Ostatnimi czasy sporo gamingowego sprzętu pojawiło się do testów w galaktycznym warsztacie. Może to czas, by stworzyć osobną kategorię pod tego typu urządzenia? Albo zebrać wszystko w jedną pod nazwą „Hardware”? Jest o czym dyskutować, ale tymczasem trzeba co nieco napisać o kolejnym sprzęcie – myszy dla graczy Xtrfy M4 RGB. Jest „dziurawa” bardziej niż szwajcarski ser, jest lekka i wygodna, ma porządny sensor i można ją rozświetlić we wszystkich kolorach z palety. Co jeszcze? I najważniejsze – czy ma jakieś wady? Bo już na wstępie mogę zdradzić, że zalet jej nie brakuje.

Xtrfy M4 RGB

Przez ostatnie miesiące mignęło mi kilka myszek przed oczami, które wyglądają trochę tak jakby ktoś na szybko wymodził je na drukarce 3D i nagle zabrakło budulca. Ewentualnie jakby ktoś tam na produkcji wpadł na genialny pomysł jak z jednej myszki zrobić prawie dwie. Chodzi mi tutaj o tą podziurawioną obudowę, niemal z każdej strony, która na pierwszy rzut oka może wyglądać dziwacznie, ale, gdy trochę poużywa się takiej myszy, można się do niej przekonać. Jak wszystko, ma swoje mocne i słabe strony. Do tych pierwszych przede wszystkim trzeba zaliczyć to, że mysz waży tylko 69 gramów (tak jest na stronie, ale na pudełku jest napisane, że 71 g), co sprawia, że jest jedną z lżejszych. Rekordzistą dolnej skali nie jest, ale sądzę, że przez otwory w obudowie udało się zbić wagę o dobre 15-20 gramów.

Xtrfy M4 nie jest ani za lekka, ani za ciężka, jest taka prima sort.

Xtrfy M4 RGB
Xtrfy M4 RGB

Wiadomo, gracz to wybitnie wymagająca bestia, więc każdy gram w jedną czy drugą stronę się liczy. Pewnie dlatego kiedyś do myszek można było wkładać kilkugramowe odważniki (pamiętacie taką legendę jak Logitech G5?) żeby można było dostosować wagę „pod siebie”. Co kto lubi, ale na przestrzeni lat widać, że sporo się zmieniło. Jako ciekawostkę napiszę, że wspomniana G-Piątka bez ciężarków miała 112 gramów, a załadowaną całą szufladką waga przekraczała 150 g. W przypadku M4 lekka i świetnie wyważona konstrukcja bardzo wpływa na wygodę podczas grania. Mogę napisać, że mnie taki ciężar myszy pasuje wręcz idealnie.

W takiej konstrukcji najbardziej obawiam się o brud, kurz i drugie śniadanie. Poważnie, trochę otwarta obudowa nie wróży nic dobrego, a jak powszechnie wiadomo, gracze do czyściochów nie należą. Tu chipsy, tu orzeszki i będzie trzeba przedmuchiwać sprężonym powietrzem, by nie rozbebeszać myszki na czynniki pierwsze, bo śrubki pewnie są pod ślizgaczami. Ponoć cały środek został pokryty fabryczną powłoką, która chroni komponenty prze kurzem, zachlapaniami i – jak to napisał producent na swojej stronie – wpadkami podczas nocnych LAN-party.

A propos ślizgaczy, te są białe, ale bardzo miękkie. Można je zarysować paznokciem, co nie wróży nic dobrego na przyszłość, a jedynym plusem tutaj jest to, że w pudełku mamy zapasowy zestaw ślizgaczy. Co ciekawe, wśród nich jest dodatkowy ślizgacz, który możemy wkleić wokół sensora.

Po około trzech tygodniach testu mogę stwierdzić, że mysz jest dobrze wykonana, choć jak się ją mocniej ściśnie kciukiem to potrafi zaskrzypieć. Możliwe, że to przez otwory. Nie zauważyłem też problemu z „latającym” na boki lewym przyciskiem myszy. Z prawym też.  Zauważyłem jednak, że po tym czasie już pojawiły się już bardziej połyskujące plamy na przyciskach (szczególnie tym lewym) od palców.  Xtrfy M4 jest wyprofilowana pod prawą dłoń, więc leworęczni muszą poszukać czegoś innego.

Xtrfy M4 RGB
Xtrfy M4 RGB

W tej myszce niesamowity jest przewód i to nie ulega żadnej wątpliwości. Kabel jest w oplocie i ma 1,8 metra. Mysz wygląda trochę tak jakby ktoś przyczepił do niej naprawdę długą sznurówkę. Producent określa go jako EZcord. Przewód jest bardzo plastyczny, kompletnie nie przeszkadza podczas używania, nie ciągnie i nie krępuje ruchów. Gdy go dotykamy to mamy wrażenie, że między oplotem, a wewnętrzną „żyłą” jest jeszcze trochę wolnej przestrzeni. Oczywiście jest odpowiednio usztywniony przy wylocie z myszy i zakończony dłuższym niż zazwyczaj wtykiem USB.

Xtrfy M4 ma bardzo klasyczny układ przycisków.

Łącznie mamy 8 przycisków, wliczając do tego klikalną rolkę i dwa przyciski pod spodem myszy – ten do zmiany CPI i ten od przełączania częstotliwości. Każdy z nich ma nieco inny dźwięk kliku i kulturę pracy, ale wcale nie jest to złe, bo w sumie każda mysz tak ma. Ważne jest to, że przyciski są pewne i dają odpowiedni feedback. Przewijanie też działa precyzyjnie z wyczuwalnym skokiem, a działanie rolki jest ciche, ale też nieco „gumiaste”.


SPIS TREŚCI:

  1. Wygląd, wykonanie, konstrukcja, przyciski
  2. Działanie, podświetlenie i testy. Podsumowanie, plusy i minusy