Czasami robimy zakupy impulsywnie, pod wpływem chwili czy emocji i okazuje się później, że takie zakupy są najlepsze. Czasami też zastanawiamy się dłużej, analizujemy i pytamy znajomych, a potem tylko patrzymy na wyszarzałą ofertę, bo jest już za późno. Z Google Pixel XL było tak trochę pośrodku. Nie dodałem go od razu do koszyka, ale też nie zastanawiałem się przesadnie długo, bo wiedziałem, że za godzinę czy dwie, może być po wszystkim. Ostatecznie, kupiłem pierwszego Pixela za nieco ponad 550 złotych. Tutaj napiszę wam jak to się stało.

Gdzie, za ile i dlaczego?

Przeglądałem Peppera. Ktoś umieścił tam wrzutkę z Pixelem XL pochodzącą z niemieckiego Amazonu. Dokładniej, z Amazon Warehouse. Jak już wspomniałem wyżej, nie zdecydował się z marszu na zakup, ale po krótkim przeanalizowaniu wszelkich „za i przeciw”, dodałem do koszyka i zapłaciłem.

Google Pixel XL na Amazonie
Google Pixel XL na Amazonie / fot. Amazon.de

Pixel XL pochodził z magazynu Amazonu i był dostępny w dwóch wersjach. A w zasadzie to trzech, ale tej trzeciej opcji nie liczę, bo dotyczyła nowego egzemplarza. Znacznie droższego. Ja skupiłem się na dwóch: w dobrym stanie i w bardzo dobrym stanie. Różnica między nimi wynosiła raptem kilka euro, więc decyzja była oczywista – biorę ten droższy i prawdopodobnie lepszy.

Po przeliczeniu pokazało dokładnie 556,40 złotych.

Zapłaciłem Revolutem. Tak jak widać na powyższych screenie, razem z podatkiem i jak się okazało darmową wysyłką do Polski wyszło 129,30 euro. Co więcej, sprzedawcą był Amazon EU, więc było pewne, że jest (minimum roczna) gwarancja i poniekąd z takiej oferty można korzystać w ciemno. Pixel XL był dostępny tylko w srebrnym kolorze.

Google Pixel XL
Google Pixel XL

Skąd w ogóle pomysł żeby kupić teraz flagowca z 2016 roku? Powód był prosty – miał to być telefon dla mamy, który zastąpi już wysłużonego i coraz bardziej irytującego Alcatela. Do tego doszedł jeszcze zagraniczny wyjazd i konieczność zabrania ze sobą smartfonu z lepszym aparatem i wydajniejszą baterią. Temat wcale nie był świeży, bo od przynajmniej kilku miesięcy było mówione, że „przydałby mi się jakiś nowy telefon”.

Smartfon zamówiłem 31 stycznia, paczkę wysłali 3 lutego, a odebrałem ją dzień później, 4 lutego. Przypomnę tylko, że ostatni dzień stycznia to był piątek, a ja kliknąłem i zapłaciłem jakoś w godzinach wieczornych. I tak błyskawicznie to przyszło, mając na uwadze to, że darmowa dostawa oznaczała najbardziej standardową opcję wysyłki ze wszystkich możliwych.

Co według Amazonu oznacza, że „jest w bardzo dobrym stanie”?

Kilka razy zamawiałem już na Amazonie, ale nigdy nie decydowałem się na „używane” produkty. Tym bardziej, że mowa tutaj o urządzeniu, a nie jakimś jednym kabelku czy etui. Ktoś napisze, że zaryzykowałem, ale decyzja była świadoma. Wybrałem przecież wersję w bardzo dobrym stanie. Przeczytałem też to, co sklep napisał w opisie: Smartfon ma niewielką wadę kosmetyczną z przodu i jest dostarczany w oryginalnym, ale uszkodzonym opakowaniu.

Po otworzeniu pudełka byłem w ciężkim i szalenie pozytywnym szoku.

Smartfon był niemal w idealnym stanie, więc mam wrażenie, że komuś od razu się nie spodobał i po prostu odesłał do magazynu Amazonu. To jedyne wytłumaczenie. Obejrzałem Pixela z każdej możliwej strony, patrzyłem „pod światło” na ekran, przyglądałem się, nawet pukałem w obudowę i nic. Zero zarysowań, ani na ekranie, ani z tyłu. A jak wiadomo szklano-aluminiowe plecki lubiły zbierać rysy w tym modelu. Tak naprawdę jedynie lekko przybrudzone pudełko świadczyło o tym, że nie był to fabrycznie nowy zestaw. Miało być uszkodzone, a było tylko trochę zabrudzone i tyle.

Google Pixel XL
Google Pixel XL

Pamiętajcie jednak, że nie zawsze może być tak kolorowo jak w moim przypadku. Przejrzałem komentarze pod wrzutką na Pepperze i inni użytkownicy pisali o tym, że ich sztuka przyszła z otarciami na obudowie, a nawet odstającym ekranem. Pojawiło się też wiele screenów z bateriami, które wskazywały spore zużycie. Ja przyznam się bez puszczania zapętlonego martyniuka przez cały dzień, że kondycji baterii jeszcze nie sprawdzałem. Wszystko dlatego, że mamuśka kilka dni po przyjściu przesyłki, wzięła telefon i poleciała gdzie miała lecieć na wycieczkę. Nie mniej, nie dawała żadnych znaków, że coś jest nie tak, więc jestem dobrej myśli, że i z akumulatorem będzie w porządku. A jeśli nawet będzie to można go wymienić za jakieś 25 dolców.

Google Pixel XL
Google Pixel XL

Zestaw był kompletny, a jedyne obawy miałem o ładowarkę. Nigdy wcześniej nie widziałem Pixela XL, więc nie wiedziałem co wrzucają do fabrycznego pudełka. Dlatego też adapter ładowania wydawał się podejrzany, jakby nie pochodził od zestawu. I w sumie nadal nie wiem jak to jest, ale podejrzewam, że wymienili go na europejski standard, bo w pudełku był ten pod amerykański albo brytyjski rynek.

Ale dlaczego w ogóle Pixel XL?

Pixel XL? W 2020 roku? A komu to potrzebne? A na co? A już tak zupełnie poważnie – bo co innego? Prawda jest taka, że nawet teraz nie kupiłbym lepszego smartfonu za około 550 złotych. Tutaj trzeba było spojrzeć przede wszystkim pod kątem ceny i dopiero później możliwości. W 2020 roku za pięć i pół stówki to co najwyżej można dostać budżetowca, a i z tym byłby problem, gdyby spojrzeć w kierunku czołowych producentów. Tu mamy pierwszy smartfon od Google. Fakt, że z końca 2016 roku, ale flagowy.

Pixel XL ze Snapdragonem 821, 4 GB RAM i wewnętrzną pamięcią 32 GB. Z 5,5-calowym wyświetlaczem AMOLED, baterią prawie 3500 mAh i jak na tamte czasy, niesamowitym aparatem fotograficznym. Do tego dochodzi jeszcze NFC czy czytnik linii papilarnych z tyłu. Owszem, idealny na pewno nie jest, na pewno nie teraz. Przy obecnych smartfonach wygląda trochę staro, szczególnie patrząc na ramki wokół ekranu, ale z drugiej strony ma w sobie „to coś”, co sprawia, że trudno pomylić go z innym modelem. To po prostu Pixel. Nie ma też slotu na kartę SD (cicho, bo mamie nic nie mówiłem), ale na to też jest w pewien sposób rozwiązanie.

Google Pixel XL
Google Pixel XL

Wspomnianym rozwiązaniem jest nielimitowane miejsce w chmurze Google na zdjęcia w pełnej rozdzielczości. O ile mnie pamięć nie myli jest to jedyny smartfon od Google, który ma taką możliwość i w tak genialny sposób został właściwie wyróżniony. Nawet nowsze modele mogą tylko pozazdrościć.

No i aparat. Jeden, ale jaki. Nawet jak teraz pstryknąłem kilka zdjęć to byłem pod wrażeniem. Między tym, a poprzednim telefonem mamy jest dosłownie jakościowa przepaść. Nie ma tu nawet co porównywać, mimo tego, że oba smartfony pojawiły się w podobnym okresie – końcówka 2016 roku.

Android 10 i nic więcej

Tutaj idealnie pasuje powiedzenie – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pixel XL zadebiutował z Nougatem, a aktualnie działa na Androidzie 10. Aktualizację dostał od razu po podłączeniu do Wi-Fi, co jest po prostu niepowtarzalne. Ponad trzyletni smartfon z najnowszym, czystym Androidem. Z drugiej strony, Android 10 to ostatnia oficjalna aktualizacja dla tego modelu. W przyszłości Google nie przewiduje żadnych nowych wersji oprogramowania. Trochę smuteczek, ale wiele smartfonów z 2019 roku może tylko o takim wsparciu pomarzyć. Taka prawda.

Google Pixel XL
Google Pixel XL

Na takie obniżki w Polsce nie ma co liczyć

Nawet pod względem promocji jesteśmy krajem trzeciego świata. Przykład? Proszę bardzo i to z tytułowym Pixelem. Kilka dni temu widziałem wyprzedaż w x-komie, gdzie Pixela XL w identycznej wersji jak tutaj można było kupić za 999 złotych. Obniżka z… 1399 złotych. Okej, na plus, że była to nówka sztuka, ale jednak, nawet w promocji było prawie dwa razy drożej. Wiem, że Pixele ze względu na kłopotliwą dystrybucję są masakrycznie drogie w Polsce, ale – powtórzę się – ten jest z 2016 roku.

Pixel XL w promocji x-komu
Pixel XL w promocji x-komu / fot. x-kom

Przykład nie z Pixelem? Ok, bez problemu. Sprawdzaliście kiedyś ceny gołego Xboxa One X? Albo wersji z jakąś dorzuconą do zestawu cyfrówką? W większości większych sklepów z elektroniką nadal można zobaczyć ceny nawet na poziomie 2099 złotych. Jak trafi się obniżka to 2-3 stówki w dół. Tymczasem na takim niemieckim Amazonie ten sam zestaw np. z jedną grą można trafić za 1200-1300 złotych.

Jaki z tego wniosek?

W zasadzie wniosków można naliczyć przynajmniej dwa. Po pierwsze, Pixel XL to idealny przykład smartfonu, który zestarzał się z godnością. Nadal działa wyśmienicie, bo dostał Androida 10 i swoją kulturą pracy potrafi zawstydzić nawet większość ubiegłorocznych smartfonów. Nadal potrafi zaskoczyć aparatem, o czym przekonałem się na swoim przykładzie. W sumie, doszedłem do wniosku, że pod względem ogólnego działania, mógłbym go spokojnie używać na co dzień.

Po drugie, nie ma co się bać zakupów na Amazon Warehouse. Ja miałem pewne obawy, ale się zdecydowałem i myślę, że świetnie na tym wyszedłem. Trzeba tylko pamiętać, by przed zakupem przeczytać dokładnie opis, przykładowo korzystając z translatora Google i najlepiej zapłacić PayPalem (kartą też można, bo zawsze jest opcja z chargebackiem). Co więcej, gdyby jednak okazało się, że coś nie zgadza się z opisem, zawsze można zwrócić produkt do Amazonu. Mamy na to miesiąc czasu.

Po trzecie, czy to oznacza, że moja rodzicielka jest już w #TeamPixel? A jakże! ( ͡~ ͜ʖ ͡°)