skoro od oficjalnego sklepu 小米 dzieli mnie kilkanaście minut marszu i 5 stacji metra. A tam Mi 9 pojawiło się równo z tym w Barcelonie. Wpadłem, pomacałem, obfotografowałem ze wszystkich stron, cmoknąłem z zadowoleniem, wróciłem do domu, zaparzyłem kawę i zabrałem się do pisania.

Aha i zanim zaczniemy – poniżej opisuję tylko Mi 9 w standardowej wersji, gdyż tylko taką dane mi było zobaczyć. Nie było jeszcze ani mniejszego modelu Xiaomi Mi 9 SE ani tego z przezroczystym tyłem – Mi 9 Explorer Edition. Ich opisy pojawią się w późniejszym czasie.

Sześć-przecinek-trzydzieści-dziewięć-cala

Pierwsze co rzuca się się w oczy to ekran. Nie wiem kiedy, nie wiem jak ani po co, ale chińscy producenci musieli się zmówić i rozmiar 6,4″ stał się nowym standardem. Owszem, przy zmniejszonych ramkach oraz gestach pełnoekranowych nie wygląda to na olbrzyma, ale bawiąc się takim telefonem wagi ciężkiej mam wrażenie, że projektanci zgodnie odpuścili sobie wykłady z ergonomii. No, ale skoro ludzie to kupują i hajs się zgadza to nie ma sensu dalej dyskutować.

Xiaomi Mi 9
Xiaomi Mi 9

Kolejnym elementem wystroju, który odróżnia telefon od poprzednika jest bardziej przemyślany notch – w kształcie kropli wody. Moim zdaniem wygląda to o wiele lepiej, miłe oku są zaokrąglenia i zachowana symetria. Nie bez znaczenia jest również powierzchnia robocza pozostawiona po bokach. Nie ma jednak nic za darmo – wraz ze zmianą tracimy diodę podczerwieni (a w modelu EE również kamerę 3D) poprawiającą funkcję rozpoznawania twarzy.

Xiaomi Mi 9 - notch
Xiaomi Mi 9 – notch

Na wystawce znalazły się trzy Dziewiątki, każda w innej kolorystyce. Nie piszę „kolorze” gdyż w tym roku postawiono na tęczowy gradient. Ładne to, przyznam, szczególnie w tej fioletowawej wersji. Nawet czarny („piano black”) ma w sobie trochę więcej elegancji niż poprzednik z ósemką w tytule. Nie zapominajmy jednak, że to wciąż szkło (podobno Gorilla Glass 6 na przedzie i 5 na tyle) i jako takie jest śliskie, łatwo się brudzi, palcuje i kruszy. Jeśli bym już się zdecydował na kupno, to pewnie od razu z dobrym etui. Tym bardziej, że maskowałoby sporo wystający panel z obiektywami. Szkoda, że Xiaomi nie pokusiło się o jakąś specjalną wersję obudowy (czyt. „nie ze szkła”), tak jak miało to miejsce z Poco F1 i kevlarowymi pleckami.

Co do przycisków i portów to warto odnotować, że w klawiszologii wiele się nie zmieniło, aczkolwiek pozostał znany z Mi MIX 3 specjalny włącznik asystenta głosowego. Wrócił również port podczerwieni. I to tyle z nowości względem Xiaomi Mi 8 – jak nie było mini jacka tak dalej nie ma, jak USB było w wersji 2.0 tak dalej pozostało, jak głośnik był mono tak wciąż jest (no dobra, jest niby stereo, gdyż wykorzystywany jest też brzęczyk do rozmów, ale do efektu przestrzenności dźwięku temu rozwiązaniu baaardzo daleko). Na koniec znajdziemy tam jeszcze tackę na dwie karty nano SIM (bez microSD), najwidoczniej firma uznała, że jeszcze nie czas bawić się w e-simki.

Co chyba najbardziej razi w tegorocznym flagowcu to kompletne olanie tematu wodoszczelności.

A co w środku?

A co ma być? Oczywiście, że tegoroczny Snapdragon 855 w parze z minimum 6 GB RAM i 128 GB pamięci UFS 2.1. I fajnie, tyle, że nie za bardzo mam pomysł jak wykorzystać taką moc.

Już od Snapdragona 820 telefony weń wyposażone pracowały na tyle płynnie, że kolejne iteracje CPU nie dawały wyraźniej poprawy wydajności. Osobiście na co dzień używam telefonu z 835-ką i już ten dwuletni model nie daje mi żadnych powodów do narzekań, wliczając w jego zastosowania nowe gry. Jeśli już oczekiwałbym poprawy względem starszych modeli to wiązałoby się to z gospodarowaniem energią oraz ogólną kulturą pracy. Zmniejszenie litografii z 10 do 7 nanometrów może przynieść wymierne rezultaty odnośnie czasu pracy na pojedynczym ładowaniu, ale to pokażą testy. Mimo wszystko, ze swojej strony ubolewam, iż Xiaomi nie pokusiło się o tryb stacjonarny jaki od dłuższego czasu lansują Samsung i Huawei. Możliwość podłączenia telefonu do monitora i praca w trybie PC byłaby nie lada gratką i przesunęłaby Xiaomi Mi 9 w stronę zastosowań biznesowych.

Xiaomi Mi 9
Xiaomi Mi 9

Co do wbudowanych bajerów, którymi Xiaomi reklamuje swoje najnowsze dzieci to są nimi z pewnością czytnik linii papilarnych pod ekranem oraz cewka indukcyjna na tyle, wspierająca szybkie ładowanie bezprzewodowe.

Jeśli chodzi o to pierwsze to mamy tu do czynienia z sensorem optycznym znajdującym się w dolnej części ekranu (może ciut za nisko niż bym sobie tego życzył). Z moich zabaw w salonie udało mi się zauważyć, że moduł jest aktywny – to znaczy działa od razu po przyłożeniu palca na wygaszonym ekranie (aczkolwiek nie mogłem sprawdzić jak szybko radzi sobie z rozpoznaniem swojego właściciela).

Co do ładowania standardem Qi to jest to jak najbardziej mile widziane i fajnie, że rozwiązanie się popularyzuje, nie mniej Xiaomi nie było by sobą gdyby i tu nie dało nam powodów do narzekań. Nie, nie chodzi mi o zwykłą Mi Dziewiątkę, ale o jej mniejszą siostrę Xiaomi 9 SE, która bezprzewodowego ładowania nie posiada. Bo tak. Bo się nie zmieściło. I co nam zrobicie?

Ładowarka bezprzewodowa Xiaomi
Ładowarka bezprzewodowa Xiaomi / fot. Banggood

Szkoda również, że mimo zauważalnego wzrostu ceny względem poprzednika (Mi 8 kosztowało na starcie 300 juanów mniej) nie dostaniemy w zestawie bezprzewodowej ładowarki jak miało to miejsce w przypadku Mi MIX 3. Niby strata niewielka bo oryginalne „spodki” od Xiaomi kosztują już około 40 złotych, ale zawsze. Acha, Xiaomi niedawno zaprezentowało również szybką ładowarkę bezprzewodową o mocy 20 W za 149 juanów (ok. 80 złotych), ale zanim klikniecie Kup Teraz na Aliexpressie weźcie pod uwagę, że jest dwa razy grubsza od standardowych, a do tego posiada wbudowany wentylator co budzi wątpliwości względem poziomu hałasu.

Bezprzewodowa ładowarka 20 W od Xiaomi
Bezprzewodowa ładowarka 20 W od Xiaomi / fot. Mi

Wincyj aparatuff!!11!OneOne

Z roku na rok Xiaomi sukcesywnie pnie się w górę w kwestii jakości zdjęć w swoich telefonach. Dla konkurencji kiedyś to był powód do żartów, ówcześnie zaś obaw. Gdy ubiegłej jesieni bawiłem się Mi MIXem 3 jego aparat okazał się największą zaletą, przeskok pomiędzy nim, a moją osobistą Mi Szóstką był po prostu ogromny. Ale to, bądź co bądź, dwa lata różnicy, co w technologii oznacza całą wieczność. Co będzie jeśli porównamy takie Mi 8 do tegorocznego modelu?

Dwa słowa – „szeroki kąt”. 

Xiaomi Mi 9 posiada niby nowy sensor IMX586 od Sony, ale o jego jakości mógłbym się wypowiedzieć dopiero po dłuższych testach. To co miałem okazję sprawdzić już w salonie to właśnie 16-megapikselowy moduł o przesłonie f/2.2 oraz kącie 117 stopni. I ma on dwie funkcje.

Po pierwsze, co oczywiste, potrafi uchwycić znacznie więcej niż główna kamera. W takim wypadku wydawałoby się, że warto za jej pomocą robić wszystkie fotki, co nie? Cóż, niekoniecznie. Przede wszystkim wiele aplikacji nie potrafi korzystać z dodatkowych obiektywów i jesteśmy zmuszeni do trzymania się głównego aparatu (48 Mpix), a dodatkowo to właśnie ten sprawdza się znacznie lepiej w kiepskich warunkach oświetleniowych. Odnotowuję również, że na krawędziach ekranu widać czasem lekkie zakłamania (tzw. „rybie oko”).

Xiaomi Mi 9
Xiaomi Mi 9

Po drugie i mnie mniej fascynujące, wreszcie otrzymujemy funkcjonalny tryb makro czyli możliwość tworzenia ostrych jak brzytwa (oj przesadzam, ale niech będzie) zdjęć z odległości zaledwie paru centymetrów. Jako, że udało mi się podprowadzić trochę zrobionych w salonie fotek (Bogu niech będą dzięki za niezabezpieczone sieci Wi-Fi!) to zapraszam poniżej, aby na własne oczy przekonać się do czego zdolna jest optyka w Xiaomi Mi 9.

Tak wygląda zdjęcie z głównego aparatu.
Tak wygląda zdjęcie z głównego aparatu.
To samo, tylko z użyciem kamery szerokokątnej.
To samo, tylko z użyciem kamery szerokokątnej.
A teraz dwukrotny zoom.
A teraz dwukrotny zoom.
I tryb nocny.
I tryb nocny.

Wiem także, iż opisywany aparat okazał się królem rankingu DxO w kwestii nagrywania wideo. Na szybko tej funkcji nie udało mi się sprawdzić, ale zdążyłem zauważyć, że tryb slow motion doczekał się rozdzielczości Full HD.

Xiaomi lepsze?

Co można powiedzieć o nowym telefonie po pół godzinie zabawy? Że ładnie wygląda? Że dobrze leży w dłoni? Że szybko działa? W sumie niewiele, ale już tyle mi wystarczyło, aby dojść do serii wniosków:

  • mając do wyboru droższego Mi MIX 3 i Mi 9 bezapelacyjnie poszedłbym w Mi 9, głównie za sprawą niższej wagi i szerokiego kąta,
  • mając Mi 8 nie traciłbym pieniędzy na nowszą wersję, bo zmiany nie są rewolucyjne, a z szerokiego kąta nie skorzystamy tak często jak nam się to wydaje,
  • mając Mi 6 i lubiąc kompaktowe telefony bardziej patrzyłbym w stronę Xiaomi 9 SE,
  • mając ograniczony budżet poczekałbym na premierę i pierwsze recenzje Redmi Note 7 Pro, gdyż wydaje się równie interesujący co Mi 9, a może okazać się dwukrotnie tańszy,
  • mogąc wydać trochę więcej poszedłbym jednak w nowego Samsunga, gdyż to co oferuje oraz jak wygląda podoba mi się znacznie bardziej aniżeli u Xiaomi.

Ogólnie jednak podoba mi się nowe dzieło Chińczyków, jest ładne, poprawne, trochę nudne, ale za to dobrze wykonane oraz wycenione. Tym niemniej z zakupem radzę powstrzymać się do pierwszych recenzji.