Smartfony takie jak chociażby Xiaomi Mi A1 pokazały, że wcale nie muszą to być urządzenia drogie i wyposażone w najlepsze podzespoły, by działały dobrze. Sam się o tym przekonałem i tak napisałem kiedyś w recenzji tego modelu. Potem był Mi A2, który też był dobry, ale już takiego „wow” nie zrobił, a teraz mamy Xiaomi Mi A3 i może być podobnie.

Smartfony, o których wspomniałem w poprzednim akapicie mają jedną cechę wspólną – należą do programu Android One, a co za tym idzie, działają w oparciu o system Android prościutko od Google, bez żadnych zmian, nakładek i „fajerwerków”. Częściej dostają też aktualizację, co liczy się bardziej niż to, jakie podzespoły dany model ma w środku.

Kolejnym takim smartfonem od Xiaomi ma być Mi A3, którego możecie zobaczyć na kilku grafikach w tym wpisie. No dobra, co wam przypomina? Jakiegoś ostatniego Huawei’a? Może któregoś z najnowszych Honorów? A może jednak Redmi Note 7? Mnie od razu na myśl przyszedł właśnie ten model – widać podobieństwo niemal z każdej strony.

Zobaczcie sami jak wygląda Xiaomi Mi A3:

Xiaomi Mi A3 ma wyświetlacz z tak zwanym „kropelkowym” notchem, gradientową obudowę w kilku kolorach, a także trzy aparaty z tyłu (Redmi Note 7 miał dwa, ale praktycznie tak samo ułożone). Brakuje czytnika biometrycznego z tyłu, a to dlatego, że Xiaomi ukryło go pod ekranem.

Co jeszcze wiemy? Aparat główny ma mieć 48 megapikseli, a dwa pomocnicze odpowiednio 8 i 2 megapiksele. Xiaomi w tym modelu zdecydowało się na układ Snapdragon 665, 4 GB pamięci RAM i 64 lub 128 GB pamięci własnej. Wyświetlacz będzie 6-calowy FullHD+ i podobno ma być oparty na matrycy AMOLED.

Ogólnie… straszna nuda, ale sęk w tym, że taka nuda zapewne i tak się sprzeda w milionach sztuk.