Na pierwszy rzut oka, nazwa tego mikrofonu może brzmieć jak jakieś narzędzie, które kupimy w okolicznym markecie budowlanym. Ale nic z tych rzeczy. W rzeczywistości Thronmax MDrill One to profesjonalny mikrofon do nagrywania i streamowania. Tak się akurat stało, że razem z Adamem mogliśmy go przez ostatni tygodnie testować. Czy zatem warto się nim zainteresować?

Przyznam szczerze, że do tej pory nie spotkałem się z Thronmaxem, nawet wtedy, kiedy kupowałem mikrofon, który aktualnie używam do nagrywania. Wytłumaczeniem tego może być fakt, że Thronmax MDrill One to stosunkowo świeży produkt na rynku, który swoje początki, z tego co wyguglowałem, miał na platformie crowdfundingowej. My dostaliśmy mikrofon na testy od sklepu Toys4Boys i dobrze się stało, bo akurat szukaliśmy drugiego mic’a do nagrywania podcastu Dwóch po dwóch.

THRONMAX MDRILL ONE MOŻECIE KUPIĆ ZA 399 ZŁOTYCH.

MDrill One tylko z pozoru ma standardową budowę. Do tej pory miałem do czynienia z mikrofonami, do których trzeba było doczepić uchwyt, by go postawić i używać. Ten jest już z podstawą, a do tego całkiem solidną i stabilną. Jednak, w razie konieczności, możemy mikrofon odczepić i dokręcić do niego inny uchwyt od spodu, a to za sprawą uniwersalnego gwintu 1/4 cala. Fajne rozwiązanie i dobrze, że jest, ale trzeba wiedzieć o dwóch rzeczach. Jeżeli ktoś np. coś streamuje i mikrofon ma zawsze przed sobą, wcale nie musi myśleć o dodatkowym, innym „stojaku”. Jeśli jednak ktoś planuje doczepić popfilter to wtedy uchwyt może się przydać, bo przy Thronmaxie nie ma dedykowanego miejsca na takie dodatki.

Thronmax MDrill One
Thronmax MDrill One

Muszę przyznać, że Thronmax MDrill One jest świetnie wykonany, zadbano tutaj o każdy szczegółów i idealne spasowanie. Nic nie trzeszczy, nic nie lata, a trochę ponad kilogram wagi sprawia, że z mikrofonem czujemy się pewnie, bo będzie stał tak jak go ustawimy. Waga zapewne byłaby wyższa, gdyby mikrofon wykonano w całości z metalu, chociaż wcale z tego powodu nie będę narzekał, bo materiały są wysokiej jakości. Dla uzupełnienia informacji, metalowy jest tylko górny, „żebrowaty” korpus.

Obsługa jest prosta, choć elementy sterujące są porozrzucane po całej obudowie. Nie mniej, w żadnym stopniu nie twierdzę, że jest to złe rozwiązanie. Z przodu widzimy cztery wskaźniki trybu pracy, dwa przyciski: jeden do zmiany tychże trybów i drugi do wyciszenia mikrofonu, a także całkiem efektowny kreskowy wskaźnik, który pokazuje między innymi poziom wzmocnienia.

Thronmax MDrill One
Thronmax MDrill One

Z kolei, od spodu, widzimy złącze USB type C, przez które podpinamy mikrofon do komputera, wyjście AUX, wspomniany już wcześniej otwór na gwint 1/4″ i przycisk do zmiany podświetlenia LED. To ostatnie traktuję tylko jako dodatkowy bajer, którego w sumie mogłoby nie być. Nie uważam tego mikrofonu jako stricte gaminowego wynalazku, a takie podświetlenie kojarzy mi się wyłącznie ze sprzętem dla graczy. Na szczęście, LED’y można wyłączyć.

Jest jeszcze korpus z tyłu, a tam dwa, dosyć spore pokrętła. Są precyzyjne i czuć, że dobrze wykonane. Jednym z nich regulujemy poziom wzmocnienia, a drugim głośność wyjścia AUX.

Jak mikrofon radzi sobie w praktyce?

Od strony technicznej trzeba obowiązkowo wspomnieć, że MDrill One daje nam możliwość nagrywania dźwięku w naprawdę wysokiej, wręcz studyjnej jakości dźwięku przy 48 kHz i 16 bitach. Już samo to świadczy o tym, że nie jest to nic podstawowego. Mikrofon ma też kilka dedykowanych trybów nagrywania: cardioidalny (domyślny, do większości zastosowań, np. podcastu, nagrywania podkładu audio do materiałów wideo), stereofoniczny (nagranie z odseparowaniem lewej i prawej ścieżki), dwukierunkowy (nagrywanie z przodu i z tyłu, np. do wywiadów) i ósemkowy (nagrywanie z każdej strony, np. podczas konferencji). Ma też funkcję redukcji szumów, choć nie sądzę, by działało to jakoś idealnie, bo zawsze po nagraniu i tak musiałem usuwać szumy w programie (choć było ich wyraźnie mniej niż przy moim Novoxie).

Zarówno ja jak i Adam nie jesteśmy audiofilami, więc nie zasypiemy was wykresami, próbkami czy branżowymi określeniami. Na pewno jest kilka serwisów o audio, które robią to lepiej od nas. Trzeba też zaznaczyć, że nie jest to recenzja, a bardziej rozbudowana opinia. W każdym razie, napiszemy jak to było u nas, w takich czysto domowych warunkach. Thronmax MDrill One więcej czasu spędził u Adama, ale ja też miałem z nim swoje „pięć minut”.

Mikrofonem MDrill One nagrywaliśmy już jeden z odcinków podcastu, więc właśnie tam możecie posłuchać jak się sprawdził w boju. Wszystko co mówi Adam jest rejestrowane przez Thronmaxa i będzie rejestrowane w kolejnych odcinkach (od 23. odcinka podcastu włącznie).

Przeważnie był ustawiony w odległości około 25-40 centymetrów i nawet niekoniecznie na wprost, a i tak można stwierdzić, że dobrze radził sobie ze zbieraniem dźwięku. Używaliśmy go bez pop filtra. Według mnie i zapewne też Adama, mikrofon idealnie sprawdza się w takich podcastowo-jutubowych zastosowaniach, choć jak wiadomo, nie tylko do tego został stworzony. Powinien też się sprawdzić w sytuacjach, gdy ktoś będzie chciał nagrać instrumenty czy wokal.

Thronmax MDrill One
Thronmax MDrill One

Czy warto przeznaczyć cztery stówki na tego Thronmaxa? Myślę, że tak. Oczywiście są tańsze i to z bogatszym zestawem, ale są też droższe. To normalne, ale pewne jest to, że przeznaczając kwotę właśnie w okolicy 400 złotych można powiedzieć, że celujemy niejako w środkową półkę i zarówno z jakości samego mikrofonu, nagrania jak i tego co potrafi, będziemy zadowoleni. Do pół-profesjonalnych nagrań będzie jak znalazł, o czym sami się przekonaliśmy. Owszem, można trochę narzekać, że w zestawie niewiele dostajemy i może przydałby się jakiś dedykowany filtr tzw. spółgłosek wybuchowych, ale to też zależy od tego, co i jak nagrywamy.

Mamy mikrofon, który jest dobrze zbudowany, ma pewną konstrukcję i nowocześnie wygląda, szerokie spektrum ustawień i nie kosztuje tyle, że jakoś mocno nadszarpnie budżet kogoś, kto zakup takiego mikrofonu planuje.