Film czy książka? Na ten temat dyskusje trwają od lat, a siły popleczników każdej ze stron są wyjątkowo wyrównane. Kino chwalone jest za wygodę, zwięzłą formę i – przede wszystkim – możliwość cieszenia się tytułem przez wielu ludzi równocześnie. Przecież znacznie fajniej jest umówić się z kumplami na dobrego „akcyjniaka”, aniżeli wspólne czytanie. Książki też mają swoje zalety, ale jedna z nich wychodzi mocno przed szereg. Otóż starannie przechowywana będzie służyć przez dekady, a nawet stulecia, podczas gdy po filmie zostanie nam tylko skorodowany i powyginany plastikowy dysk.

Artykuł rozpoczniemy z nutką romantyzmu – odrobiną poezji:

Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu.
Od królewskich piramid sięgający wyżej;
Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony
Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony

Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie.
Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie
Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody,
Róść ja dopóty będę, dopóki na schody

Kapitolu z westalką cichą kapłan kroczy.
Gdzie z szumem się Aufidus rozhukany toczy,
Gdzie Daunus w suchym kraju rządził polne ludy,
Tam o mnie mówić będą, że ja, niski wprzódy,

Na wyżyny się wzbiłem i żem przeniósł pierwszy
Do narodu Italów rytm eolskich wierszy.
Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie,
I delfickim wawrzynem wieńcz mi skroń radośnie.

Pieśń III, Horacy

W powyższym wierszu podmiot liryczny opowiada o tym jak własnymi zasługami (dziełami artystycznymi) zapewnił sobie nieśmiertelność. Pamięć o nim samym trwającą przez pokolenia, dłużej niż dzięki piramidom czy jakiemukolwiek innemu fizycznemu obiektowi. I ma chłop rację, bo chociaż żył dwa tysiące lat temu to my nadal uczymy się o nim na lekcjach języka polskiego.

Horacy
Horacy. Jak powiedział tak zrobił – faktycznie uczynił sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu. (fot. Wikipedia)

Pytanie na dzisiaj: Co pozostawi po sobie nasza cywilizacja?

Onegdaj wiedza była bardzo cenna i jako taka przechowywana w formie mającej przeżyć jej autora i służyć kolejnym pokoleniom. Teksty ryte w kamiennych tabliczkach czy na ścianach, grube księgi wytwarzane z najlepszej dostępnej jakości papieru, starannie oprawiane w skórę i przechowywane z należytą pieczołowitością. To właśnie dlatego historycy i archeologowie mogą z łatwością zajrzeć w przeszłość i opowiedzieć nam o starożytnych Grekach, codzienności w Rzymie czy przetłumaczyć egipskie hieroglify na zrozumiały język.

Współczesny człowiek jest znacznie bardziej niechlujny jeśli chodzi o zapisywanie informacji. Dyski, płyty, kasety – one wszystkie mają jeden wspólny mianownik: do końca obecnego stulecia, co do jednego, staną się zupełnie nieczytelne, bezużyteczne. Dla przykładu, zwykły krążek CD trzymany w idealnych warunkach może być użyty nawet po 200 latach. Ale co z tego, skoro te idealne warunki to, między innymi: brak tlenu oraz jakiejkolwiek ingerencji ze strony użytkownika – nikt tak nie korzysta ze swoich płyt! Osobiście mam setki cedeków z magazynów zakupionych w okresie mego pacholęctwa z czego co raz więcej nadaje się tylko do wyrzucenia. Mój tato ma pewnie tyle samo (o ile nie więcej) kaset wideo przegranych w latach osiemdziesiątych. Oglądanie ich obecnie to istny festiwal szumów i zakłóceń.

Kasety Video
W domu mam setki kaset między innymi ze Stallone, Van Damme’m i Willisem. Teraz są psu na budę. / fot. Wikipedia

Dla porównania – oto średnia życia poszczególnych nośników (używanych w zwykły, „nieidealny” sposób). Dane pochodzą z bloga StorageCraft.

płyta winylowa: 100 (i więcej) lat
kaseta magnetofonowa/wideo: zazwyczaj 10-20 lat
dyskietka: maks. 20 lat (ale bardzo awaryjna)
płyta CD/DVD: zazwyczaj 5-10 lat (rzadko używana)
płyta BD: trochę dłużej niż CD/DVD
dysk HDD: około 5 lat (używany na co dzień)
pamięć flash: do 10 lat (zależy od ilości cykli zapisu)

W obliczu powyższego ani trochę nie dziwi mnie powracająca moda na winyle. Zbieranie muzyki na czymkolwiek innym nie ma właściwie przyszłości, tymczasem bycie posiadaczem szafy pełnej czarnych krążków nosi znamiona kolekcjonerstwa sztuki. Jest przy tym spora szansa, że z czasem nasz dorobek będzie zyskiwał na wartości – mówiąc wprost: kupując muzykę na tych „retro-nośnikach” inwestujemy.

Gramofon
Odtwarzanie muzyki z gramofonu ma w sobie jakąś taką magię, której nie zapewni żaden cyfrowy nośnik. / fot. Amazon

Płyty winylowe, jakkolwiek ujmujące swoim formatem mają okrutnie ograniczona pojemność i absolutnie nie nadają się do przechowywania materiałów wideo.

Kto dzisiaj kupuje filmy na płytach?!

Zdziwilibyście się, ale są tacy ludzie. Sam bym do nich należał jakbym miał wybajerzony telewizor 4K z dobrej jakości odtwarzaczem Blue Ray i przestrzennym zestawem głośników. Ale nawet jeśli takowego nie posiadam to i tak mam mnóstwo klipów z ogromną wartością sentymentalną, które chciałbym zachować na starość. I wy pewnie też – wideo z wesela, jakieś wariacje na nartach nakręcone sportową kamerką, albo materiał z niezapomnianej wycieczki do Radomia. Gdzie to wszystko trzymacie? Na dysku komputera? Karcie pamięci? W chmurze?

Bez znaczenia, jest duża szansa, że zanim doczekacie emerytury każdy z powyższych sposobów przechowywania danych zawiedzie.

Jednak nie traćcie nadziei, z pomocą przychodzą M-Dyski.

M-Disc to skrót od Millenial Disc, czyli dysków milenialnych lub tysiącletnich. Tak, to nie błąd gdyż opisywane krążki mają czas zdatny do użytku faktycznie liczony w stuleciach, podczas gdy wyglądem nie odbiegają od zwykłych cedeków. Jak to możliwe?

Verbatim MDISC
Verbatim MDISC / fot. Verbatim

Wszystko sprowadza się do użycia innych, trwalszych substancji do wytwarzania płyt. Jakich? Dokładnie nie wiadomo, bo chroni to tajemnica handlowa, ale sam proces wypalania można przyrównać do grawerowania laserem ścieżek w bardzo trwałym (mineralnym) materiale. Efektem jest to, że taka płyta jest niemalże niewrażliwa na działanie temperatur (nawet do 1000 stopni Celsjusza!), światło, wilgoć i utlenianie. Znacznie lepiej radzi sobie również z zadrapaniami.

MDSIC vs DVD
Tak wygląda DVD (po lewej) i MDISC (po prawej) po pół roku spędzonym w ogródku. / fot. microscopy-uk.org.uk

Ogromną zaletą M-dysków jest też kompatybilność wsteczna. Wieczne płyty występują zarówno w formacie DVD jak i BD (także Dual Layer – o podwojonej pojemności) i jako takie mogą być odczytane przez każdy napęd DVD lub Blu-Ray. Nieco gorzej jest z wypalaniem danych, bo tu potrzebny będzie laser o większej mocy, aczkolwiek zakup odpowiedniej nagrywarki to obecnie koszt około 100 dolarów, więc tragedii nie ma. Co do samych „m-płyt” to początkowo miały dość ekskluzywne ceny, ale obecnie – w 2019 roku – można je dostać już za kilka dolarów za sztukę (odpowiednio $1.5 za DVD i $4 za BD). Biorąc pod uwagę, że jest to zakup w zasadzie jednorazowy, gdyż krążek przeżyje swojego właściciela, jego dzieci oraz wnuki, uważam że ceny są jak najbardziej kuszące.

Czy zatem M-Dyski są nośnikami ostatecznymi i nic lepszego nie można już wymyślić?

Absolutnie nie. Jakkolwiek trwałe by nie były, 1000 lat w skali istnienia naszej planety, a nawet gatunku ludzkiego to tyle co westchnienie. Chcąc zostawić coś małpom, które będę próbować na nowo rozkręcić cywilizację długo po tym jak ostatni homo sapiens wyzionie ducha, będziemy potrzebowali czegoś znacznie lepszego. Czegoś takiego jak…

Superman Memory Crystal
Superman Memory Crystal / fot. University of Southampton (Twitter)

Nazwa w dechę, co nie? Cóż, w końcu naukowiec też człowiek i też mu się coś od życia należy, choćby i nazwanie swojego wynalazku tak jak to mu się żywnie podoba. Historia „Kryształów Supermana” rozpoczęła się w laboratoriach japońskiej firmy Hitachi, która eksperymentowała z zapisem danych w trójwymiarowych kryształach kwarcu. Już taki format miał wiele zalet wliczając w to czas degradacji liczony w milionach lat, ale ich brytyjscy koledzy po fachu z Uniwersytetu w Southampton poszli o krok dalej i stworzyli „kryształy 5D”. Przyśpieszone testy postarzania pokazały, że informacje tak zapisane są w zasadzie niezniszczalne i nadadzą się do odczytu nawet po 14 miliardach lat! Nie bez znaczenia jest również gęstość zapisu, która wciąż jest ulepszana i ma docelowo osiągnąć wartość na poziomie 360 terabajtów na jeden dysk (tej samej wielkości co CD/DVD).

Wszystko za sprawą owego 5D, czyli 5-wymiarowego sposobu zapisu danych. Zwykła płyta CD przetrzymuje informacje na prostej, dwuwymiarowej płaszczyźnie. Płyta DVD dodaje do tego jeszcze głębokość, gdyż kolejne ścieżki danych ustawione są pod sobą. Kryształy Supermana natomiast osiągają 5D dzięki dodaniu dwóch wymiarów optycznych: polaryzacji oraz intensywności przepuszczanych przez kryształ promieni lasera. Notabene – lasera znacznie bardziej precyzyjnego niż to co mamy w obecnych nagrywarkach, operującego w skali femto (wiązka o długości biliardowej części sekundy wypalająca powierzchnię 20 nanometrów na „pojedynczy strzał”).

Tesla Roadster
Tesla Roadster w kosmosie – jeden z takich kryształów znajduje się w samochodzie. / fot. SpaceX

Muszę się wam przyznać, że samemu niespecjalnie przejmuję się tym gdzie archiwizuję dane. Przeważającą część trzymam na komputerowym dysku, mam też jakieś pendrive’y z kopiami zapasowymi co ważniejszych plików. W swoim życiu powypalałem setki płyt, ale z perspektywy czasu okazało się to zbyteczne, bo teraz i tak gry wolę pobrać ze Steama lub GOGa, a od multimediów mam streaming. Mimo to, poważnie zastanawiam się nad kupnem nagrywarki M-dysków, w szczególności celem zabezpieczenia cyfrowych albumów ze zdjęciami. Ot tak po prostu, żeby mieć się do czego uśmiechnąć na starość.

Nie przedłużając już zbytnio – niniejszy artykuł zakończę czterema pytaniami do was:

Gdzie gromadzicie dane?
Jak dawno temu wypaliliście płytę?
Kiedy ostatnio kupiliście coś na fizycznym nośniku?
Czy macie albo planujecie kupić nagrywarkę MDISC?

 

źródła: microscopy-uk, zdnet, pcworld, Wikipedia, The Verge, archmission, physics-astronomy