Chuwi to jedna z tych chińskich firm, do której mam jakiś taki większy szacunek. Specjalizują się w różnego rodzaju komputerach i ich sprzęty zawsze czymś się wyróżniają. Przykładowo, kilka lat temu był to tablet Chuwi Hi8 Pro z Windowsem i Androidem jednocześnie. Teraz jest tego znacznie więcej, bo poszli w notebooki jak Chuwi AeroBook, miniaturowe laptopy jak Chuwi MiniBook czy tak zwane mini PC. I właśnie o jednym z takich mini pecetów teraz piszę. Nazywa się Chuwi Herobox.

Koncepcja mini komputera od Chuwi może być wam już znana, bo to nie pierwszy tego typu sprzęt od tej firmy. Nawet patrząc na nowego Heroboxa nie do końca można zgodzić się z tym, że jest zupełnie nowy. To po prostu odświeżona wersja Chuwi GBox Pro, która znacznie bardziej zmieniła się w środku niż na zewnątrz. Przyznam, że trochę poszli na łatwiznę, bo obudowa poza kolorystycznymi akcentami pozostała taka sama. Może wyszli z założenia, że po co zmieniać coś co jest dobre?

Chuwi Herobox

Chuwi Herobox ma aluminiową i dosyć charakterystycznie pościnaną obudowę, która trochę nadaje mu takiego gamingowego wyglądu. Wygląda ciekawe i wcale nie trzeba go umieszczać za telewizorem czy monitorem jak to pokazano na jednej z grafik. Owszem, można (żeby przykładowo ukryć przewody czy zrobić sobie coś w rodzaju komputera All-in-one), ale taki sprzęt będzie równie dobrze prezentował się na szafce RTV pod telewizorem czy na biurku obok monitora.

Chuwi Herobox
Chuwi Herobox / fot. Chuwi

Ma gamingowy wygląd, ale raczej nie można napisać tego o podzespołach. To przede wszystkim „wszystkomająca” przystawka do TV albo mały pecet dla niewymagających osób. Dla tych, co chcą od czasu do czasu obejrzeć film w 4K albo w coś zagrać, o ile nie jest to najnowsza produkcja. Taki Crysis czy coś kilkuletniego powinno śmigać, ale o najnowszym Battlefieldzie można zapomnieć. I według mnie wcale tak nie musiało być, bo taki mini PC mógł mieć lepsze osiągi.

Ogólnie zamysł jak najlepszego mini PC mi się podoba, ale Chuwi strzeliło sobie w stopę już na starcie, wrzucając do Chuwi Herobox przestarzały procesor jakim jest Intel Celeron N4100. To nic nadzwyczajnego, a można napisać, że wręcz słabego. Tym bardziej, że ten sam procesor można było znaleźć w lepszej wersji GBox Pro (był też Atom x7). Gdyby pod obudową znalazła się mobilny Core i3, niekoniecznie najnowszej generacji, to byłoby znacznie lepiej – zarówno pod względem wydajności jak i grafiki. I wcale nie trzeba tego sprawdzać, bo tak jest.

Chuwi Herobox
Chuwi Herobox / fot. Chuwi

W porównaniu do starszego egzemplarza, pojawiły się też nowsze pamięci RAM LPDDR4 (w Herobox jest 8 GB) i myślę, że jest to istotniejsze niż wspomniany wcześniej Celeron. Z tego co zrozumiałem, w standardzie dostajemy dysk SSD o pojemności 180 GB na PCIe, ale jest miejsce jeszcze na dodatkowy dysk 2,5 cala z interfejsem SATA. Ogólnie jak na tak mały komputerek to Herobox został całkiem hojnie obdarzony jeżeli spojrzymy na porty. Wszystkie dostępne możecie zobaczyć na poniższej grafice. Ja ze swojej strony dodam, że nie spodziewałem się np. złącza VGA i chciałbym żeby były przynajmniej dwa HDMI.

Chuwi Herobox
Chuwi Herobox / fot. Chuwi

Chuwi Herobox ma dwuzakresowe Wi-Fi w standardzie ac, ale jest też możliwość podłączenia się z internetem przewodowo – jest gigabitowy LAN. Komputer działa pod kontrolą systemu Windows 10, ale w razie tego jakby komuś nie pasował system od Microsoftu, może zainstalować wybraną dystrybucję Linuxa.

Odświeżony mini PC od Chuwi dopiero pojawi się w sprzedaży. Cena ma być na poziomie 200 dolarów i mam nadzieję, że chodzi o minimum taką konfigurację jak wyżej. Chociaż różnie z tym może być, patrząc na to, że Chuwi GBox z Intel N4100 i 4 GB RAM aktualnie kosztuje około 240 dolarów. Herobox ma zadebiutować na Amazonie, ale pewnie niebawem trafi też do GearBestu czy Banggood.