Powerbank jest już tak powszechnym urządzeniem, że chyba każdy miał już z nim styczność. Używał albo przynajmniej widział gdzieś na wystawie w sklepie czy u znajomego. Taki gadżet może okazać się pomocy przede wszystkim na różnego rodzaju wyjazdach, ale też w domu, gdy mamy za daleko do ładowarki, a akurat powerbank jest pod ręką. Od jakiegoś czasu moim bankiem energii był PowerPlay 10 od Green Cell. Wreszcie jestem gotowy, by napisać o nim coś więcej.

Historia związana z PowerPlay 10 jest bardzo zbliżona do tej z ładowarką Power Source. Zaczęło się podobnie, bo obydwa produkty miałem w swoich rękach na tegorocznych targach IFA w Berlinie i tam też pierwszy raz mogłem przyjrzeć im się bliżej. Różnica była taka, że powerbank miał tam swoją światową premierę, a multi-portowa ładowarka pojawiła się wcześniej, chwilę przed targami. Ładowarkę Power Source od Green Cella już mogłem przetestować i co ciekawe z powodzeniem cały czas jej używam. Teraz przyszedł czas na powerbank PowerPlay 10 i już coś czuję, że może być podobnie.

Czy o wyglądzie i wykonaniu powerbanku można napisać coś więcej niż to, że mamy prostokątne coś z tworzywa sztucznego i z kilkoma portami na jednej z krawędzi? Okazuje się, że w tym przypadku można, a nawet trzeba. PowerPlay 10 od razu po wyciągnięciu z pudełka wzbudza pozytywne emocje. Widać, że jest dobrze wykonany, sensownie zaprojektowany i ma kilka tak zwanych „smaczków”, które w pewien sposób go wyróżniają.

Green Cell PowerPlay 10
Green Cell PowerPlay 10

Po pierwsze, obudowa powerbanku na dłuższych bokach jest charakterystycznie ścięta, co – jak się później okazało – ma też praktyczne zastosowanie. PowerPlay 10 przez to dużo lepiej się trzyma i pewniej leży w dłoni. Nigdy nie sądziłem, że napiszę coś takiego o powerbanku, ale tak jest. Obudowa w żadnym miejscu nie trzeszczy, nie ugina się i jest dokładnie spasowana. Sam powerbank raczej trzyma się w formie tych poręczniejszych i można go porównać z jakimś trochę grubszym smartfonem – ma około 14 mm grubości i niecałe 200 gramów wagi. Jak na 10000 mAh nie jest ani za mały, ani zbyt duży.

Jeśli miałbym punktowo oceniać powerbank w kategorii wyglądu, wytrzymałości i wykonania, dostałby 4 punkty na 5. Niestety, maksymalna punktacja nie jest tutaj możliwa i to tylko z jednego powodu. Jeden punkt musiałbym urwać za powierzchnię obudowy, która bardzo szybko zbiera przetarcia, zarysowania i tłuste plamy. O ile z tymi ostatnimi można sobie szybko poradzić, tak z rysami na obudowie już niekoniecznie. Wystarczyła jedna podróż powerbanku w kobiecej torbie z podpiętym telefonem do ładowania, by powerbank stanowczo nie wyglądał już jak nowy. Trzeba zatem uważać i najlepiej doposażyć się w jakieś workowe etui (szkoda, że takowego nie ma w zestawie).

Green Cell PowerPlay 10
Green Cell PowerPlay 10

Na wierzchu zauważymy tylko niewielkie przetłoczenie i logo marki Green Cell, które jednocześnie jest sprytnie zakamuflowanym przyciskiem. Za jego pomocą sprawdzimy w jakim stopniu jest rozładowany powerbank – po naciśnięciu przycisku, diody ulokowane na boku podświetlają się na zielono. Tam gdzie znajdują się kontrolki, tam też są wszystkie porty jakie mamy urządzeniu. Łącznie jest ich tam cztery: microUSB, USB-C i dwa USB-A.

Powerbank możemy naładować przez microUSB i USB-C z tym, że wykorzystując to drugie wejście powinno być nieco szybciej. Z kolei do ładowania urządzeń możemy wykorzystać dwa USB-A z technologią Ultra Charge i USB-C, które obsługuje Power Delivery 3.0. Możemy więc bez problemu podładować konsolę Nintendo Switch, iPada Pro, smartfon z USB typu C czy praktycznie każde inne urządzenie z tym złączem. Trzeba tylko pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, maksymalnie na wyjściu możemy uzyskać 18 W, więc podłączając na raz trzy urządzenia będą się ładowały stosunkowo wolniej niż gdybyśmy podłączyli tylko jedno. Po drugie, w pudełku znajdziemy tylko jeden kabel USB-A do USB-C, więc przy dwóch czy trzech urządzeniach będzie trzeba wyciągnąć z szuflady jakiś dodatkowy przewód.

Green Cell PowerPlay 10
Green Cell PowerPlay 10

Ekstra jest to, że możemy ładować urządzenia w tym samym czasie, gdy ładujemy powerbank. Nazywa się to: Pass-Through

PowerPlay 10 od Green Cell – co potrafi?

Teoretycznie powerbankiem możemy ładować trzy urządzenia jednocześnie, choć przyznam się szczerze, że ja przez 90% czasu testów ładowałem tylko jedno, to które akurat musiałem naładować. To 10% to tak naprawdę sytuacje, gdy testowałem inne warianty, głównie na potrzeby recenzji. Kilka razy zdarzyło mi się zostawić smartfon na noc podłączony do powerbanku, bo po prostu nie chciało mi się dreptać do drugiego pokoju po ładowarkę. Podobnie robiłem ze Switchem, bo już byłem zbyt leniwy, by zejść z łóżka i wsadzić go do stacji dokującej. Oczywiście nie w jednym czasie, ale jednak się zdarzało.

PowerPlay 10 wystarczył na naładowanie Galaxy Note 10, potem BlackBerry KEY2 i jeszcze trochę w nim „prundu” zostało. Nie wiem ile dokładnie, ale jeszcze świeciła się jedna kreska, co z kolei świadczy o progu 0-25%. Przyznam, że nie liczyłem z zegarkiem w ręku ile to zajęło, ale nie było jakoś koszmarnie dłużej niż przy wykorzystaniu fabrycznych ładowarek. W przypadku Switcha (w trybie spoczynku, bez uruchomionej gry), przez około 20 minut bateria z 14% podskoczyła do 30%, więc całkiem szybko. Temperatura w normie, bez niepokojących ekscesów, zarówno po stronie powerbanka jak i ładowanych urządzeń.

Green Cell PowerPlay 10
Green Cell PowerPlay 10

Czy PowerPlay 10 to dobry powerbank? Oczywiście i z całą odpowiedzialnością napiszę, że nawet bardzo dobry. Gdyby nie fakt mało odpornej na zarysowania obudowy to piałbym z zachwytu i stał co niedzielę przed kościołem wieszcząc nowinę, że oto jest powerbank niemal idealny. Osobiście mnie w nim nic nie brakuje, choć spotkałem się z opiniami, że przydałoby się ładowanie indukcyjne. Bzdura, bo jakoś nie widzę w tym sensu, skoro zawsze możemy podczepić kabelek. Powerbank szybko ładuje, może ładować kilka urządzeń jak tylko trzeba, dobrze wygląda, ma przewód w zestawie, jest wygodny i robi to co do niego należy.

Czy potrzeba czegoś więcej? No może nieco niższej ceny. PowerPlay 10 kosztuje 169 złotych i choć ma spore możliwości to widziałbym tutaj kwotę 149 złotych. To tylko dwie dyszki, ale zawsze te 2-3 dobre piwa do przodu. W każdym razie i tak jest godny polecenia.