Kojarzycie te akcje z jakimiś ekstra limitowanymi butami jakieś kompletnie nieznanej gwiazdy, za którymi ustawiają się kolejki na kilka dni przed rozpoczęciem sprzedaży? Ceny „za dopchanie się” już są wysokie, by po chwili były jeszcze wyższe i to nawet kilkukrotnie. Wszystko dlatego, że osoby, którym udało się dorwać sztukę wcale nie kupują ich dla siebie, a po to, by na nich zarobić. To samo tyczy się też Samsunga Galaxy Fold.

Samsung Galaxy Fold to smartfon absurdalnie drogi i to tylko dlatego, że wygląda jakby dwa średniej wielkości smartfony zostały połączone ze sobą taśmą. Koreańczycy zażyczyli sobie za niego jakieś 2 tysiące dolców, a jeszcze stówkę trzeba dorzucić za wariant z 5G. Przeliczając to na złotówki wychodzi tak w okolicach passata b5 po lifcie.

Smartfon można już było zamówić w Korei Południowej, ale na pierwszy rzut poszła bardzo ograniczona liczba, podobno coś w przedziale 1000-2000 sztuk. I dlatego też początkowa cena z dwóch tysięcy dolarów (oficjalna cena Galaxy Folda w Korei to 2,4 mln wonów) podskoczyła do prawie 5 tysięcy. Tyle właśnie liczą sobie osoby, którym udało się dorwać sztukę i potem sprzedać „z drugiej ręki”.

Samsung Galaxy Fold
Samsung Galaxy Fold / fot. Samsung

I wiecie co? Wcale nie dziwię się, że takie osoby najpierw kupiły Samsunga Galaxy Fold za tak duże pieniądze, a potem sprzedają go jeszcze drożej. Wszak, to w pewnym sensie unikatowy i mocno limitowany model. Dziwi mnie natomiast to, że są osoby, które odkupiły taką sztukę za jeszcze większe pieniądze, wydając na niego tyle, ile w Polsce kosztuje… Passat, ale B6 i to w naprawdę dobrym stanie. Ale jak to kiedyś redakcyjny kolega Adam powiedział, bogatemu to się i byk ocieli.

Samsunga Galaxy Fold mieliśmy w rękach na targach IFA 2019, więc jeśli chcecie zobaczyć o nim co nieco, podrzucam relację poniżej:

https://youtu.be/njKlDO7NO64