Nie od dziś wiadomo, że Redmi szykuje swojego flagowca ze Snapdragonem 855. Po oderwaniu się marki od Xiaomi i po świetnym debiucie Redmi Note 7 na całym świecie było pewne, że premiera kolejnych modeli to tylko kwestia czasu. Przypomnę, że w Polsce za podstawową wersję smartfonu trzeba zapłacić 799 złotych, więc krótko mówiąc, nie opłaca się go zamawiać z Chin. Jak będzie z flagowym modelem?

Muszę szczerze przyznać, że po tym co zobaczyłem, do kolejnego smartfonu od Redmi, jaki on by nie był, podchodzę bardzo sceptycznie. Dlaczego? Trochę za sprawą poniższego materiału, na którym ponoć jest Redmi „z najwyższej półki”, ale też trochę ze względu na to jakim smartfonem jest Redmi Note 7. Na filmie widać smartfon, który jest bliźniaczo podobny do Xiaomi Mi 9, ale zamiast notcha ma dziurę w ekranie. Nie wiem czym tu się ekscytować, ale po prostu wygląda to źle, nawet bardzo źle. Brak symetrii, dziura na środku… meh.

Zresztą, zobaczcie sami:

Druga kwestia to taka, która wychodzi mocno w przyszłość, ale z mojego punktu widzenia jest bardzo istotna. Chodzi o cenę tego smartfonu. Przypomnę, że Redmi Note 7 w Polsce można zdobyć za 799-999 złotych w zależności od wariantu, a Xiaomi Mi 9 można mieć za 1899 złotych. Jeśli Redmi z najwydajniejszym obecnie Snapem ma mieć jakiekolwiek szanse, musiałby być niewiele droższy od Note 7, być tym, czym jakiś czas temu był POCO F1 i jednocześnie zrobić jeszcze większe poruszenie. Poniekąd znowu będzie to „rywalizacja z samym sobą”, ale krótko mówiąc, ostatecznie pieniądze zostaną i tak w tej samej kieszeni.

Jak to się mówi – Zobaczymy.