Mam wrażenie, że w obecnych czasach coraz więcej osób „lata po mieście bez przewodu”. Chodzi mi oczywiście o różnego rodzaju bezprzewodowe słuchawki. Te z pałąkiem, te ze „sznurkami” i te zupełnie pozbawione jakichkolwiek kabli. Łatwo zauważyć, że od czasu premiery pierwszych AirPodsów od Apple, każdy producent chciał mieć podobny sprzęt u siebie. Mam nieodparte wrażenie, że tak właśnie było z Mi Airdots Pro od Xiaomi. Albo Mi True Wireless Earphones, bo pod taką nazwą też je można znaleźć. Co z tego wyszło? Sprawdziłem, więc zapraszam do recenzji.

Wokół AirPodsów było sporo kontrowersji (i w sumie nadal jest), ale prawda jest taka, że się przyjęły. Teraz widząc kogoś na mieście z wystającymi białymi „patyczkami” z uszu można być niemal pewnym, że są to właśnie słuchawki od Apple. To trochę tak jak z tabletami czy butami sportowymi – tablet to iPad, a buty to po prostu adidasy. Słuchawki AirPods ciężko jest pomylić z czymkolwiek innym. I właśnie tutaj wchodzi Xiaomi, w dodatku cały na biało. Podobieństwo sprawia, że to właśnie Airdots Pro można pomylić z AirPodsami, ale w sumie każda ze stron jest na wygranej pozycji. Xiaomi przez to, że zrobiło taniej, a ich słuchawki będą zestawiane z tymi od Apple (więc droższymi) i Apple, które i tak zgarnia wszystko, bo jakiekolwiek słuchawki tego typu by się pojawiły to i tak każdy będzie mówił, że to AirPodsy.

Xiaomi Mi Airdots Pro
Xiaomi Mi Airdots Pro

Po rozpakowaniu i pierwszym użyciu byłem wręcz oczarowany bezprzewodówkami od Xiaomi, ale im dłużej ich używałem, tym bardziej zastanawiałem się nad tym, co poszło nie tak (a o tym w dalszej części tekstu). Dostajemy je w ładnym opakowaniu, ale same słuchawki mają jeszcze swoje zgrabne i niezwykle estetyczne etui, które jednocześnie jest powerbankiem. Pierwsze wrażenie jest naprawdę bardzo pozytywne, bo wszystko zdaje się być dopracowane, spójne i w kwestii wyglądu zaryzykuje nawet stwierdzenie, że Airdotsy prezentują się lepiej niż słuchawki Apple. Słuchawki trafiły do mnie w kolorze białym i szczerze mówiąc, poza jakimiś przeciekowymi grafikami, nie widziałem ich w czarnych barwach.

Wyjątkowo zacząłem tutaj od etujo-powerbanka, a to dlatego, że to właśnie od niego trzeba zacząć, by w ogóle sparować słuchawki z telefonem.

Ja głupi od razu wyciągnąłem słuchawki z pudełka, próbowałem je jakoś włączyć i sparować, ale tak naprawdę trzeba to zrobić przyciskiem na pudełku, gdy słuchawki znajdują się w środku. Dziwne to, ale na szczęście trzeba zrobić to tylko raz, by zatrybiło z danym urządzeniem. Pudełko jest niewielkie, zgrabne i ładne, a do tego wyposażone w to jakże wciągające magnetyczne wieczko. Wiecie, to trochę tak jak składany kluczyk do samochodu, którym co chwila się bawimy albo taki rozsuwany Mi MIX 3, którego przesuwamy tylko dlatego, bo po prostu to fajnie działa. Magnesy są na tyle silne, by etui nie otwierało się samo, ale też na tyle słabe, by można było je bez problemu podnieść kciukiem, trzymając pudełko w jednej dłoni. Magnesy są też w środku pudełka, które trzymają słuchawki na swoim miejscu i… to byłyby wszystkie plusy związane z etui.

Xiaomi Mi Airdots Pro
Xiaomi Mi Airdots Pro

Minusów niestety jest znacznie więcej. Z kwestii typowo wyglądowych – etui trzeba szanować, bo mimo tego, że jest białe i matowe to widać na nim zarysowania i przetarcia. Wrzucanie do torby z różnymi kabelkami, monetami czy innymi akcesoriami nie jest dobrym pomysłem. Pudełko jest ładowane przez USB-C od spodu, więc musi leżeć na boku, gdy jest podłączone do prądu. Może to pierdoła, ale od razu tutaj przypomniała mi się sprawa z ładowaniem Magic Mouse od Apple. Dalej, magnetyczne złącza w środku dobrze trzymają słuchawki, ale z drugiej strony ciężko jest je przez to wyciągnąć. Nie mamy żadnego punktu zaczepienia, słuchawki się ślizgają, gdy chcemy je wyjąć palcami i ogólnie miałem już kilka razy tak, że jakaś słuchawka wymsknęła mi się z etui i wylądowała na podłodze. Dobrze, że na podłodze, a nie na zewnątrz… na przystanku… prosto do kratki ściekowej.

Przydałby się też lepszy wskaźnik poziomu baterii, przykładowo kilkustopniowy, bo jedna malutka dioda jest niewystarczająca. Tym bardziej, że świeci tylko na biało – z przerwami podczas ładowania i w trybie parowania albo ciągłym światłem jeżeli bateria jest już naładowana. Słuchawki też dostały po jednej diodzie, które podświetlają się tylko wtedy, gdy podniesie się pokrywę. I po co? Chyba tylko po to, by zobaczyć, że już nie świecą i powiedzieć sobie pod nosem, że słuchawki znowu same się rozładowały.

Same słuchawki Airdots Pro prezentują się wyjątkowo elegancko i zgrabnie, nie tylko wtedy gdy leżą gdzieś na biurku, ale też gdy włożymy je już do uszu. Przykład możecie zobaczyć poniżej na zdjęciu. Owszem, trochę wystają, ale nie jakoś tak, by to mocno przeszkadzało. Są też nieco większe od AirPodsów. Kanały, na których zamontowana jest gumka są lekko pochylone, co pozwala nam lepiej dopasować słuchawkę do ucha. Nie zapomniano też o trzech dodatkowych parach nakładek w różnych rozmiarach, co razem z tymi już założonymi daje cztery komplety. Niestety, nie przekłada się na to, że Airdots Pro trzymają się dobrze w uszach. W moim teście „wypadalności” wytrzymały raptem 3 sekundy, co jednoznacznie wskazuje na to, że nie są to słuchawki dla osób, które biegają, jeżdżą na rowerze czy w inny sposób aktywnie się ruszają. To bardziej słuchawki dla tych, którzy na przykład jadąc pociągiem chcą posłuchać audiobooka.

Xiaomi Mi Airdots Pro
Xiaomi Mi Airdots Pro

Obsługa też pozostawia wiele do życzenia. Na obydwu słuchawkach mamy okrągłe płytki dotykowe i to już powinno nam zapalić żarówkę nad głową, że łatwo, przyjemnie i precyzyjnie na pewno nie będzie. I tak też jest. Miejsca dotyku są całkiem duże, mają niecałe 13 mm średnicy, ale często miałem tak, że reagowały jak chciały albo nie  reagowały wcale. Zdarzało się też tak, że przez przypadek załapały jakąś akcję, gdy chciałem tylko poprawić słuchawki w uszach. Działają, gdy mamy mokre ręce, ale to na pewno nie zmieni tego, że zawsze i wszędzie będę zwolennikiem przycisków fizycznych, przynajmniej jeżeli chodzi o tego typu słuchawki.

I teraz tak, dwukrotne dotknięcie lewej słuchawki aktywuje asystenta Google, to samo na prawej słuchawce wznawia lub zatrzymuje odtwarzanie. Przytrzymacie dłużej palca na lewej lub prawej słuchawce włącza lub wyłącza tryb aktywnej redukcji szumów w towarzystwie komunikatu „ciang cjong” od na pewno przemiłej pani. Co ciekawe, ANC rzeczywiście tutaj działa i choć nie jest to takie spektakularne jak w przypadku kilku nausznych modeli, to trzeba pochwalić Xiaomi za to, że im się udało. Z włączonym trybem, ale bez muzyki w znacznie mniejszym stopniu słychać np. wentylatory stacjonarki, która stoi obok monitora na moim biurku.

Tak, dobrze myślicie – słuchawkami nie można zmieniać głośności.

Słuchawki mają też specjalne czujniki, więc reagują, gdy wyjmiemy je z uszu, ale też nie działa to idealnie. Owszem, wyjęcie jakiejkolwiek słuchawki zatrzymuje nagranie, ale gdy z powrotem wsadzimy ją do ucha to nic się nie dzieje – trzeba wznowić odtwarzanie z aplikacji w telefonie albo dwa razy pacnąć palcem w przycisk na słuchawce.

Xiaomi Mi Airdots Pro
Xiaomi Mi Airdots Pro

Trzeba jeszcze napisać o jakości dźwięku. Tutaj możemy być zaskoczeni (choć to zależy od tego kto czego słucha i jakich słuchawek do tego używa na co dzień), ale na pewno powinniśmy być zadowoleni. Ja byłem i nadal jestem zadowolony z tego jak Airdots Pro grają, biorąc pod uwagę to, że są to słuchawki bez żadnych kabli, kosztujące niecałe 300 złotych. Gdyby kosztowały 700-800 złotych to udławiłbym się od histerycznego śmiechu, a tak, jest naprawdę sensownie. Nie są słuchawkami nastawionymi na jedno brzmienie, określiłbym je jako uniwersalne z lekkim, ale niezbyt soczystym basem. Ja przesłuchałem na nich kawałki od Grechuty po Korpiklaani, ale sprawdziłem też sobie kilka podcastów i audiobook Wiedźmina. Dało się.

Xiaomi Mi Airdots Pro powinny działać z dwoma urządzeniami jednocześnie, ale różnie z tym bywa. Miałem je podłączone do smartfonu (BlackBerry KEY2) i laptopa (Surface Pro 4). Jeżeli rozłączyłem je w telefonie, bo chciałem przesłuchać coś na Surface, to po chwili same się łączyły ponownie z telefonem. Rozwiązaniem było wyłączenie bluetooth w telefonie. Ale to nie wszystko – słuchając Spotify z Surface’a słuchawki same się rozłączały i łączyły ponownie, co chwilę i tak w kółko… do czasu aż złapałem takiego wkur*a, że całkowicie wyłączyłem muzykę.

Mi Airdots Pro są bardzo nierówne z nastawieniem na „bardzo”.

Na koniec jeszcze kilka słów o baterii. Tutaj kolejny minus. Wrzućcie między bajki wszystkie te informacje o działaniu przez kilka godzin. Słuchawki wystarczyły na przesłuchanie jednego około półtoragodzinnego podcastu i się wyłączyły. To znaczy, najpierw wyłączyła się prawa słuchawka, a po kilku minutach lewa, a nie obydwie na raz, co też jest dziwne. Etui z baterią mało dać dodatkowe 10 godzin? Zapomnijcie. Przykro mi, ale nie udało się tego sprawdzić z powodu, o którym już wspomniałem wyżej. Nie wiedzieć czemu, słuchawki wsadzone do powerbanku po kilku dniach bezczynności nadawały się tylko do ponownego ładowania.

Xiaomi Mi Airdots Pro
Xiaomi Mi Airdots Pro

Jestem po prostu zniesmaczony. Po początkowym zachwycie dłuższe używanie tych słuchawek zweryfikowało jak wiele niedociągnięć jest w tym modelu. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że takie cztery razy tańsze Redmi Airdots czy QCY T1 są bardziej kompletne i dopracowane. Od Mi Airdots Pro, choćby ze względu właśnie na to „Pro” w nazwie, należy wymagać więcej, ale niestety te słuchawki tych wymagań nie spełniają (nie spełniają wszystkich, zależy co dla nas jest ważne i ważniejsze). Ciężko mi przechodzi to przez gardło, ale to pierwszy produkt Xiaomi od dawna, który trochę mnie rozczarował i dostał więcej minusów niż plusów. No chyba, że zgarniemy go w jakiejś niewyobrażalnej cebuli, np. w okolicach 150 złotych, to wtedy można sięgnąć do portfela. Najgorsze jest jednak to, że pomimo tych wielu wad słuchawki mają coś takiego w sobie, że po prostu ich używam, licząc się z tym, że któregoś dnia ponownie zawładnie mną okrutny wkurw, bo będę musiał je znowu ładować. Czy polecam? Raczej nie.

Do mnie Mi Airdots Pro przyjechały ze sklepu GearVita i tam też można je kupić za około 55-60 dolarów (ok. 220-235 złotych). Z drugiej jednak strony mamy oficjalną, polską dystrybucję, w której słuchawki wyceniono na 299 złotych. Jak na polskie warunki jest to całkiem przyzwoita kwota (w dodatku z 24-miesięczną gwarancją), która pod znakiem zapytania stawia zakup słuchawek bezpośrednio od naszych chińskich przyjaciół.

thumbs-up-icon

Plusy
  • Ładny design i dobre wykonanie
  • Funkcja ANC, która rzeczywiście działa
  • Można je kupić w przyzwoitej cenie
  • Zadowalająca jakość dźwięku
  • Ładowane przez USB-C
  • Zgodne m. in. z Asystentem Google

thumbs-down-icon

Minusy
  • Obudowa etui podatna na zarysowania
  • Mizerna bateria i samoczynne rozładowywanie
  • Oblały test „wypadalności”
  • Mają problemy z przełączaniem między urządzeniami i stabilnością połączenia
  • Brak możliwości regulacji głośności z poziomu słuchawek
  • Płytki dotykowe nie zawsze działają jak trzeba
  • Komunikaty głosowe tylko po chińsku
  • Spotykane w sprzedaży pod różnymi nazwami
  • Złącze USB-C na spodzie etui