Jak po każdej większej premierze od Xiaomi udałem się do chińskiego salonu, aby samodzielnie i organoleptycznie przekonać się czymże próbuje oczarować nas Mały… a nie, wróć, tym razem Czerwony Ryż. Redmi K20 i K20 Pro to przecież z dawna wyczekiwane flagowce od Redmi, które wciąż raczej kojarzy się z produktami dla ludzi o mniej zasobnych portfelach. Na jakie kompromisy udano się tym razem?

Sam nie wiem kiedy, ale do mojego związku z Xiaomi wkradła się rutyna. Niegdyś ta firma potrafiła mnie czymś zaskoczyć i podekscytować, a teraz zachowuje się jakby w ogóle jej na mnie nie zależało. Kolejny raz ten sam odgrzewany kotlet w innym papierku – taka była moja pierwsza myśl na temat nowych telefonów. „Meh” w parze z #nikogo. To jednak wcale nie oznacza, że niedawno zaprezentowane nowości są psu na budę, wręcz przeciwnie!

Redmi K20
Redmi K20

Już na pierwszy rzut oka mamy stuprocentową pewność, że K Dwudziestki to sprzęt idący z duchem czasu. Ekran AMOLED pokrywający praktycznie cały przedni panel. Elegancko prezentująca się obudowa, szczególnie ten czerwono-czarny gradient. Ba! Jest nawet ukłon w stronę miłośników retro (hehe) – mamy złącze mini jack! Zaś na deser bateria 4000 mAh i cena startująca od 1999 CNY (około 1100 złotych) za podstawową wersję. Jest moc.

Redmi K20 w Europie sprzedawany będzie pod nazwą Xiaomi Mi 9T w cenie od 329 Euro. Póki co brak informacji odnośnie wersji Pro.

Ale nie ma sensu rozpisywać się dłużej, bo specyfikację obu wersji K20 pewnie już od dawna znacie – lepiej zerknijcie poniżej na zdjęcia z mojej wizyty w salonie.

A teraz, krótkie komentarze z mojej strony:

    • Klasyczne Xiaomi – zachęca przede wszystkim ceną.
    • Tym razem bajerem jest wysuwany aparat przedni. Jej obudowa wykonana jest z tworzywa podświetlanego od wewnątrz.
    • Mamy do wyboru trzy wersje kolorystyczne: czarna, czerwono-czarna i niebiesko-czarna.
    • Tylne aparaty są ułożone symetrycznie i nie wystają aż tak bardzo jak w Mi 9. Zmiana na plus.
    • Prawie 6,5 cala nawet przy wąskich ramkach dość pokracznie leży w dłoni.
    • Dolna „bródka” wciąż tam jest, ale pozostałe ramki są tej samej grubości.

I to by było na tyle. Telefon wydaje się porządny, oferujący nawet więcej niż osławione Mi 9. Z jednej strony dość dziwna zagrywka, bo w tym wypadku nie ma sensu sięgać po droższe urządzenie, z drugiej Xiaomi chyba wie co robi i ta strategia ma pewnie jakiś głębszy sens. Zresztą… z ochami i achami najlepiej poczekać do pierwszych recenzji, bo kto wie jakie wady techniczne wkradły się do Redmi K20.

Ale jest coś jeszcze…

Przez wiele lat się z tym ukrywałem. Wiedziałem, że policja nie pochwala moich metod, że wielu uważa, iż w nowoczesnym świecie nie ma miejsca dla takich jak ja. Chciałem zataić swoją tożsamość aby chronić bliskich…

Ale czasy się zmieniły i już pora aby wyjść z cienia.

To ja jestem mistrzem Painta!

Nie poznacie mnie mijając na ulicy. Nie zorientujecie się kiedy przypadkiem otrę się o was w autobusie. Ale dajcie mi czysty plik be-em-pe i chińską myszkę z Tesco za 12,50 złotych, a pokażę na co mnie stać!

1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

9.

10.

To jeszcze nie koniec…