Jak na książkowy przykład gadżeciarza wcale nie tak często zmieniam osobisty telefon. Dość powiedzieć, że zbliża się połowa 2019 roku, skanery linii papilarnych pod ekranem i wysuwane moduły aparatów są na porządku dziennym, a ja wciąż biegam z wysłużoną Mi Szóstką. Jednak uwierzcie mi – gdyby tylko pojawiło się na rynku coś co faktycznie złapałoby mnie za serce to w te pędy pobiegłbym na zakupy. Tylko co by to było?

Nowymi telefonami, owszem, lubię się pobawić, ale przed zakupem (tudzież poleceniem czegoś komuś) zawsze staram się wybrać coś takiego, co idealnie wpasuje się w gusta przyszłego użytkownika. Dlatego właśnie do mojego taty, któremu telefony wypadają dość regularnie, trafiła wstrząsoodporna Motorola z serii Force. Mama, która ma małe dłonie i sporadycznie korzysta ze smart-funkcji dostała miniaturowego Samsunga Galaxy A3. Zaś bratu, co ciężko pracuje na każdą zarobioną złotówkę, skombinowałem porządnego, aczkolwiek szerzej nieznanego „Chińczyka” od LeEco z wgranym custom romem, dzięki czemu słuchawka za kilkaset złotych sprawuje się nie gorzej niż taka za dwa tysiące.

O ile jednak zwykłego zjadacza chleba raczej łatwo zadowolić, o tyle z kolesiem, który z niejednego pieca… nie, czekaj… może tak: na niejednym telefonie Magiska wgrywał, może być nieco trudniej. Mi nie wystarczy to, że pojawił się nowszy Snapdragon, dodano kolejne dwa giga RAM i ściśnięto ramki o zero przecinek siedemdziesiąt pięć setnych milimetra. Potrzebuję jeszcze czegoś ekstra.

Zanim jednak przejdziemy dalej, pozwolę sobie na małe wyjaśnienie – to co tu czytacie to raczej osobisty artykuł, który powstał na bazie potrzeby pokusy wymiany telefonu na coś fajniejszego i przy jednoczesnym braku tego na rynku. Poniżej pokrótce opiszę to, czego oczekiwałbym od następcy obecnego urządzenia, a jednocześnie chciałbym was sprowokować do podzielenia się własnymi odczuciami – zarówno na temat suchej specyfikacji jak i tak zwanych „bajerów”, którymi od czasu do czasu czarują nas producenci.

Tekst podsumuję ankietą z kilkoma „wodotryskami” do wyboru – oceńcie który z nich byłby najfajniejszy.

Yotaphone 2
Pomysł na Yotaphone był bardzo ciekawy, realizacja już nie bardzo.

Co z wydajnością?

Bawiłem się w swoim życiu urządzeniami na platformach różnych producentów i ta eksperiencja podpowiada mi jedno – zostań przy Qualcommie. Jest to chyba najpopularniejszy układ, pod który najczęściej optymalizowane są aplikacje i z którym jest najmniej problemów. Co do numeracji to jako, że już wysłużony Snapdragon 835 oferuje zadowalającą wydajność to mogę śmiało powiedzieć, że nie potrzebuję flagowca. Wystarczy, że nie będzie wolniejszy od tego co mam, a będę zadowolony. Podobnie rzecz ma się z ilością RAM – sześć do ośmiu GB, gdyż wątpię aby więcej na cokolwiek mi się przydało.

Jeśli chodzi o przestrzeń na dane to niby już 64 GB są mocno wystarczające, ale myślę przyszłościowo i raczej poniżej 128 GB nie zejdę, no chyba, że mógłbym to uzupełnić kartą pamięci.

Wyświetlacz

Obecny telefon kupiłem kiedy proporcje 16:9 były u szczytu swojej chwały i nic więcej z nich nie dało się wycisnąć. Były to piękne czasy kiedy trawa była zieleńsza, a w koło drzew biegały rozradowane dzieci i śmiejąc się śpiewały piosenki. Potem przyszła moda na notcha, zniknęło wszystko co dobre i piękne. Postanowiłem wtedy, że przeczekam i nabędę nowy sprzęt dopiero kiedy durny trend przeminie.

OnePlus 7 Pro
Niedawno zaprezentowany One Plus 7 Pro szczyci się ekranem odświeżanym w 90 Hz / fot. OnePlus

Stopniowo wcięcie robiło się coraz węższe, przeszło w kształt kropli, potem w dziurę i kto wie, może jeszcze w tym roku doczekamy się pełnej bezramkowości bez żadnych sztuczek. Wtedy dopiero wychynę ze swej pieczary i udam się do sklepu.

Budowa

Telefon musi być wygodny do obsługi jedną dłonią. Tyle i aż tyle. Tu chodzi nie tylko o to, że nie dałbym rady obsłużyć patelni, a bardziej o fakt, że im większy ekran tym częściej i dłużej bym się weń wpatrywał. Zależy mi raczej na czymś zgoła przeciwnym.

Jeśli zaś mówimy o materiale to najchętniej widziałbym plastik. Dobrze widzicie, nie ma żadnej pomyłki. Zasada jest taka, że tworzywo lepiej trzyma się dłoni niż szkło czy metal i nie mamy aż takiej traumy kiedy pojawią się tam pierwsze rysy. Właśnie ze względu na to, na plastikową obudowę nie fatygowałbym się szukać etui i finalnie telefon wydawałby się jeszcze mniejszy. Niby obecnie króluje szkło, ale nie są to takie płonne nadzieje wnioskując po tym co pokazało Google w nowych Pixelach 3a.

Motorola Moto Z
Motorola zaprezentowała najlepszy dotychczas pomysł na „modułowość”. / fot. Motorola

Fajnie by było gdyby obudowy były wymienne i można było sobie wybrać kolor, wzór i/lub rodzaj tworzywa jak to swojego czasu miało miejsce w Moto Makerze.

System

Oczywiście Android, bo iOS kompletnie mi nie leży i bawiąc się nim czuję się jak ptaszek w złotej klatce. Zresztą Apple nie rozpieszcza różnorodnością swoich urządzeń to i wybór mniejszy.

Co do nakładki to w sumie bez znaczenia. Może być MIUI, do którego się przyzwyczaiłem. Może to być jakiś w miarę czysty Android. Z chęcią spróbowałbym One UI od Samsunga.

Ważna jest natomiast możliwość zmiany oprogramowania. Piszę to z pełną stanowczością – nie ważne jak wybajerzony, elegancki czy tani byłby telefon – nie kupię go jeśli producent nie zaoferuje możliwości odblokowania bootloadera i wgrania czegoś autorskiego. Dla jasności – wcale nie muszę tego robić, na Xiaomi Mi 6 wciąż jadę na MIUI mimo dziesiątek custom romów dostępnych na XDA. Tu bardziej rozchodzi się o to jak producent traktuje swoich klientów – jeśli jak ludzi dorosłych i odpowiedzialnych, jeżeli jasno pokazuje, że nie ma nic do ukrycia to ja to szanuję i biorę jego sprzęt pod uwagę podczas zakupów.

Asus ROG Phone 2
Asus ROG Phone 2. Panuje moda na wypuszczanie telefonów specjalnie dla graczy. Neony i futurystyka, usprawnione chłodzenie, dodatkowe klawisze – te sprawy. / fot. Asus

Aparat

Poprawny, adekwatny do możliwości konkurencji. Miałem niedawno okazję przejrzeć na Tabletowo porównanie jakości zdjęć z trzech głośnych flagowców: Huawei Mate 20 Pro, Samsung Galaxy 10+ i Xiaomi Mi 9. Xiaomi kosztujące prawie połowę mniej niż konkurenci co prawda zajęło ostatnie miejsce na podium, ale jego fotki wcale zauważalnie nie odstawały od reszty. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że aparat w telefonie wcale nie musi być najlepszy, bo ani lustrzanki ani nawet dobrego kompakta i tak nie zastąpi. Wystarczy, żeby był dobry – lubię sobie czasem zrobić zdjęcie, ale w życiu nie dołożyłbym tysiąca złotych do ceny telefonu tylko po to aby troszkę poprawić jakość fotografii.

Nokia 9 PureView
Nokia 9 PureView. A ile obiektywów ty potrzebujesz w swoim smartfonie? / fot. Nokia

Zależy mi jednak na tym, aby przednia kamerka była na tafli ekranu (tzn. na stałe, bez żadnego wysuwania). Za bardzo polubiłem odblokowywanie telefonu wizerunkiem twarzy, żeby z tego zrezygnować. A tak by się niestety stało gdyby wygoda tego rozwiązania miałaby ucierpieć. Bawiąc się Mi MIX 3 wolałem korzystać z czytnika linii papilarnych, bo nawet tak prosta rzecz jak rozsunięcie slidera czasami okazywała się uciążliwa (brudne dłonie, rękawiczki i tak dalej).

Złącza, sloty i interfejsy

Tutaj zasada jest prosta – im więcej tym lepiej. USB typu C najlepiej trzeciej generacji, mini jack, tacka SIM z miejscem na kartę SD (hybrydowa, lub najlepiej zwykła). Do tego musowo NFC, może port podczerwieni, może ładowanie indukcyjne (zwrotne).

Nie żebym tego wszystkiego potrzebował w codziennym użytkowaniu, ale już miałem sytuacje, że takie drobnostki okazywały się bardzo pomocne. Na przykład kiedy zepsuł się pilot do klimatyzacji i telefon stał się prawdziwym wybawieniem. Dlatego fajnie jeśli te dodatki gdzieś tam są i czekają na swoją chwilę. Jedynym „deal-breakerem”, który sprawiłby, że nie brałbym telefonu pod uwagę byłaby obecność przestarzałego złącza microUSB. Nazwijcie to fanaberią, ale już od kilku lat walczę o „unifikację” kabli w domowym zaciszu. Tak ażeby jeden typ wystarczył do wszystkiego.

Samsung DeX
Samsung DeX. Telefon jako przenośny pecet? Czemu nie? / fot. Samsung

Coś ekstra

To co do tej pory powiedziałem opisuje dość poprawny egzemplarz telefonu. A do tego raczej nudny i bez charakterystycznych elementów. Dokładnie jak ma to miejsce w większości urządzeń na rynku. A ja jako gadżeciarz chciałbym jednak się wyróżnić, chciałbym mieć tą delikatną satysfakcję za każdym razem kiedy wyciągam telefon z kieszeni, biorę do ręki i na niego spoglądam.

Ostatnio miałem tak z Yotaphone 2, który poza tym okazał się szybko psującym się barachłem – właśnie z tego względu zdecydowałem się na nudną, ale porządną Mi Szóstkę. Zazdroszczę wszystkim tym, którzy w swoich sprzętach mają coś unikalnego. Począwszy od Krzyśka z jego BlackBerry KEY2, przez posiadaczy modułowych Motek, a skończywszy na tych wszystkich, którzy mieli już okazję pobawić się jakimś składakiem.

BlackBerry KEY2
BlackBerry KEY2. BlackBerry kurczowo trzyma się swojego pomysłu na telefon i ma rzeszę lojalnych wyznawców. Coś w tym musi być. / fot. BlackBerry

 

Ankieta

W tym miejscu zakończę tekst i przekażę metaforyczną pałkę w wasze ręce – zagłosujcie w ankiecie i spróbujcie w komentarzach odpowiedzieć na pytanie:

Jaka specyfikacja/jakie dodatki skłoniłyby mnie do wymiany telefonu jeszcze w tym miesiącu?

Który z bajerów w smartfonie oceniasz za najbardziej przydatny?