Widać, że Motorola ostatnio obrała sobie jedną drogę i chce powalczyć o użytkowników w tak zwanej średniej półce. Nieco na boczny tor została zepchnięta flagowa seria Motorola Moto Z, a całe zainteresowanie przerzucono na takie modele jak Motorola One (jej recenzję znajdziecie tutaj), tytułową Motorolę One Vision czy najnowszą Motorolę One Action. A jak ćwierkają ptaszki gdzieś tam wysoko, to wcale nie koniec. Ostatnio spędziłem trochę czasu z One Vision, gdzie między innymi wsadzono wydłużony ekran z dziurą i aparat z (podobno) świetnym trybem nocnym. Sprawdziłem jak jest naprawdę.

Pamiętacie jeszcze taką metalową, płaską i trochę kanciastą obudowę z okrągłym modułem aparatu na środku? To właśnie było charakterystyczne dla serii Moto Z między innymi dlatego, by można było podpiąć do niej dodatkowe moduły MotoMods. Ciężko było te smartfony pomylić z innymi. Z Motorolą One Vision jest inaczej, bo czerpie z oklepanych już rozwiązań, które obecnie można spotkać w smartfonach, ale mam wrażenie, że patrząc na ten smartfon i tak można śmiało powiedzieć: „tak, to na pewno jest Motorola”.

Nawet jeśli ktoś zapamięta ją tylko ze względu na kolor. Taki niebieski jak w przypadku testowanej sztuki, który bardzo, ale to bardzo jest efektowny. Ładnie się mieni w słońcu, ale nie ma dziwacznych przepaleń czy flar jak inne smartfony, a do tego jakoś nieszczególnie zbiera paluchy, co akurat jest na plus. Smartfon sprawia wrażenie solidnego i rzeczywiście taki jest, mimo tego, że ma plastikową ramkę i szkło z tyłu.

Motorola One Vision
Motorola One Vision

Słowo „Vision” w nazwie tego telefonu nie znalazło się tutaj przypadkowo. Chodzi o wyświetlacz, który jest dłuższy niż w innych smartfonach i ma proporcje 21:9, a do tego zamiast notcha zostało w nim wycięte okrągłe miejsce na aparat. I muszę stwierdzić – używając tutaj „mamtalentowej” skali ocen – że jestem dwa razy na tak i raz na nie. Znacznie wydłużone proporcje są fajne, bo znacznie więcej treści widzimy na ekranie np. podczas przeglądania internetu. Może was to zaskoczyć, ale Motorola One Vision przez to też lepiej leży w dłoni, bo po prostu jest węższa, ale najlepsze piwo (i zimne!) temu, kto wykaże się taką gibkością palców, by obsłużyć takiego „pilota” jedną ręką. Niewykonalne i kropka.

Ekran sam w sobie nie jest zły, to dobrej jakości IPS, gdzie mamy kilka opcji do korekcji kolorów w ustawieniach, z płynną i pewną reakcją na dotyk. Ale nie ma co wymagać od smartfonu za tysiąc z hakiem, gdy ten akurat jest w promocji. Tutaj przede wszystkim zwróciłem uwagę na trzy niedociągnięcia – brak symetrii między dolną i górną przestrzenią, spore wycięcie na przedni aparat (cała średnica ma ponad 7 mm) i wyraźny spadek podświetlenia przy krawędziach ekranu (na białym tle widać „przyszarzałe” plamy).

Motorola One Vision
Motorola One Vision

Obudowa testowanej Motoroli nie spełnia żadnego wyższego standardu ochrony, więc niech was nie zwiedzie to, że niektóre zdjęcia wykonałem nad wodą. Zachlapania wodą czy drobny deszcz raczej przeżyje, ale dłuższa kąpiel przy całkowitym zanurzeniu nie jest wskazana.

Siłą Motoroli z serii One jest Android One.

Współpraca z Google widoczna jest nie tylko na obudowie z tyłu, ale też w systemie, gdzie mamy czyściutkiego Androida 9.0 Pie. Jak dobrze pamiętam, z taką wersją ten smartfon zadebiutował i z taką przeszedł ze mną przez wszystkie testy. Warto jednak zaznaczyć, że w tym czasie pojawiły się przynajmniej dwie mniejsze aktualizacje z różnymi dodatkami i poprawkami, co się ceni i pokazuje, że kooperacja działa. Pytanie jak będzie w przyszłości, za pół roku, za rok, czy nadal smartfon nadal będzie tak ochoczo aktualizowany.

Android śmiga aż miło, nawet szybciej niż w przypadku większości smartfonów z 6 GB RAM i więcej (Motka ma 4 GB RAM). Ale nie powiedziałbym, że jest to szczyt możliwości. Do takiego Pixela od Google czy OnePlusa nawet nie ma co porównywać, co widać przede wszystkim po działaniu systemu, gdy w tle coś się dzieje (np. lecą aktualizacje w Google Play) albo kiedy chcemy szybko przełączyć się między aplikacjami – ja spore opóźnienie zauważyłem przy wyłączaniu aparatu. Może to być spowodowane podzespołami – w końcu Samsung stworzył Exynosa 9609 specjalnie dla Motoroli właśnie pod kątem One Vision, pod kątem smartfonu, który w chwili debiutu kosztował 1299 złotych. Dobrze chociaż, że postawiono na moduły pamięci UFS, choć nie doszukałem się informacji jakiej generacji (podobno UFS 2.0).

Motorola One Vision
Motorola One Vision

W zasadzie cały system oparty został na aplikacjach od Google (np. Chrome czy Zdjęcia) i nie ma tam żadnych śmieciowych aplikacji. Użytkownik sam decyduje o tym co chce mieć w telefonie. Jedynym dodatkiem poza to co standardowo oferuje Google jest aplikacja „Moto” – tam możemy zarządzać ustawieniami tak zwanego „Wyświetlacza Moto”, czyli czegoś co ma zastąpić diodę powiadomień (tak, One Vision nie ma diody) i Always on Display czy gestów Moto. I przyznam, że na początku w ogóle z tego nie korzystałem, ale jeszcze nigdy tak szybko nie włączałem i wyłączałem latarki – wystarczy potrząsnąć telefonem.

W gruncie rzeczy w motorolowym Androidzie znalazłem tylko jedną rzecz, która mnie mocno irytowała. Niezbyt polubiłem się z wirtualnym przyciskiem na środku i ogólna obsługą za jego pomocą. Już tłumaczę o co chodzi. Standardowo w Androidzie Pie menu z aplikacjami wysuwamy muśnięciem od dolnej krawędzi ku górze. Cyk i mamy aplikacje. Podobny gest, ale w dół chowa szufladkę i znowu widzimy główny pulpit. W One Vision – pewnie ze względu na wydłużoną konstrukcję – raz czy dwa razy na dziesięć zamiast przejść do aplikacji to przypadkowo uruchamiałem menedżer aplikacji w tle, bo po prostu za nisko zacząłem ruch palcem. Żeby wejść do aplikacji musiałem powtórzyć ruch. To nic szczególnego, trzeba po prostu się przyzwyczaić, by gest robić wyżej, bliżej środka ekranu, ale myślę, że i tak to kwestia ważna do odnotowania.

Pod kątem „łącznościowym” Motoroli One Vision raczej nic nie brakuje. Jest dwuzakresowe Wi-Fi, nowe Bluetooth 5.0, GPS czy symetryczne złącze USB type C. Jest nawet NFC, co w tej klasie sprzętu spotyka się częściej, ale też nie jest to regułą. Jedyne co tutaj jest dziwnego to fakt, że ikonę od NFC trzeba „aktywować” żeby była widoczna na belce systemowej, więc jeżeli ktoś nie wejdzie głębiej do ustawień i tego nie zrobi, będzie myślał, że dostał jakiś wybrakowany model, a sprzedawca to cham i prostak i w dodatku go oszukał. A tak na poważnie, trzy kliknięcia i włączone. Jest też mini jack na górze czy całkiem przyzwoity głośnik na dolnej krawędzi.

Motorola One Vision
Motorola One Vision

W tym miejscu jeszcze kilka słów o baterii i ładowaniu. W smartfonie mamy 3500 mAh, co obecnie nie jest nadzwyczajnym wynikiem, tym bardziej patrząc na wydłużoną obudowę i około 180 gramów wagi. Gdyby była czwórka z przodu to w ogóle bym nie narzekał, a One Vision mógłby śmiało konkurować z podobnymi klasowo smartfonami od Xiaomi. A tak, trochę brakuje. Dzień wytrzyma i nic poza tym, no chyba, że powyłączamy co trzeba, a telefon będzie tylko leżał koło nas i budził rano do pracy. Mnie tylko kilka razy udało się dobić do 4 godzin na ekranie, ale i tak wrażenia na mnie to nie zrobiło, ani w jedną ani w drugą stronę, bo przeważnie ładuję telefon codziennie lub na drugi dzień po przyjściu do pracy.

Aparat, czyli Moto Camera 2

W Motoroli One Vision mamy dwa aparaty z tyłu – 48 Mpix z przysłoną f/1.7 i funkcją PDAF oraz 5 Mpix z przysłoną f/2.2. Ten pierwszy to wałkowany twór w średniakach, który ma przede wszystkim przyciągnąć uwagę januszy patrzących na cyferki. Skoro mamy „aż 48 megapikselów” to smartfon musi przecież robić dobre zdjęcia. I tak i nie. Z tych czterdziestu ośmiu megapikseli robi się w rzeczywistości dwanaście, bo – tak w skrócie – podczas robienia zdjęcia cztery sąsiadujące piksele łączą się w jeden, co ogólnie ma wpłynąć na wyższą jakość zdjęcia. Drugi aparat jest odpowiedzialny głównie za efekt bokeh, np. gdy korzystamy z trybu portretowego albo robimy zdjęcie jakiemuś przedmiotowi z bliska, a za nim chcemy uzyskać rozmyte tło.

Motorola One Vision
Motorola One Vision

Zdjęcia przechwycone przez One Vision można określić po prostu jako: dobre. Z jednej strony, jak na smartfon za tysiąc z większym bądź mniejszym hakiem (w zależności od promocji) z możliwości fotograficznych można być zadowolonym, ale jak to mówię, przy dobrej pogodzie to i taczkami można zrobić ładne zdjęcie. Na Insta czy Fejsbuczka jak najbardziej, ale gdybym miał robić coś do rodzinnego albumu, złapałbym raczej za coś lepszego. Gorzej jest w nocy, co też raczej nie jest zaskoczeniem, patrząc na cenę smartfonu, ale wiele się zmienia, gdy doinstalujemy aplikację Moto Camera 2. Trzeba o tym pamiętać, by zrobić aktualizację aplikacji od aparatu, bo przeciwnym razie nie będziemy mieć trybu nocnego. Łatwo jest to rozpoznać – jeżeli w trybach nie mamy do wyboru „Nocnego zdjęcia” to oznacza, że mamy starszą wersję aplikacji. A tryb nocny, rzeczywiście, przydaje się, choć efektów jego działania nie nazwałbym naturalnymi. Zdjęcia są jaśniejsze, bardziej „podkręcone”, wyciągnięte, szczegółowe i generalnie bardziej efektowne, ale widać, że to zasługa przede wszystkim algorytmów i software’u niż optyki. Nie mniej, jak na smartfon w tej cenie jest naprawdę dobrze.

Kilka przykładowych zdjęć:

Zdjęcia z trybem nocnym:

Na uwagę zasługuje też tryb HDR, który jest w większości smartfonów, ale obecnie mało poświęca się mu uwagi. Pewnie przez to, że można to uznać za pewnego rodzaju standard w zapleczu fotograficznym. W One Vision HDR działa, możemy go włączyć, wyłączyć albo pozostawić automatycznym, a efekty pracy macie poniżej. Ewidentnie widać, że zdjęcia z HDR wyrównane, przyjemniejsze i po prostu lepsze.

HDR:

 

I jeszcze zdjęcie panoramiczne, którego jakość pozostaje tylko przemilczeć:

Motorola One Vision
Motorola One Vision

Przyznam szczerze, że przez moją opieszałość mam utrudnione zadanie z finalnym werdyktem. Chodzi o to, że One Vision testowałem, gdy jeszcze na rynku nie było nowszego modelu One Action, a recenzję publikuję, gdy już jest i leży obok klawiatury na moim biurku. Porównania zrobić nie mogę, bo nie mam obydwu modeli na raz, ale za Actionem przemawia trochę fakt, że już na starcie ten smartfon był o dwie stówki tańszy od One Vision. Ma jednak między innymi słabszą ładowarkę czy brak trybu nocnego (który pewnie i tak w przyszłości zostanie dodany w aktualizacji). Nie mniej, One Action nie traktuje się jako następcę Visiona, a model na równi, różniący się tylko niuansami.

Motorola One Vision to bardzo dobry smartfon w swojej klasie.

Myślę, że taka wizja Motoroli się udała, choć nie bez kilku niepotrzebnych wpadek, by ten smartfon był jeszcze lepszy. Tak, mam tu na myśli wspomnianą już w tekście diodę powiadomień, a raczej jej brak. Z pewnych rzeczy, do których ludzie są przyzwyczajeni po prostu się nie rezygnuje. Mnie przypadło do gustu to jak ten telefon leży w ręce (mimo tego, że jest dłuższy, a węższy niż większość smartfonów), to jak działa i jak się go przyjemnie używa czy jak prezentuje się w niebieskim kolorze. Szanuje za w miarę szybki czytnik biometryczny z tyłu czy „pakiet łączności”, gdzie nic nie brakuje. Wnerwia mnie natomiast spora dziura w ekranie, tylko software’owe odblokowanie twarzą, które dla mnie jest tylko ciekawostką czy aparat, który choć wyciąga ze zdjęć ile się da to jednak sprawia też, że tracą na naturalności.

thumbs-up-icon

Plusy
  • Solidna, pewna konstrukcja i przyjemny kolor
  • Wygodna obudowa (choć dłuższa)
  • Szybki Android 9.0 Pie i aktualizacje
  • Tryb nocny – mimo wszystko, bo daje efekt
  • 128 GB pamięci na dane (zawsze mogli dać 64 GB)
  • NFC (które trzeba „włączyć”)
  • Szybsze ładowanie TurboPower
  • Czytnik linii papilarnych z tyłu
  • Przydatne gesty Moto
  • Etui zabezpieczające w zestawie

thumbs-down-icon

Minusy
  • Duża dziura na aparat w ekranie
  • Widoczne, szare strefy na ekranie
  • Czas pracy na baterii mógłby być lepszy
  • Konieczność aktualizacji Moto Camera 2
  • Koszmarna jakość zdjęć panoramicznych
  • Brak diody powiadomień