Z jednej strony cholernie podoba mi się to, że laptopy ważą co raz mniej, zajmują mniej miejsca i po prostu są poręczniejsze. Ale z drugiej, jak tylko mam do swojego Surfejsa podłączyć więcej niż jedno urządzenie pod USB to mnie krew zalewa. Taki Microsoft Surface Pro ma tylko jeden port USB 3.0, jak zresztą większość sprzętów, gdzie przede wszystkim liczy się mobilność. Ale zupełnie inaczej podeszło do tego VAIO – pokazali laptopa, który waży niecałe 900 gramów i ma łącznie aż 9 różnych portów. Po prostu istny „mind blown”!

VAIO to już nie jest to samo VAIO co jeszcze kilka lat temu, gdy marka należała do Sony. Teraz VAIO działa głównie na azjatyckim rynku, bez żadnych wpływów od Sony i jak przypominam sobie takie konstrukcje jak VAIO C15, to przyznam, że nie szczególnie dobrze im to wychodziło. Szczerze, to myślałem, że już nigdy o laptopach tej marki nie usłyszę, a nawet jeśli to zaskoczenie będzie porównywalne z tym jakbym zobaczył, że Łódź, jakimś cudem, rzeczywiście ma dostęp do morza.

VAIO SX12 / fot. VAIO
VAIO SX12 / fot. VAIO

VAIO SX12 wszystko zmieniło.

To laptop, który jak można się domyślać, ma 12,5-calowy ekran (w dodatku matowy) i jest zbliżony wyglądem do większego modelu SX14, który pojawił się kilka miesięcy temu. A patrząc na to co oferuje i to co sobą reprezentuje, można śmiało napisać, że to jeden z ciekawszych laptopów dla osób, którzy cenią sobie najwyższą mobilność i największą produktywność.

Mobilność, bo SX12 waży zaledwie 897 gramów, więc jest lżejszy od wprowadzonego ostatnio do Polski laptopa LG Gram. Mimo tego udało się zmieścić wręcz niewyobrażalną jak na taki sprzęt ilość portów. Mamy aż 3 USB-A, jedno USB typu C, pełne HDMI, slot na kartę SD, jacka na słuchawki, a nawet złącze LAN i VGA. Tak, dobrze przeczytaliście – VGA. I LAN. Bez żadnych przelotek, adapterów i dodatkowych kabelków.

VAIO SX12
VAIO SX12 / fot. VAIO

Laptop ma mieć 8. generację procesorów od Intela – będzie Core i5 i Core i7-8565U w tej najlepszej. Do tego dochodzi jeszcze 16 GB RAM, podświetlana klawiatura, magnezowa obudowa (bo jak inaczej wytłumaczyć tak niską wagę), czytnik linii papilarnych powiązany z funkcją Windows Hello czy konstrukcja, która po rozłożeniu ustawia klawiaturę pod lekkim kątem. Jest też opcjonalny modem LTE, którego według mnie nie może w takim sprzęcie zabraknąć.

Jest tylko jeden problem – dostępność.

Bo nawet jeśli ktoś miałby w przeliczeniu jakieś 8 tysięcy złotych na najbogatszą wersję to musiałby jeszcze wykupić sobie wycieczkę do Japonii albo dogadać się z Gonciarzem. Póki co laptop będzie dostępny tylko na japońskim rynku, co jest bardzo smutną informacją, bo sam bym ustawił się w kolejce, gdyby był osiągalny w Europie.