Gdyby ktoś trochę ponad dwa lata temu, czyli w chwili, gdy kupowałem Surface’a Pro 4 powiedział, że teraz, myśląc nad jego następcą, będę mocno rozmyślał nad MateBookiem od Huawei’a, to tylko bym się zaśmiał. A teraz co? Huawei ma już kilka modeli, a nawet ten (MateBook D), który ze względu na świetny stosunek ceny do tego co oferuje, stał się najpopularniejszym laptopem w Polsce. Mało tego, wśród pięciu modeli, które rozważam, przynajmniej dwa z nich pochodzą właśnie od Huawei. Przez ostatni czas mogłem korzystać z najnowszego Huawei MateBook 13. Co z tego wynikło? Przekonacie się w tej recenzji.

Pierwszy MateBook, jeszcze w formie hybrydowego tabletu, jakoś mnie nie porwał, choć trzeba było przyznać, że kilka ciekawych rozwiązań miał (np. czytnik biometryczny na krawędzi). Z późniejszymi laptopowymi modelami skojarzenia były jednoznaczne, bo często zestawiano je na równi z MacBookami, przynajmniej jeśli chodzi o wygląd. Ja poniekąd też tak myślę, ale mam wrażenie, z generacji na generację pozmieniali tyle, że już wypracowali sobie swój styl. Widać to między innymi po ekranie, czytniku linii papilarnych czy wysuwanej niegdyś, w poprzednim modelu, kamerce z klawiatury. No i są tańsze, a to argument nie do przebicia.

Huawei MateBook 13
Huawei MateBook 13

Do mnie MateBook 13 trafił w najbogatszym wariancie dostępnym w Polsce. Ma procesor Intel Core i7-8565U, 8 GB RAM i 512 GB w formie dysku SSD M.2 NVMe, a do tego jeszcze grafikę GeForce MX150. Taką konfigurację Huawei wycenił na 5249 złotych. Trzeba przyznać, że to sporo, ale jak się później przekonacie w recenzji, jest kilka rzeczy, które dają nam myśleć, że jednak warto na niego przeznaczyć tyle pieniędzy. W każdym razie, jeżeli ktoś bardzo chce mieć ten konkretny model, ale jednak sporo tańszy, może zakręcić się wokół wariantu z czterordzeniową jednostką Core i5 ósmej generacji, o połowę mniejszym dyskiem SSD i tylko z wbudowaną w procesor grafiką Intel UHD Graphics 620. Wtedy trzeba przeznaczyć 3849 złotych.

MateBook 13 już po wyjęciu z pudełka bardzo przyciąga wzrok, ale wrażenie robi też samo pudełko. Wszystko przez to, że jest małe i coś mi się zdaje, że czasami to i tablety w większych sprzedawano. Ok, ale tak zupełnie poważnie. Wystarczyło pierwszy raz wziąć laptopa do ręki i pierwszy raz go otworzyć, by przekonać się jak cholernie dobrze jest wykonany. Obudowa jest aluminiowa, gładka, pewna i wiem jak to zabrzmi, ale też przyjemnie zimna. Nie zauważyłem, by powierzchnia zanadto się brudziła, co rozumiem przez zbieranie paluchów i tłustych plam, choć jeśli ktoś połączy pracę z przerwą na pizzę to ślady na pewno zostaną. Wszystko jest spasowane jak trzeba, bez żadnych niedociągnięć. Co prawda niewiele zabrakło do tego, by matrycę można było podnieść jedną ręką (tak jak np. w Surface Laptop), ale i tak dobrze, że jest sztywna, nie wygina się na boki i nie ugina pod naciskiem. Do mnie trafiła wersja w szarym kolorze i jeśli dobrze przewertowałem sklepy, to jedyna kolorystyka jaką trafimy w naszym kraju. Jeśli ktoś chciałby kolor srebrny lub różowe złoto to musi poszukać w Chinach.

Huawei MateBook 13
Huawei MateBook 13

Czy MateBook 13 w kwestii wykonania czymś mnie zaskoczył? W sumie nie, bo na podobnym poziomie było wykonanie w poprzednich modelach, a sam Huawei wskoczył na laptopowy rynek od razu z wysokiego pułapu. Zaskoczyła mnie natomiast mobilność i poręczność tego sprzętu – waży niecałe 1,3 kg, ma grubość mniej niż pół złotówki i do tego jeszcze ten 13-calowy ekran z niewielkimi ramkami. Wygląda to bardzo dobrze, bo w sprzęcie znacznie mniejszym niż przewidują standardy, zmieszczono sporą przekątną. Lubię ten trend.

Ekran jest taki, jaki chciałbym mieć zawsze w laptopie.

Jeśli weźmiemy pod uwagę sam ekran, to tutaj ciężko jest się do czegoś doczepić. Jest 13 cali, jest wysoka rozdzielczość, bo 2160 x 1400 pikseli, a do tego proporcje 3:2, co według mnie znacznie ułatwia pracę. Na ekranie mieści się naprawdę sporo treści, czytelność i szczegółowość stoi na wysokim poziomie (mamy prawie 200 ppi) i nawet maksymalną jasność mogę uznać za wystarczającą, choć spotkałem się z opiniami, że jest zbyt niska. Niestety, nie miałem jak tego sprawdzić bez odpowiednich narzędzi. Ekran jest dotykowy, co w niekonwertowanych laptopach trzeba raczej traktować jako dodatek, chociaż muszę przyznać, że kilka razy zdarzyło się, że zamiast gonić kursorem po ekranie, wolałem dotknąć paluchem w konkretnym miejscu. Opcja dotyku determinuje też to, że ekran ma błyszczącą powierzchnię, co nie każdemu może przypasować, ale tak to już bywa, że te  Na szczęście powierzchnia nie zbiera szybko zabrudzeń i nie widać warstwy digitizera.

I jeszcze taka mała ciekawostka. Rysik Surface Pen, który akurat miałem pod ręką, łączy się z laptopem, ale nie można pisać po ekranie. Matryca go nie wykrywa.

Huawei MateBook 13
Huawei MateBook 13

Jeżeli sprzęt jest ekstra-mobilny i smukły to zazwyczaj nie ma co liczyć, że na obudowie znajdziemy wszystkie potrzebne czy inaczej rzecz ujmując, powszechnie używane porty i złącza. I tak też jest w przypadku MateBooka 13, co w kwestii mobilności jest jak najbardziej fajne, ale wygody i funkcjonalności już niekoniecznie. Wszystkie porty mógłby policzyć na palcach pingwin z Batmana, bo mamy je tylko trzy: dwa USB typu C po jednym na każdej krawędzi i mini jack 3,5 mm. Tylko tyle i aż tyle.

Trzeba wiedzieć, że tylko USB typu C po lewej strony wykorzystamy do ładowania baterii w laptopie, a to po prawej, do podłączenia stacji z dodatkowymi portami. Tak, taka stacja jest w pudełku i nie musimy za nią płacić, więc zupełnie inaczej jak w przypadku… Apple. Taki adapter sprawia, że dostajemy dodatkowe USB-A, USB typu C, HDMI i co ciekawe, również VGA do podłączenia np. starszych projektorów. Szkoda tylko, że nie ma tam RJ-45 (LAN).

Dobrze, że taka stacja jest, ale mimo wszystko, jest to jednak swego rodzaju proteza, którą musimy mieć zawsze przy sobie, jeżeli chcemy normalnie korzystać z laptopa. Nie mówicie mi, że nie dało się zmienić choć jednego pełnowymiarowego USB czy niewielkiej szczeliny, do której można byłoby wsunąć microSD. Wiem, że Huawei pomyślał sobie, że tak ma wyglądać „nowoczesny notebook przyszłości”, gdzie większość rzeczy będziemy robić bezprzewodowo, ale jednak nie musieli od razu wszystkiego „wycinać”. Szkoda, bo mnie do szczęścia i takiego codziennego użytku bardzo brakowało zwykłego USB, do którego mógłbym podłączyć pendrive’a czy zewnętrzny dysk SSD. Stacja sprawdza się przeważnie przy stacjonarnej pracy i nie wyobrażam sobie, by ktoś, przykładowo, pracując w pociągu miał koło kolana dyndającą stację z jeszcze bardziej dyndającym dyskiem na kablu.

Huawei MateBook 13
Huawei MateBook 13

Klawiatura i touchpad? W porządku.

Klawiatura, podobnie jak wyświetlacz, została wciśnięta w obudowę pozostawiając milimetry po bokach. Udało się zachować normalny układ czy wielkość klawiszy, co mocno przekłada się na wygodę podczas ogólnego korzystania. Co ciekawe, układ klawiszy jest podobny jak w moim zestawie, z którego korzystam na co dzień przy pececie (Dell Premier KM717), więc wcale nie musiałem się jakoś przestawiać czy przyzwyczajać do innego rozmieszczenia. Klawiatura jest wygodna, dająca odpowiedni feedback, ale też płaska co nie każdemu może pasować. Jest też równomiernie podświetlana na biało z możliwością regulacji. Mnie korzystało się z niej dobrze, choć nadal na pierwszym miejscu jest klawiatura z Surface’a Pro 4.

Touchpad jest ogromny i zajmuje niemal połowę przestrzeni pod klawiaturą. Jest umieszczony centralnie, w lekkim zagłębieniu. I tutaj poniekąd jest podobnie jak z klawiszami – płytka dotykowa działa w miarę płynnie i można napisać o niej tyle, że jest wygodna. Jeśli miałbym coś jednak zasugerować inżynierom, co mogą poprawić w kolejnej wersji, byłyby to kwestie związane z precyzją touchpada i jego wykonaniem. W tej klasie sprzętu życzyłbym sobie touchpada pokrytego szkłem, który idealnie przekazuje to, co chcę zrobić.

Zauważyłem też pewność przypadłość, która możliwe, że była tylko w moim egzemplarzu. Podczas klikania można było wyczuć coś w postaci „kliku pośredniego”, czyli sytuacji, gdy płytka dotykowa uginała się i „pukała” jeszcze zanim wykonaliśmy ten właściwy klik. Jakby była jeszcze jakaś niewielka przestrzeń pod touchpadem.

 


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie, porty i złącza. Ekran. Klawiatura i touchpad.
  2. System i PC Manager. Działanie, wydajność, testy i bateria. Podsumowanie.