Do tej pory Xiaomi nie miało swojego smartwatcha. Ci, co od razu polecą do komentarzy, by napisać, że jednak miało, od razu wyjaśniam – Amazfity, Bipy i inne Mijie się nie liczą. Tutaj chodzi o prawdziwy, własny i pełnoprawny smartwatch jakim jest nowy Xiaomi Mi Watch. Nie żadna opaska w stylu Mi Banda, a właśnie smartwatch. Taki nareszcie miał swoją premierę, a ja mam kilka przemyśleń o tym, czy to rzeczywiście może być smartwatch Xiaomi na jaki czekaliśmy.

Aż dziwnie pisze się o tym, że Xiaomi nie miało czegoś w swojej ofercie. Dożyliśmy czasów, że co chwilę, głównie na platformie Youpin, pojawiają się produkty, które Xiaomi w mniejszym bądź większym stopniu wspiera. Bardzo różne, od ogrzewanych kurtek, przez armaturę kuchenną, aż po zszywacze biurowe. Wystarczy wejść na stronę jakiegoś chińskiego sklepu z elektroniką, wpisać „Youpin” i można przekonać się samemu ile tam tego jest. Z tego co kojarzę z Mi Watch jest inaczej, bo to produkt Xiaomi, od pierwszej do ostatniej śrubki.

Xiaomi Mi Watch
Xiaomi Mi Watch / fot. Mi

Xiaomi za sprawą popularnych Mi Bandów zdążyło sobie już wyrobić pozycję w tej kategorii, ale tak naprawdę ze smartwatchami dopiero „wchodzi” na rynek urządzeń wearable. Ok, pokazali smart zegarek, który ewidentnie w większości zgapił design od Apple Watcha (prostokątna obudowa czy koronka, przycisk, głośnik i mikrofony w podobnych miejscach) na pewno nie osiągnie tyle ile właśnie ten model, ale w świecie Androida będzie hitem. Coś czuję w kościach, że zaraz po rozpoczęciu sprzedaży (która w Chinach ma wystartować już 11 listopada) pojawią się pierwsze wzmianki o doskonałych wynikach, a za pół roku, może trochę dłużej, będziemy mogli określić go mianem najpopularniejszego.

Dlaczego? Świadczy o tym nie tylko „applepodobny” wygląd (W końcu każdy chce mieć coś co wygląda jak to od Apple, ale jest tańsze, co nie?), ale też kilka istotnych rzeczy ze specyfikacji. Mi Watch ma procesor Snapdragon 3100 i system Wear OS, dwa elementy stworzone stricte pod smartwatche. Co ciekawe, Wear OS, który nie wygląda jak Wear OS, bo został przykryty interfejsem czerpiącym rozwiązania z MIUI.

Xiaomi Mi Watch
Xiaomi Mi Watch / fot. Mi

Xiaomi Mi Watch w kwestii łączności ma wszystko, co smartwatch powinien mieć.

Jest Bluetooth, Wi-Fi, NFC, GPS i eSIM z obsługą między innymi pasma LTE B20. O czymś zapomniałem? Raczej nie. Szkoda, że Bluetooth jest w wersji 4.2, a nie 5.0, ale z drugiej strony, skoro jest NFC i Wear OS to są duże szanse na obsługę płatności zbliżeniowych za pomocą Google Pay. Czekamy na potwierdzenie.

Są dwie rzeczy, które mnie martwią. Po pierwsze, bateria. Smartwatch ma działać przez trzy dni, co mimo akumulatora 570 mAh jest raczej mizernym wynikiem. Zakładam jednak, że jest to czas podany przy wykorzystaniu większości funkcji, więc jeśli wyłączymy GPS czy nie będziemy używać eSIM’a, może być dzień czy dwa dłużej. Patrząc jednak po tym, że mój wysłużony już Huawei Watch 2 zżera około 25% baterii na dobę, deklarowane wyniki z Mi Watch są mizerne. Po drugie, cena. W Chinach od 1299 juanów i jeżeli byłoby to rzeczywiście nie więcej jak 200 dolarów, to byłoby do zaakceptowania. Ale są sklepy, które dodały już Mi Watcha do oferty z ceną w okolicach 400 dolców. Prze-gię-cie.

Mimo wszystko – czekam. Czekam na to aż zegarek na dobre trafi do sprzedaży, bo wtedy dowiemy się ile tak na serio będzie kosztował. Czekam też na moment, kiedy będę mógł go przetestować.