Wszyscy fani i nie fani Apple czekali na tą premierę, która zresztą była przynajmniej raz przekładana. Wiadomo, że większy entuzjazm towarzyszył tej pierwszej grupie, ale mimo tego, że sam zaliczam się do tej drugiej, to Apple swoim nowym smartfonem trochę przeciągnął mnie na swoją stronę. Nie za wygląd, nie za cenę, a za całokształt. Do tego stopnia, że przez chwilę pomyślałem czy na zbliżającą się trzydziestkę nie sprawić sobie prezentu jakim byłby nowy iPhone SE 2020. Yyy.. poważnie to napisałem?

Nowy iPhone SE będzie hitem sprzedaży, czy tego chcecie czy nie, a powodów trzeba szukać w poprzedniej generacji.

Model iPhone’a SE z 2016 roku nawet po tych kilku latach nadal jest popularny. I choć strasznie ciężko jest go teraz dostać, to jak już się to komuś uda, używa go z przyjemnością i jest zadowolony tak, jakby zakupu dokonał zaraz po premierze. Bo jest mały, a małych smartfonów w dobie wszędzie dostępnych i stale rosnących „patelni” po prostu brakuje. I Apple o tym doskonale wie.

iPhone SE 2020
iPhone SE 2020 / fot. Apple

Apple przy nowym iPhonie SE zrobiło ten sam myk co przy starym modelu. Chodzi tu nie tylko o część techniczną samego smartfonu, ale też całą marketingową otoczkę. Pierwszy SE pojawił się wtedy, gdy na świecie były już iPhone’y, które zerwały z kanciastym designem i poszły o krok dalej w wyglądzie. Podobnie jest teraz – iPhone SE 2020 nie wygląda jak najnowsze modele i designersko zatrzymał się gdzieś w 2017 roku. Ma wręcz identyczną budowę co iPhone 8, łącznie z wymiarami. A najlepsze jest to, że i tak się to sprzeda, bo jest masa ludzi, którzy kierują się sentymentem, chcą przycisku TouchID, nie cierpią notchy, wsiadając do samochodu nie obawiają się o złamanie kości udowej, i kompletnie nie zwracają uwagi na ogromne ramki z przodu. To ostatnie ma nawet aspekty praktyczne – nie ma szans, by przypadkowo dotknąć ekranu, przez to, że ten wręcz wylewa się w każdym kierunku z obudowy. Gdybym ja stał przed wyborem, to rzeczywiście wskazałbym na nowego iPhone’a SE, bo według mnie ma typowy, taki „ajfonowy” wygląd, a cała reszta, po prostu mi odpowiada i zdaje się być wystarczająca. Łącznie z ceną.

Wreszcie osoby, których nie było stać na nowego iPhone’a, będą mogły mieć iPhone’a.

Za nowym SE przemawia też to, że tylko Apple (jak na razie) zdecydowało się pokazać w ostatnich miesiącach kompaktowy smartfton z – nie ma co ukrywać – świetną specyfikacją. Poza takim Samsungiem Galaxy S10e ciężko jest znaleźć coś o zbliżonych gabarytach. W 2020 roku smartfon z 4,7-calowym wyświetlaczem można bez żadnych obaw nazwać kompaktowym, co jeszcze kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia. Fakt, jest to applowy IPS, co trochę boli, ale z OLED’em kosztowałby pewnie kilkaset złotych więcej.

Nowego iPhone’a SE można szanować przede wszystkim za kilka rzeczy. Po pierwsze, jest to układ A13 Bionic, który debiut zaliczył w ubiegłym roku z iPhonem 11. Po drugie, wodoodporność zagwarantowana przez normę IP67. Po trzecie, aparat wyjęty prosto z modelu iPhone XR, który jest o prawie tysiąc złotych droższy i znacznie większy. Po czwarte, ładowanie bezprzewodowe Qi, którego w nowym smartfonie za około 2 tysiące złotych nawet nie ma co szukać.

iPhone SE 2020 w trzech kolorach
iPhone SE 2020 w trzech kolorach / fot. Apple

I teraz o co chodzi mi z tym tytułem? Rozumiem, że kogoś może boleć to, że do starej obudowy wsadzono w miarę świeże podzespoły i próbują wciskać komuś iPhone’a 8 na nowo. Rozumiem też, że w 2020 roku smartfon z taką obudową może wyglądać „staro”. Ale prawda jest taka, że tego po Apple można było się spodziewać jeszcze na grubo przed premierą tego modelu. Skoro udało się to zrobić przy SE z 2016 roku (a słupki sprzedażowe to tylko potwierdzają) to było pewne, że teraz będzie tak samo. Dlaczego Apple tak zrobiło? Bo może. iPhone SE 2020 to w pełni nowy smartfon, choć niektórym będzie się kojarzyć tylko z „odgrzewanym kotletem”. Nowy model z przyszłościowym wsparciem systemowym, prawie najnowszymi podzespołami i rozwiązaniami, z których użytkownicy korzystają i które chcą mieć w smartfonie (no, może poza jackiem).

I wreszcie z ceną na takim poziomie, że teraz osoba, która zawsze marzyła o nowym iPhonie, a nie miała bogatych rodziców i nie pochodziła z Konstancina, będzie w stanie go kupić. Może narazi się na śmieszne komentarze znajomych, którzy w kieszeni mają „nowocześniejszego” XR’a, ale karma wróci, gdy XR dostanie w przyszłości aktualizację iOS i będzie lagował, a nowy SE będzie chodził jak złoto.

O jakiej cenie mówimy? O 2199 polskich nowych złotych za wersję 64 GB. Start sprzedaży w Polsce od 17 kwietnia.