Tak zwane ścigałki to dla mnie wyjątkowy rodzaj gier. To one spowodowały, że przez pewien czas swojego życia mogłem nazywać się graczem. Obecnie, miano to raczej mi nie przysługuje, ponieważ ostatni raz grałem jakiś miesiąc temu, a Wiedźmina 3 przechodzę już 1,5 roku, wciąż nie widząc końca fabuły. Zacząłem od serii Need for Speed, choć serce skradła mi Forza 3, w którą grałem na swojej pierwszej konsoli. Była to gra dla mnie niemalże idealna, przy której spędziłem sporo czasu. Wydaje się, że być może znów wrócę do swoich starych nałogów, kiedy na systemach mobilnych zadebiutuje zapowiedziana dzisiaj Forza Street.

Zaskoczeni? Ja troszkę tak, ponieważ nie zapowiadało się, by Microsoft planował taki ruch, a przynajmniej w sieci nie czytałem takowych plotek, więc nic nie zapowiadało tej premiery. Nie mniej jednak cieszę się, że Microsoft poszedł śladem Nintendo. Nie da się ukryć, że Mario to marka znacznie większa i bardziej popularna od Forzy, jednakże nie można dyskredytować nawet takiego mrugnięcia okiem w stronę mobilnych graczy od samego Microsoftu, tym bardziej że Forza to kawał porządnej gry.

Co ciekawe, grę można pobrać już na komputery z systemem Windows 10, ponieważ gra została udostępniona w modelu Free2Play także na tą platformę. Z racji tego, że na co dzień użytkuję inny system operacyjny, nie będzie dane mi jej przetestować, jednakże jeżeli wy się skusicie, możecie napisać swoje spostrzeżenia w sekcji komentarzy.

Osobiście największe obawy mam co do mikropłatności, które będą głównym napędem finansowym wspomnianej produkcji.

Forza Street na każdą platformę zostanie udostępniona za darmo, a co za tym idzie, będzie musiała na siebie zarabiać. Liczę, że gra będzie reprezentować sobą nieco więcej, niż biznesowe zapędy giganta z Redmont. O tym przekonam się jednak nieco później, ponieważ pobranie gry na iOS oraz Androida nie jest jeszcze możliwe. Konieczna jest więc odrobina cierpliwości.