Drukarka. Temat rzeka. Żeby odpowiednio dobrać urządzenie, nie tylko wypadałoby coś na ich temat wiedzieć, ale i wziąć pod uwagę rzeczy, które w większości umykają kupującemu. Żeby dokonać zakupu, z którego będziemy zadowoleni, należy sobie odpowiedzieć na kilka pytań. A i sprzedawca nie oberwie, że wcisnął byle co. Zaznaczam, że ten tekst nie jest w żaden sposób sponsorowany. Nikt nie płaci mi za niego, żadnej z firm tutaj nie chwalę bardziej od innych – to po prostu porównanie.

W ramach rysu historycznego, wspomnę tylko o typach drukarek. Tak, wiem, to banalne, ale możliwe, że czytać ten tekst będzie ktoś, kto pojęcie ma średnie, więc i takie informacje się przydadzą.

Atramentowe – Zawsze kolorowe. Działają tak, że plują na kartkę bardzo niewielkimi kropelkami tuszu, co sprawia, że na tejże pojawia się to, co chcieliśmy wydrukować.

Laserowe monochromatyczne – Drukowanie odbywa się w nieco inny sposób. Nie ma tuszu, jest toner, który w warunkach wysokiej temperatury zostaje przeniesiony na kartkę. Monochromatyczne, czyli czarno-białe. Nie da się wydrukować niczego poza czernią i skalą szarości.

Laserowe kolorowe – Dokładnie tak jak wyżej, ale tonerów jest cztery, a nie jeden. Najlepsza w zasadzie jakość drukowania, ale nie za darmo, o czym poniżej.

Drukarki igłowe pomijam celowo. Nie dość, że jest to technologia przestarzała jak mój laptop, to jeszcze dla kogoś zastanawiającego się nad zakupem w dzisiejszych czasach, średnio przydatna.

No, skoro absolutne podstawy mamy z głowy, to teraz trzeba zająć się odpowiedziami na wspomniane pytania. Jakie powinny zostać zadane przy wyborze urządzenia, a niestety często są pomijane?

Gdzie drukarka będzie używana? W domu, czy w firmie? Jak w domu, to przez kogo?

Pytanie może się wydawać banalniejesze niż wiadro bananów, ale naprawdę mało kto bierze to pod uwagę. Dlaczego to ważne? Istotna jest tutaj ilość wydruków. Zwyczajowo w firmie drukować się będzie zdecydowanie więcej niż w domu, stąd szalenie istotne, by się ze sprzedawcą tym faktem podzielić. Dzięki temu łatwiej będzie dobrać urządzenie pod kątem kosztów utrzymania. W domu można zaszaleć, bo drukuje się mniej, więc bieganie po tusz czy toner nie jest aż tak częste. Firma może wydać na drukowanie kolosalne pieniądze, więc materiały eksploatacyjne to też ważna rzecz.

Drukarki w biurze
Drukarki w biurze / fot. Pixabay

Użytkownik drukarki też jest istotny. Wiadomo, że student będzie drukować więcej niż emeryt, a dziecko będzie potrzebowało wydruków innych niż dorosły. Sprecyzowanie dla kogo będzie urządzenie ma spore znaczenie dla naszego portfela w dłuższym okresie czasu.

Jak bardzo niepotrzebny jest wydruk kolorowy?

Wiem, przewrotnie, ale nie bez powodu. Dwóch w sumie. Charakterystyczne dla drukarek kolorowych, atramentowych jest to, że wysychają. Niestety, ale jak coś jest mokre, to wyschnąć musi. Wynika to z pierwszego pytania. Jeśli drukarka ma być w domu, to będzie drukowane niewiele, stąd atramentówka ma większe szanse na to, że będzie stała i schła. A jak wziąć pod uwagę ceny tuszu, to można się wpakować na naprawdę solidną minę finansową. Klienci, którzy mówią mi, że będą drukować mało i biorą to za coś pozytywnego nie przestają mnie zaskakiwać. Drukarka jest do drukowania, a nie do zbierania kurzu, więc to dość ważne.

Czy potrzebny będzie skaner?

Czasami to istotne. Może się okazać, że nasze urządzenie ma być jednocześnie kserokopiarką, skanerem i drukarką. Jeśli ma być tak wszechstronne, to bez skanera jak bez ręki. W dzisiejszych czasach telefony komórkowe potrafią spokojnie zastąpić skaner, ale jak ktoś potrzebuje to czemu nie? Wiąże się to, rzecz jasna, z dodatkowymi gabarytami, bo skaner swoje zajmuje, ale jak trzeba to trzeba. Też się warto nad tym elementem zastanowić przed zakupem, bo siłą rzeczy wielofunkcyjne drukarki będą sporo droższe.

Załóżmy, że Ty jako klient, masz potrzebę zaopatrzenia się w drukarkę i na powyższe pytania prędzej czy później sobie odpowiesz. Co ja mogę polecić? No właśnie zależy – od jednej bardzo prostej rzeczy. Co nam się bardziej opłaci?

Drukarka HP ze skanerem
Drukarka HP ze skanerem / fot. Pixabay (TeroVesalainen)

A opłaca się różnie. Koszt samego urządzenia to jeden z kosztów, jakie będzie trzeba ponieść. Niestety, ale pozostałe, wcale nie ukryte koszta, są pomijane. Drukowanie kosztuje i niestety lubimy o tym zapomnieć. Przedstawienie tego ile trzeba wybulić jest szalenie proste, a dla dodatkowego uproszczenie darujemy sobie cenę papieru. No i tutaj wchodzimy na teren teorii spiskowych.

Drukarki atramentowe na kartridżami z tuszem to jedna wielka ściema.

Tak, powiedziałem to. Dzielą się na kilka rodzajów, ale jeśli spojrzymy na ceny tuszu, to strach się bać ile kasy trzeba na to wydać. Przykład z mojego sklepu. Na półce stoi drukarka za 239,99 złotych, atramentowa, ze skanerem szczelinowym, więc faktycznie urządzenie wielofunkcyjne. Zasilana jest dwoma kartridżami, czarny i kolorowy, zawierającymi po kilkanaście mililitrów tuszu. Koszt całkowitego zasilenia nowym zestawem? Około 130-140 złotych polskich. Na „dzień dobry” zakrawa to na kpinę, bo koszt materiałów eksploatacyjnych przekracza połowę wartości sprzętu, ale że cebula w narodzie jest silna, to wiadomo, że negatywnych emocji to może wzbudzić mnóstwo.

I żeby nie było, że sobie wymyśliłem. Według producenta i tego, co na opakowaniu napisał, to taki jeden nabój wystarczy na około 200 zadrukowanych stron. Z gwiazdeczką, stąd około. Recz jasna jak nam przyjdzie do głowy zdjęcia produkować, gdzie zużycie tuszu jest o wiele wyższe, to dziwić się nie ma co. Tak czy kwak, koszt wydruku jednej strony to jakieś 30-35 groszy. Trochę sporo.

Tusze Brother
Tusze Brother / fot. Pixabay

I tu jest właśnie cały mamut pogrzebany. Mamut, bo to problem o wiele większy od psa, którego grzebią najczęściej. Jaką mamy alternatywę? Drukarki z tak zwaną dolewką, albo jak klienci zwykli to nazywać, na „wieczne tusze”.

Produkt jaki ja zazwyczaj polecam klientom, to drukarka Epson L3060. Czy najlepsza? Pewnie nie, bo są na bank lepsze. Czy najtańsza? Też nie. Kliknięcie w link pozwoli Wam sprawdzić, że nie. Okolice 700-750 złotych trzeba za nią dać, więc faktycznie trzy razy więcej, niż za opisaną wcześniej. A jak z tuszami? Też trzeba dać te 130-140 złotych. Tyle, że są cztery osobne, po jakieś 30-40 złotych.

No to gdzie sens? W wydajności.

Przelicznik jest bardzo prosty. Kupując drukarkę, zawsze w zestawie dostajemy produkt gotowy do pracy, więc tusze też. Pojemność w tej tańszej to kilka, do kilkunastu mililitrów. W Epsonie to 70 ml. Wiadomo, że technika drukowania, mimo że podobna może się znacząco różnić, więc pozostaje opierać się na tym, czym chwali się producent. W przypadku HP to około 200 stron w czerni. W przypadku Epsona, na samym tym, co dostajemy w zestawie to około 13 tysięcy stron w czerni. Dla sportu, bo przecież ani sprzedawcy, ani producentowi się nie wierzy, oberżnijmy bez ceremonii tę wartość o połowę. Wychodzi na to, że w Epsonie można wydrukować 6500 stron (bez zdjęć rzecz jasna) w cenie produktu. W HP dotłuczenie się do tego wyniku, oberżniętego o połowę przypominam, zakosztuje nas, bagatela, jakieś 1850 złotych. Jakby nie było cięć dla sportu, to ta kwota byłaby pomnożona razy dwa. Stąd oszczędność, dlatego drogi kliencie, namawiam cię na zakup urządzenia droższego niż najtańsze możliwe. Teraz zapłacisz, fakt, ale w ogólnym rozrachunku, trochę korzystniej wychodzi, nie?

Argument, że nie drukujemy dużo, więc ani tak droga drukarka, ani tak wydajna nie jest nam potrzebna również nie jest jakoś przesadnie, w tym przypadku, przemyślany. Dlaczego? Dlatego, że drukarka nieużywana – schnie. Skoro schnie, to od ilości tuszu jaki mamy zależy jej wytrzymałość czasowa. W drukarce, gdzie jest 10 ml wyschnie o niebo szybciej niż w tej, gdzie jest 70, nie? Urządzenia same się czyszczą, więc zagrożenia nie ma? Ależ jest. Każde czyszczenie zużywa tusz, więc im więcej, tym lepiej. No i cena samego tuszu. 70 ml za 35 złotych, czy 10 ml za 59 złotych? co się bardziej opłaca?

„Ale ja naprawdę mało drukuję!”

Jeśli tak jest, to kupowanie drukarki atramentowej całkowicie mija się z celem. Po pierwsze, to będzie schło, więc kasa będzie szła w komin szybciej niż byśmy chcieli, a dwa, zaschnięcie drukarki, nawet jeśli kasy nam nie brakuje, czasem lubi się skończyć tym, że trzeba lecieć do sklepu po kolejną drukarkę, bo koszt naprawy przekracza wartość sprzętu. Nie, gwarancja nie obejmuje zaschniętego tuszu, o ile się orientuję, bo drukarka ma być od drukowania, a nie od stania, więc zawsze wina użytkownika. Laserowa będzie o wiele lepszym rozwiązaniem.

Jaką wybrać? Podobnie jak w przypadku wyżej – najtańszą. Niekoniecznie w ramach samej ceny produktu. Tu też eksploatacja kosztuje. Cena tonera może wahać się od kilkunastu, do kilkuset złotych, stąd też należy to wziąć pod uwagę.

Drukarki laserowe też zazwyczaj są gabarytowo większe od atramentowych, więc to też może być istotnym elementem, który wpłynie na decyzję o zakupie, ale nie wolno zapominać o tym co wcześniej. Koszt urządzenia, czasem znikomy, może być dobrą przynętą, ale skończy się tak jak w wielu przypadkach, tym, że sprzedawca oberwie, bo nie powiedział. Uważajcie i nie dajcie sobie wmówić, że tańsze zawsze lepsze.

Ale wracając do początku. Dlaczego w tym wypadku lepsza laserowa? Tylko dlatego, że tam nie ma prawa nic wyschnąć. Toner to proszek, więc na dobrą sprawę, w odpowiednich warunkach, może stać kilka lat nie odpalany i będzie działał dokładnie tak samo, jak w dniu otwarcia. Wydruków kolorowych nie będzie, coś za coś, ale skoro mało drukujemy, bierzemy pod uwagę brak wysychania, to myślę, że warta rozważyć takie rozwiązanie. Na upartego, kiedy już pojawi się konieczność drukowania kolorowego, to punktów świadczących takie usługi, za stosunkowo dobre pieniądze jest dość, by sobie kolorami głowy nie zawracać.

Co wpływa na koszt tonera?

Tak zwany bęben drukujący. W niektórych przypadkach, tak jak w modelu Brother 1222WE, bęben jest elementem wymiennym, kosztuje jakieś 70 złotych, a wymienia się go samodzielnie, co jakieś 15-20 tysięcy stron. Dzięki temu rozwiązaniu, oryginalny toner, który wystarcza na około półtora tysiąca wydruków kosztuje 99 złotych. Jeśli bęben jest wbudowany w kasetę z tonerem, to wymiana, raz, że bez sensu, bo nie musi być tak częsta sprawia, że koszta idą w górę.

Dlaczego tak drogo?

Ceny i estymacje jakie podałem tutaj odnoszą się do produktów oryginalnych. Wiadomo nie od dzisiaj, że rynek zamienników i produktów regenerowanych jest prężny i się dzielnie pręży, ale osobiście nie zalecam stosowania zamienników. Przynajmniej w przypadku drukarek atramentowych. Z laserowymi „jeszcze jak cię mogę”, ale w atramentówkach jest kilka przeszkód. Tusz w zamienniku może być rzadszy od tego co w oryginale, więc prędzej czy później się coś może z czymś zważyć, jak nieumiejętnie miksowany krem do tortu. Inna rzecz, to fakt, że naboje z tuszami bywają zachipowane i użycie zamiennika jest rejestrowane. Różnie bywa. Najważniejsze w stosowaniu zamienników jest to, że ich użycie zazwyczaj kończy się automatycznym anulowaniem gwarancji, a szkoda by było. Stąd – nie polecam, ale że zakazać nikomu nie mogę i nie planuję, to zalecam ostrożność. Na własne ryzyko.

Mam nadzieję, że ten szalenie chaotyczny poradnik nieco rozjaśni sprawy i poniekąd pomoże w wyborze odpowiedniego urządzenia.

Tekst oryginalnie zamieszczony na SprzedawcaPaczy.pl