Mogłoby się wydawać, że już nikt nie kupuje normalnych telefonów (tzw. feature phone) bez megapikseli, bez gigabajtów pamięci czy czterocyfrowej ceny zaczynające się od trójki. Są jeszcze osoby, które potrzebują zwykłego telefonu o mocy obliczeniowej mniejszej niż naukowy kalkulator. Telefonu tak prostego jak ciągle remontowany odcinek A1. Telefonu jakim jest Nokia 105 (2019).

Nokia 105 (2019)
Nokia 105 (2019) / fot. HMD Global

I teraz tak. Nie twierdzę, że takie telefony są niepotrzebne, bo często w sytuacjach awaryjnych warto mieć takie coś w szufladzie. Ale problem jest inny – „nowy” model od tego z 2017 roku nie różni się kompletnie… niczym. No może poza lekkim re-deisgnem klawiszy. Licząc od początku serii to już 4. generacja tego modelu, dumnie oznaczona jako Nokia 105 (2019). Ten telefon nadal ma 1,77-calowy wyświetlacz, nadal ma po 4 MB pamięci (tak, megabajty) i nadal w środku znajdziemy baterię o pojemności 800 mAh (no chyba, że ja ktoś wyjmie, bo tak można). Jest mini jack, radio FM i latarka. Mam wrażenie, że jedyny plus wydawania identycznego telefonu tylko świeższego rocznikowo jest ten znajdujący się na akumulatorze.

Nokia 105 (2017) aktualnie kosztuje tyle, co dwa bilety do kina w weekend – jakieś 74 złote – i to bez popcornu i popitki. Jeżeli nowa wersja będzie kosztować więcej, to będę w szoku, tak na serio.

Nokia 105 (2019)
Nokia 105 (2019) / fot. HMD Global

Telefon idealny dla babci, bo ma duże i oddzielne przyciski (ale niestety bardzo mały ekran). Dobry dla gangstera, który potrzebuje wykonać tylko jedno połączenie (np. w sprawie okupu) i potem wyrzucić go do kosza. Idealny, by pokazać dzieciom jak kiedyś wyglądały „smartfony”. Jak wspomniałem nada się też jako telefon awaryjno-zastępczy. Ewentualnie jako telefon, który chcemy wysłać do kogoś do więzienia, bo nawet jeśli go przechwycą to nie będzie szkoda. O!