Testowanie słuchawek bezprzewodowych, odcinek kolejny i na pewno nie ostatni. Jakiś czas temu w moje skromne progi zawitały słuchawki Plantronics BackBeat Go 810. To model z funkcją aktywnej redukcji hałasu, który kosztuje prawie dwukrotnie mniej niż konkurencyjne słuchawki tego typu. Czy na czymś przyoszczędzono czy może znaleziono złoty środek, by na dobre słuchawki z ANC nie wydawać czterocyfrowej kwoty? Ja już wiem i dlatego moją opinią chcę też podzielić się z wami.

Do tej pory mogłem sprawdzić co potrafią słuchawki Sennheiser PXC-550 czy uznawane za wręcz legendarne (co po recenzji okazało się, że mocno na wyrost) Bose QuietComfort 35 II. Nadal czekam na tak zwane „Tysiączki” od Sony, ale jakoś nie spieszno im podrzucić sztukę do przetestowania. Trudno. Jeśli chodzi o firmę Plantronics to zawsze miałem do niej ogromny sentyment, który jeszcze bardziej umocnił się, gdy kilka lat temu trafiły do mnie Voyager Focus UC, których używam do dzisiaj. Sporadycznie, ale używam. Dlatego też do BackBeat Go 810 podchodziłem ze sporym uśmiechem i wręcz taką pewnością, że będzie dobrze. No cóż, może i było dobrze, ale pod kilkoma względami 810-tki muszą nieco poduczyć się od droższych kolegów.

Jeżeli miałbym jednym słowem określić wielkość słuchawek BackBeat Go 810 to napisałbym, że są średnie.

Są gdzieś między testowanymi przeze mnie kiedyś „Senkami”, a nadal nieprzetestowanymi „Tysiączkami” od Sony. Plantronicsy prezentują się w porządku, zarówno pod kątem połączenia kolorów czy ogólnego designu. Jest dobrze, czego niestety powiedzieć o jakości wykonania. Słuchawki niesamowicie trzeszczą od razu gdy weźmie się je do ręki. Było tak od pierwszego wyjęcia z pudełka, więc odpada sytuacja, że to ja jakoś je „wyrobiłem” podczas testów. Nic z tych rzeczy. Według mnie leży tutaj spasowanie i dobór materiałów, bo trzeszczy pałąk w miejscu, z którego wychodzą metalowe mocowania nauszników. Co więcej, czuć pod palcami, że plastik się porusza podczas obracania nauszników czy rozciągania pałąka, gdy chcemy słuchawki założyć na głowę. Szkoda, bo od zawsze stawiałem firmę Plantronics w czołówce jeśli chodzi o wykonanie, a tutaj trochę się zawiodłem. Jest jeszcze szansa, że to problem związany z moim egzemplarzem, ale ciężko jest mi w to uwierzyć.

Plantronics BackBeat GO 810
Plantronics BackBeat GO 810

Pałąk jak i obudowa nauszników są wykonane z półmatowego plastiku. Trochę materiału mamy na pałąku od strony wewnętrznej i coś na wzór sztucznej skóry na nausznikach od strony uszów. I do tego akurat elementu nie mam zastrzeżeń – nauszniki są miękkie, przyjemne i nie odkształcają się. Dobrze też, że mocowania z regulacją (te elementy, które są w miedzianym kolorze) są wykonane z metalu – gdyby tak nie było, pewnie już dawno bym je połamał.

Plantronics BackBeat Go 810 można określić jako wygodne, nawet jeśli korzystamy z nich kilka godzin. Dobrze leżą na głowie, nauszniki dobrze przylegają do uszów i ogólnie nie czułem, by cisnęły mnie na głowie. Sprawdziłem je w trakcie dwugodzinnej jazdy pociągiem, gdy jechałem z Kielc do Częstochowy i miałem je też przez dłuższy czas na głowie, gdy leciałem do Austrii (o działaniu ANC będzie nieco niżej).

Słuchawki obsługujemy przyciskami, które znajdują się na lewej muszli. I tutaj mamy coś co można określić przyciskami między fizycznymi, a dotykowy. Chodzi o to, że mamy tylko wyżłobienia na obudowie z oznaczeniami i na pierwszy rzut oka może się wydawać, że są to przyciski dotykowe. Na całe szczęście to tylko miejsce gdzie możemy kliknąć. Klik jest pewny i wyczuwalny, więc nie ma mowy o pomyłce. Nie mogę o nich powiedzieć złego słowa – działają i to jest najważniejsze. Środkowy przycisk odtwarza i zatrzymuje aktualny utwór, a gdy naciśniemy go szybko dwa razy, oddzwaniamy do ostatnio wybranej osoby. Przyciskami po bokach przełączamy się między utworami. Na lewnym nauszniku, ale bardziej na boku są przyciski od głośności. Na prawym z kolei przycisk zasilania i Bluetooth, a także ten – określiłbym go najważniejszym – odpowiedzialny za ANC i zmianę trybu aktywnej redukcji hałasu.

Czy to w ogóle gra, a jeśli tak, to jak?

Napisałem wcześniej, że testowane BackBeaty są średnie jeśli chodzi o wielkość i takie też słowo mogę użyć opisując je ogólnie pod względem jakości muzycznej. Ale od początku. Słuchawki nieźle radzą sobie w niemal każdym utworze (a sprawdzałem je w naprawdę różnych), choć mam wrażenie, że najlepiej im było w typowo popowych kawałkach. Brzmienie jest dobrze zrównoważone, ciepłe  Miłośnicy głębszych i bardziej soczystych niskich tonów będą raczej zawiedzeni. Ja lubię jak jest trochę więcej basu, ale oczywiście bez „golfowego” dudnienia, a tutaj tych tonów jest jak na lekarstwo. Teoretycznie jest opcja EQ w aplikacji, ale możemy wybrać tylko jedną z dwóch opcji, a nie manualnie ustawić sobie suwakami wszystko jak chcemy.

Plantronics BackBeat GO 810
Plantronics BackBeat GO 810

Są to słuchawki z ANC i muszę stwierdzić, że chciałbym zakończyć tą myśl tym, że ANC… jest. Aktywna redukcja szumów działa w dwóch trybach, oczywiście nie licząc trybu wyłączonego.

Z całą pewnością i odwagą mogę napisać, że ANC działa jakoś o połowę gorzej niż w innych słuchawkach z ANC.

Takie zaszumienia jakie na przykład powstają przez obracające się wentylatory w komputerze znikają gdy mamy słuchawki na głowie, nawet bez włączonej muzyki, ale niestety nie jesteśmy się w stanie odciąć od dźwięków tak dobrze jak w innych modelach (w podobnej cenie albo minimalnie droższych), a zaryzykuję nawet stwierdzenie, że od Soniaków dzieli je przepaść. Podczas jazdy pociągiem tylko na maksymalnej głośności nie słyszałem tego co dzieje się wokół mnie, a i też nie w każdym utworze. W takim modelu jak PXC-550 czy WH-1000XM3 wystarczyło założyć słuchawki na uszy i włączyć samo ANC (bez muzyki) żeby przenieść się do świata błogiej ciszy i spokoju. W Plantronicsach niestety tego nie ma, nawet na najwyższym trybie ANC. Podczas słuchania muzyki doskwiera też dziwne syczenie, szumienie  czy – może to zabrzmi dziwnie – dźwięk jakby obok nas stała szklanka z gazowaną wodą. Nie ma to związku ze źródłem z jakiego puszczamy muzykę. W sensie, niezależenie od tego czy jest jest to Spotify, YouTube czy zwykłe pliki audio, niezależenie czy bezprzewodowo czy po kablu (który mamy w zestawie, całkiem dobry, elastyczny i z wygiętym wtykiem z jednej strony. Zauważyłem też, że słuchawki na przewodzie grają nieco ciszej niż przez Bluetooth.

Plantronics BackBeat GO 810
Plantronics BackBeat GO 810

Słuchawki nadają się do rozmowy, choć nie mają wystającego mikrofonu, który byłby bliżej ust. Osoby „po drugiej stronie” podczas połączenia nie narzekały na jakość połączenia i ja nie wyczułem problemów po mojej. Zapewne pomocny jest tutaj HD Voice, który trzeba włączyć w ustawieniach aplikacji BackBeat (tej samej, w której mamy EQ). W ogóle, jeśli chodzi o aplikację, to powiedziałbym że ilość opcji jest raczej uboga czy ładniej to ujmując – podstawowa. Obok tych wymienionych opcji jest jeszcze możliwość aktualizacji oprogramowania (była już jedna, więc za to plus), sprawdzenia z jakimi urządzeniami mamy sparowane słuchawki czy ustawienia tego, co ma się wyświetlać na głównym ekranie apki. Tyle, tak z grubsza.

Jeszcze kilka słów o baterii. Ta ma trzymać słuchawki przy życiu przez około 22 godziny i szczerze, nigdy takiego czasu nie osiągnąłem. Nie dlatego, że się rozładowały, a dlatego, że nie miałem takiej sytuacji, by używać ich ciągiem przez tyle godzin. W każdym razie i tak mogę pochwalić baterię, bo w trakcie testów ładowałem je tylko raz, a używałem je przez większość czasu. Jeżeli dobrze wszystko pododawałem, to z przerwami, powinniśmy dobić do około 20 godzin. Słuchawki ładujemy przez microUSB i też taki przewód jest w zestawie. Szkoda jednak, że Plantronics nie poszedł w „standaryzację” i nie wrzucił do nich USB typu C.

Podsumowując, Plantronics BackBeat GO 810 to…

Z jednej strony to jedne z tańszych słuchawek, które mają funkcję ANC. Z drugiej, według mnie i tak zbyt drogie na to co oferują, na to jak to ANC działa i na to, za co „oberwały” w tej recenzji. Nie twierdzę, że to zły sprzęt, ale do bardzo dobrego mu trochę brakuje. Ewidentnie nazbierał za dużo minusów. W cenie prawie 800 złotych niedopuszczalne jest to, żeby słuchawki trzeszczały jak marketówki w cenie obiadu dla całej rodziny w przydrożnym zajeździe gdzieś pod Rzeszowem. Brak obustronnego USB jeszcze można przeżyć, ale aptX powinno być (jeszcze raz spoglądam na cenę).

Plantronics BackBeat GO 810
Plantronics BackBeat GO 810

Warto je z kolei pochwalić za bardzo wygodną i lekką konstrukcję przez co nawet kilkugodzinne przesiadywanie nie powinno nam przeszkadzać. Warto też dać plusa za naprawdę wygodne i wręcz intuicyjne sterowanie. Grają dobrze i raczej nie odstają jakością dźwięku od „plantronicsowego” poziomu, choć obecne szumienie może niektóre bardziej wrażliwe osoby irytować. BackBeat GO 810 na pewno nadrabiają długim czasem na baterii i ja chyba jeszcze nie testowałem słuchawek, które działałyby dłużej.

Słowem podsumowania, jeżeli słuchawki kosztowałyby 499 złotych to na pewne niedociągnięcia można byłoby przymknąć oko. Ale kosztują 300 złotych więcej i dysponując już taką kwotą warto rozejrzeć się za np. Sennheiserami PXC-550 w jakiejś promocji.

Plusy

Plusy
  • Bardzo komfortowe i lekkie
  • Wygodne i dobrze rozlokowane przyciski
  • Długi czas pracy na baterii
  • Dobre i stabilne połączenie Bluetooth
  • Etui i przewody w zestawie

Minusy

Minusy
  • Przeciętna funkcja ANC
  • Irytująco trzeszcząca obudowa
  • Dziwne syczenie/szumienie podczas odtwarzania
  • Brak manualnego EQ
  • Brak USB-C
  • Brak aptX
  • Cena powinna być niższa