Zazwyczaj jest tak, że jak Xiaomi wypuści jakiś dobry i tani sprzęt (czyli co mają w zwyczaju) to ludzie rzucają się na to jak stare babki na ostatnie wolne miejsce w autobusie i już w pierwszej sekundzie po premierze okazuje się, że cała partia rozeszła się na pniu. A ja potem, jak ten ostatni frajer, próbuję załapać się na kolejne dostawy i klikam beznamiętnie w ikonkę koszyka licząc, że może tym razem się uda. Tak było też z dopiero co zaprezentowaną opaską Mi Band 4 – trzy różne aplikacje, trzy różne sklepy internetowe i w każdym to samo: „Przepraszamy, brak towaru”. Tym razem jednak, korzystając z wcześniejszego doświadczenia, postanowiłem podejść do problemu analogowo.

Jestem nosicielem. Xiaomi Mi Band 4 – recenzja i porównanie z Mi Band 3

Podjechałem metrem do oficjalnego sklepu Xiaomi znajdującego się na ulicy o dumnie brzmiącej nazwie „Plac Ludowy”, wziąłem z półki wciąż pachnącą chińską fabryką opaskę, zapłaciłem, podziękowałem i wyszedłem. Ależ ja jestem przebiegły!

Xiaomi Mi Band 4

Żarty na bok, bo oto jesteśmy świadkami narodzin nowej wersji chyba najbardziej popularnego „łerabla” (takie tam spolszczenie od ang. wearables) na świecie. Owszem – są tańsze opaski. Owszem – są lepsze. Ale musicie się ze mną zgodzić, że żadna nie odniosła takiego sukcesu jak gadżet od Xiaomi.

Z roku na rok kolejne odsłony Mi Banda oferują co raz więcej i stają się jeszcze bardziej kompletne, pomagając w codziennym korzystaniu z telefonu.

Jakie zatem usprawnienia wnosi Mi Band 4?

Cóż, tego dowiemy się z pełnej recenzji, którą mam zamiar wrzucić dopiero po całkowitym rozładowaniu baterii w pastylce. Żeby jednak nie robić z tego tekstu nic nie wnoszącego clickbaita podzielę się kilkoma spostrzeżeniami po pierwszej dobie użytkowania:

Cieszy, że Mi Band 4 nie jest większy od poprzedniczki, bo jak dotąd każda kolejna pastylka zyskiwała na rozmiarach.

Kolorowy ekranik ma bardzo płynne animacje, w Hey+ menu przesuwa się skokowo, tutaj jest jak w smartfonie.

Szkoda, że ten AMOLED nie jest wykorzystywany w większym stopniu, choćby do wyświetlania emotek (mamy np. [smile]).

 Tarcz do wyboru jest cała masa, ale najlepiej prezentują się te na czarnym tle, bo ukrywają fakt, że ramki dookoła wyświetlacza są ogromne.

 Pojawiła się regulacja jasności z poziomu opaski – ustawiłem to sobie na 4/5, na słońcu jednak przydaje się max, a i tak warto wybrać tarczę o wysokim kontraście.

 Brakuje mi dodatkowych informacji wyświetlanych na tarczach, bo póki co jest tylko czas, data, bateria i kroki/kalorie/puls. Przydałaby się może pogoda i tytuł aktualnie puszczanej piosenki.

 Jak dotąd nie znalazłem opcji, aby dodać własny obrazek jako tarczę.

 Kontrola muzyki działa bez zarzutu ze Spotify, niestety aby dotrzeć do jej ikonki trzeba się trochę za bardzo nasmyrać po ekranie.

 W Chinach mamy płatności kodem wyświetlanym na ekranie – już testowałem i działa bez zarzutu, ale w Polsce będzie bez znaczenia.

Xiaomi Mi Band 4

Tak póki co to nie wydaje mi się aby „upgrade” był tak duży jak to było w przypadku zmiany z Mi Banda 2 na Mi Banda 3.

Owszem, wszystko wygląda ładniej, ale funkcje zostały z zasadzie te same.

Tradycyjnie również, artykuły takie jak ten, będące zwiastunem recenzji, są okazją do zadawania pytań w komentarzach. Jeśli tylko chcecie abym w teście skupił się na czymś konkretnym albo macie pytania odnośnie poszczególnych funkcji – śmiało, postaram się odpowiadać na bieżąco.

Xiaomi Mi Band 4