Galaktyczny to z pewnością nie jest blog o geopolityce. Nie mniej jednak, niektóre tematy chcąc lub nie, nawiązują do międzynarodowych zaczepek największych światowych hegemonów. Podobnie jak ten dzisiejszy, nad którym właśnie się rozpisuje. Nie sposób przejść obok niego obojętnie, ponieważ na gospodarczej wymianie ciosów pomiędzy Chinami a USA, zaczynają cierpieć zwykli użytkownicy, szczególnie Ci, którzy w kieszeniach noszą urządzenia Huawei. Marki, która rok za rokiem zgarniała dla siebie coraz większą część tortu.

Nie chcę też by był to wpis historyczny, ale chyba każdy z nas kojarzy choćby z lekcji historii frazę „Zimna Wojna”, która przez blisko 50 lat warunkowała relacje na każdym szczeblu pomiędzy USA a ZSRR. Obecnie ZSRR już nie ma, przynajmniej kiedy patrzymy na mapę, a gospodarka obecnej Rosji nie jest w stanie zagrozić Amerykanom. Wyrósł jednak nowy rywal, którego za wielką wodą pragnie się zniszczyć – Chiny. Państwo ryżu, podróbek, ale również nowoczesnej technologii, która nie tylko cenowo konkuruje z tą amerykańską, ale często przewyższa ją również pod względem parametrów. Administracja USA nie może dopuścić do tego, by doszło do przetasowania w rankingu największych gospodarek świata.

Chińczycy robią wszystko by wskoczyć na tron, a Amerykanie wszystko, by im to uniemożliwić – często posuwając się do nieczystych zagrań.

Metoda USA jest prosta – krok po kroku wyplewiać chińskie firmy z rynku, nakładając cła, akcyzę, a jak mimo tego się nie uda – wymyślmy jakąś bujdę, w którą uwierzy tłum. Najlepiej do tego celu wykorzystać jakieś małe kraje, które chcą realizować „american dream” na własnym podwórku – choćby największego „sojusznika” Ameryki w  Europie – Polskę. Słowo sojusznik jest w cudzysłowie, bo idąc za słownikiem PWN – bycie w sojuszu rodzi obustronne korzyści. W tym przypadku, wygląda to trochę inaczej, ale na tym poprzestańmy, bo po co przeklinać.  Powiedzmy, że Huawei szpieguje, kogoś aresztujmy, kogoś wydalmy z kraju – zepsujmy relację z azjatyckim mocarstwem w imię dobrego kolegi, który jest przy nas tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje.

Nexus 5X i Nexus 6P
Pomyśleć, że kiedyś Google i Huawei potrafiły działać razem. / fot. Google

Przez pewien czas atmosfera grozy unosiła się w powietrzu, ale było i minęło. Nikt się nie przejął, nie wszyscy uwierzyli – cel nie został osiągnięty. Nowe modele marki zostały zaprezentowane, znów sukces sprzedażowy więc cholera – czas wymyślić coś nowego. Stąd też ostatnia decyzja – zerwanie współpracy przez Google.

Nie trudno się domyśleć, że firmie z Mountain View nie jest z tym po drodze. Dla niej interesem jest, by oprogramowanie znalazło się na jak największej liczbie telefonów, ponieważ dzięki temu rośnie ilość użytkowników korzystających z Gmaila, YouTube czy innych serwisów. To po prostu czysty zysk – z niektórymi nie ma jednak żartów, w szczególności z amerykańską administracją rządową. W pewnych sytuacjach po prostu nie możesz powiedzieć nie i jestem święcie przekonany, że tak było także w tym przypadku.

Co oznacza ostatnia decyzja Google dla użytkowników smartfonów Huawei?

Dla tych obecnych w zasadzie nic, ponieważ wciąż będą otrzymywać wsparcie oraz łatki do oprogramowania. Znacznie gorzej może być z dostępnością nowych wersji systemu, które nadejdą w przyszłości – nawet dla najnowszych flagowców.

Największym znakiem zapytania jest jednak przyszłość marki, która będzie musiała stworzyć substytut dla jednego z najpopularniejszych systemów operacyjnych na świecie jakim jest Android. Samsung próbował z Bada OS, Microsoft z Windows Phone. Nie udało się, bo to nie jest proste. Budowa zaufania do nowego oprogramowania będącego na rynku nie jest łatwym zadaniem.

Huawei Mate X
Huawei Mate X / fot. Huawei

Jestem jednak przekonany, że Huawei się tego podejmie i zrobi wszystko, by nie poddać się za wcześnie, a w tym z pewnością pomoże chiński rząd. Jakie będą tego konsekwencje dla Ameryki? Być może się opłaci, bo pozbędą się dobrze prosperującej chińskiej firmy. Może być jednak inaczej, bo w Pekinie z pewnością nie zakładają na start negatywnego scenariusza. Gdy autorski system okaże się sukcesem i zabierze Google część użytkowników, to bilans zysków i start nie musi okazać się satysfakcjonujący. Co w takim przypadku? Wolę nie myśleć, bo to z pewnością nie jest ostatni rzut kostką, ani ostatnie przesunięcie pionka.