Różne rzeczy trafiają się do testów, ale fotel dla graczy testuję dopiero drugi raz. Pierwszy przyjechał do mnie z Chin i nazywał się tak dziwnie, że do dzisiaj nie wiem jak poprawnie się to wymawia. Używam go do dzisiaj i tak naprawdę jedyne co mi w nim przeszkadza, to skrzypiąca konstrukcja. Nawet teraz, gdy piszę ten tekst na nim siedzę, a to tylko dlatego, że ten tytułowy przejęła moja żona. Nie mniej, przez ostatni czas trochę na Genesis Nitro 440 posiedziałem i już na starcie mogę napisać, że jest wygodniejszy. Co jeszcze można o nim napisać?

Mam wrażenie, że patrząc na te wszystkie gamingowe krzesła, to wszystkie wyglądają tak samo. Ok, może nie są identyczne, ale mają ze sobą wiele wspólnych elementów. Przeważenie dwa dominujące kolory, typowa budowa z otworami w oparciu i dwie poduszki na regulowanych paskach. Jak dochodzi jeszcze więcej kolorów to robi się nieciekawie. Z Genesis Nitro 440 pod tym względem jest całkiem dobrze. Fakt, mamy tutaj połączenie dwóch kolorów, ale nie wygląda to tak „bazarowo” jak w niektórych modelach. Fotel trafił do mnie w jakże niemęskiej wersji kolorystycznej, ale na szczęście jest jeszcze wariant czarno-szary. Osobiście, gdybym miał ten fotel kupować, to wybrałbym ten drugi kolor. No chyba, że miałby być dla żony… to wiadomo.

Genesis Nitro 440
Genesis Nitro 440

Fotel nie ma dziwnych przeszyć, kolorowych plastikowych wstawek i nakładek czy kółek na małych srebrnych „felgach”. Nie wygląda też jak wyjęty prosto ze statku kosmicznego komandora Sheparda czy stuningowanego Golfa III gdzieś za stodołą. Wiadomo, to kwestia gustu, ale mnie najbardziej pasowałby wtedy, gdyby był cały czarny.

Patrząc na wykonanie, nie można mieć większych zastrzeżeń. Jest przyzwoicie spasowany, nie widać żadnych niedoróbek, wystających nitek, a materiały sprawiają wrażenie wytrzymałych. Ogólnie mamy tutaj połączenie dwóch materiałów: miękkiego i podobno „oddychającego” na siedzisku, oparciu i poduszkach oraz sztucznej skóry (zwanej ekologiczną) z tyłu oparcia i po bokach siedziska. Fotel testowałem w zimę, więc nie miałem efektu „przyklejania się” do fotela w upalne dni, ale myślę, że dzięki takiemu wykonaniu nie będzie to problemem nawet w lato. Z drugiej strony, taki tkaninowy materiał zbiera wszystkie nieczystości i kurz, który wchodzi w strukturę siedziska. Mnie akurat to przeszkadzało, więc co jakiś czas musiałem przejechać po fotelu odkurzaczem.

Jeszcze z kwestii czysto wizualnych, nie podoba mi się jedna rzecz. Popatrzcie na poniższe zdjęcie i sami zgadnijcie co może być nie tak. Już? Mam tutaj na myśli logo producenta, które równie dobrze mogłoby być tylko w górnej części oparcia. Poważnie, jedno wystarczy i coś czuję, że ten fotel prezentowałby się jeszcze lepiej. Aaa i nie można zapomnieć o tym, że jeszcze jedno oznaczenie jest z tyłu, jeszcze większe.

Genesis Nitro 440
Genesis Nitro 440

Ważę trochę ponad 70 kg i mam jeszcze sporo do górnego limitu. Według specyfikacji dopuszczalna waga to 120 kilogramów, więc bez problemu mógłbym usiąść na nim razem z żoną. Po kilku tygodniach nie zauważyłem jakiegoś zużycia czy – przede wszystkim – skrzypienia elementów podczas przesuwania, zmiany pozycji czy po prostu siadania na i wstawiana z krzesła. Pod tym względem Nitro 440 z pewnością wygrywa z moim chińskim siedziskiem.

Genesis Nitro 440 ma regulowaną wysokość siedziska, możliwość obrotu o 360 stopni i odchylane oparcie. Można zatem uznać to za standard w kwestii regulacji. Każde siedzenie, nie tylko skierowane dla graczy, powinno to umożliwić. Mechanizmy działają dobrze i z odpowiednią siłą co pozwala precyzyjnie ustawić fotel „pod siebie”. Fotel oparty jest na siłowniku gazowym klasy trzeciej, cokolwiek to znaczy. Zauważyłem jednak, że mógłby być szerszy zakres regulacji wysokości, bo z tego co sprawdziłem, jest od 43 do 50 cm (licząc od podłoża). Z kolei szerokość siedziska ma około 52 cm, ale licząc tylko płaską część wychodzi niecałe 37 centymetrów. Ja się spokojnie mieszczę, ale coś sądzę, że osoba z bardziej masywniejszymi udami może mieć kłopot.

Tak jak już wspomniałem wyżej, poduszki są dwie. Jedna ulokowana w części lędźwiowej, druga na wysokości głowy/szyi. I nie mogę napisać o nich złego słowa. Tak jak widać to na powyższych zdjęciu, przy moim wzroście 176 cm, poduszki są we właściwych miejscach. Są dobrze wyprofilowane, bo na jednej wspiera się dolna część pleców, a druga idealnie wchodzi w kark.

Genesis Nitro 440 - dźwignia regulacji
Genesis Nitro 440 – dźwignia regulacji

Nie jest jednak tak, że wszystko w tym fotelu mi pasuje. Trochę doskwiera mi brak regulacji wysokości podłokietników, a o adaptacji ich w płaszczyźnie poziomej nawet nie wspominam. Ponoć wysokość „podpieraczy” jest na odpowiednim poziomie, ale osobiście chciałbym, by były ten centymetr wyżej.

Fajnie byłoby też, gdyby jakość wykonania podłokietników jak i podstawy z kółkami była lepsza. Wyglądają trochę tak jakby były odlewane „na szybko” i na te elementy producent machnął ręką. Kółka też nie wyglądają tak, by miały przetrwać dłużej niż sam fotel. Nie są to najtańsze „chińczyki”, ale przydałyby się, by miały gumową warstwę dla lepszego komfortu. Byłyby przede wszystkim cichsze i precyzyjniejsze, choć i tak muszę je pochwalić, bo jak już się przysunie fotel i znajdzie odpowiednią pozycję, to fotel nie odsuwa się sam i nie „ucieka” z miejsca.

Genesis Nitro 440
Genesis Nitro 440

Można rzecz, że w cenie około 600 złotych nie można mieć wszystkiego. Ja napiszę, że nie można, a trzeba. Ogólnie Genesis Nitro 440 sprawia bardzo dobre wrażenie, jest wygodny, regulowany, ergonomiczny i w miarę dobrze wykonany. Mnie jednak brakuje trochę tego efektu „premium”, ale wynika to pewnie z tego, że to po prostu nie jest fotel tej klasy. Chociaż czy regulację podłokietników zalicza się do funkcji „premium”? Raczej nie i gdybym miał wybrać tylko jedną rzecz, która nie pasuje mi w tym fotelu, to byłaby to właśnie ta. Nitro 440 można znaleźć za około 550 złotych, ale są tez sklepy, które sprzedają go za cenę z siódemką z przodu, co jest jakimś nieśmiesznym żartem.

Myślę, że jeśli ktoś upoluje go w promocji i w cenie w okolicy pięciu stówek to będzie zadowolony.

Warto też na koniec zaznaczyć, że producent zadbał nawet o zestaw sprzedażowy. W zasadzie nie potrzebujemy dodatkowych narzędzi i jesteśmy w stanie sklecić fotel do kupy, tym co jest w pudełku. Wszystkie śruby mamy ładnie posegregowane i rozrysowane na czytelnej instrukcji składania.

Szkoda, że są tylko dwie wersje kolorystyczne. Owszem, ze skrajnymi, choć stonowanymi kolorami, ale mimo wszystko przydałaby się wersja czarna. Ogólnie mam wrażenie, że to jest taki „gamingowy i niegamingowy fotel”. Z jednej strony śmiało może go kupić osoba, która większość czasu spędza przed komputerem na graniu, ale też taka, która pracuje i zależy jej na wygodnym siedzisku.