Dokładnie 20 lipca 2020 roku miną trzy lata od kiedy używam Microsoft Surface Pro 4 jako mojego mobilnego komputera. Z kolei nad Surface Pro 7 od dłuższego czasu się zastanawiam i jak tylko pojawia się jakaś dobra „cebula”, to walczę ze sobą, by nie dodać nowszej generacji do koszyka. W recenzji Surface Pro 7 napisałem, że zrobię porównanie tych dwóch urządzeń, by sprawdzić jak radzą sobie w takich codziennych, typowych zadaniach. Albo inaczej, czy Siódemka radzi sobie lepiej. Ten tekst będzie też idealnym miejscem, gdzie – mam nadzieję – odpowiem wszystkim zainteresowanym na jedno ważne pytanie – Czy warto przesiadać się na Surface Pro 7 jeśli aktualnie korzysta się z Pro 4?

Surface Pro jest takim urządzeniem, które niewiele się zmieniło z zewnątrz i to od samego początku. Były to bardziej face-liftingi, jeśli miałbym tutaj użyć określenia zaczerpniętego i znacznie częściej wykorzystywanego w dziedzinie motoryzacji. Dopiero z pojawieniem się Surface Pro X coś ruszyło i można rzecz, że z tym modelem Surface stał się nieco bardziej nowoczesny. Dlatego też liczę na to, że Surface Pro 8 będzie takim „iksem”, ale na normalnym procesorze.

Surface Pro 7 (po lewej), Surface Pro 4 (po prawej)
Surface Pro 7 (po lewej), Surface Pro 4 (po prawej)

Między Czwórką, a Siódemką ciężko na pierwszy rzut oka dostrzec zmiany.

Dopiero, gdy weźmie się obydwa urządzenia w łapki i trochę pomaca, to można stwierdzić, że ten nowszy jest jakiś taki przyjemniejszy. Jakby ta obudowa była mniej kanciasta, bardziej opływowa i tak organoleptycznie „wygodniejsza” dla użytkownika. Tak naprawdę, gdybym nie miał obu wersji w tym samym czasie na biurku i w rękach, to pewnie w ogóle bym tego nie dostrzegł. Surface Pro 7 daje takie wrażenie jakby był smuklejszy od Pro 4, choć specyfikacja pokazuje co innego. I w sumie jest to zabawne, bo według Microsoftu Czwórka ma grubość 8,45 mm, a Siódemka 0,05 mm więcej.

Ze strony wyglądowo-konstrukcyjnej są jeszcze dwie rzeczy, którą pozwolą odróżnić obydwie generacje od siebie. Takie rzeczy, które pozwolą wam zabłysnąć wśród znajomych, jeśli akurat ci znajomi zapytają się o najważniejsze różnice między tymi Surface’ami. Pierwsza z nich to podstawka czy jak ktoś woli nóżka, która w nowszym egzemplarzu ma dużo większy kąt rozchylenia. Oznacza to, że ekran w Pro 7 można bardziej „położyć” na biurku niż ten w Pro 4. Czy to jest wygodne? Pewnie dla tych, co nie wyobrażają sobie korzystania z piórka Surface Pen to tak. Czy potrzebne? Być może, choć akurat nie dla mnie, ale skoro jest taka możliwość, to trzeba o niej wspomnieć.

Jeśli już jestem przy podstawce, a tym samym przy zawiasach, to muszę stwierdzić, że po tych trzech latach mechanizm podpórki w Surface Pro 4 działa tak jak w pierwszym dniu po zakupie. Sądziłem, że jak „coś się kręci to kiedyś się ukręci”, a komputer przy większych pochyleniu będzie się sam rozjeżdżał czy coś takiego. Albo śrubki będę musiał co jakiś czas dokręcać. Nic z tych rzeczy – jest sztywno i bardzo pewnie. Tak samo jest w Pro 7.

Druga rzecz to ta szczelina, którą widać, gdy spojrzymy na urządzenia z profilu. Ta w Surface Pro 7 wyraźnie ma mniej otworów. Albo inaczej, tak to wygląda jakby było ich mniej, bo otwory są po prostu dwa razy szersze niż te w Pro 4. I taka na pozór pierdołowata zmiana, raczej ma swoje plusy, bo – sądząc po tym jak komputer pracuje pod obciążeniem, o czym nieco niżej – efektywność układu chłodzenia i tak zwana „przewiewność” obudowy jest zauważalnie lepsza.

A i jeszcze jedno – USB type C. W dalszym ciągu zostaję przy swoim, że taki port w Surface Pro powinien pojawić się już wcześniej, a nie dopiero w Siódemce. A jak się pojawił to było mi już wszystko jedno czy tam jest. Już dawno powinno zastąpić mini DisplayPort, który jest w Pro 4. Symetryczne USB można wykorzystać do podłączenia zewnętrznego monitora, ale – żeby było jasne – nie do ładowania baterii w urządzeniu. Nadal trzeba korzystać z magnetycznego Surface Connect, do którego zastrzeżeń nie mam, bo już kilka razy uratowało mnie przed wyrwaniem kabla razem z bebechami. Z drugiej strony jednak, zawsze trzeba pamiętać o zabieraniu ze sobą ładowarki, gdziekolwiek się przemieszczamy. Ewentualnie samego kabla, który po jednej stronie ma wspomniane złącze Surface, a po drugiej USB-C, bo ów kabel można za kilkanaście dolców dokupić.

Surface Pro 4 (na górze), Surface Pro 7 (na dole)
Surface Pro 4 (na górze), Surface Pro 7 (na dole)

Wszystko inne rozlokowano na obudowie „po staremu”. Mam tu na myśli jedno USB, które zaskakująco wystarcza podczas codziennej pracy czy slot na kartę microSD i 3,5-milimetrowy mini jack. To samo tyczy się przycisków na górnej krawędzi czy aparatu z tyłu, którego równie dobrze mogłoby nie być. Niesamowitą zagadką dla mnie są tylko te „kropki” obok aparatu – w Pro 4 są dwie, a w Pro 7 jedna. Podejrzewam, że to mikrofony, ale może ktoś mnie oświeci w komentarzach.

A co z klawiaturą i touchpadem?

Niemal identycznie, ale jak to się mówi – diabeł tkwi w detalach. Pomijam już fakt, że granatowa po trzech latach nie wygląda jak nowa i jest trochę wyświechtana na krawędziach i w miejscu, gdzie opiera się nadgarstki podczas pisania. O dziwo, powierzchnia klawiszy jest w porządku, nie są ani wytłuszczone ani powycierane, więc za trwałość ogromny plus. Ciężko jest powiedzieć jak po takim czasie prezentowałby się Surface Pro 7, ale mogę tylko podejrzewać, że mogłoby być gorzej, szczególnie w tej szarej wersji, którą dostałem w ramach testów. Miałem też odczucie, że klawisze w klawiaturze od Pro 7 były nieco wyżej umieszczone i był trochę twardsze.

Pewnie znajdzie się chociaż jedna osoba, którą to interesuje, więc napiszę – klawiatura od Surface Pro 4 działa z Pro 7 i odwrotnie, tą od Pro 7 można podczepić bez problemu do starszej wersji. To ważne, bo Type Cover wcale do tanich akcesoriów nie należy, więc być może ktoś będzie chciał kupić samo urządzenie. Może to zrobić.

Surface Pro 7 (po prawej), Surface Pro 4 (po lewej)
Surface Pro 7 (po prawej), Surface Pro 4 (po lewej)

Touchpad w Surface Pro 7 działał znacznie głośniej i miał taki twardszy, bardziej donośny klik. Raczej nie jest to kwestia wyrobienia się touchpada w Pro 4, bo do dzisiaj działa bez zarzutu. Może ten nowszy model tak ma i tyle.

Surface Pro 4 vs Surface Pro 7. Jakie są różnice w działaniu?

Przechodzę do tej części, która z punktu widzenia potencjalnego zainteresowanego wymianą Surface’a Pro 4 na nowszy model, może okazać się dużo ciekawsza i może nawet kluczowa. Nie uprzedzając faktów, jeszcze wspomnę o tym, że Surface Pro 7 używałem przez ponad tydzień tak jakby to był mój prywatny sprzęt. Miałem go oczywiście dłużej, ale środowisko prawie „jeden do jeden” nie było cały czas. Te same programy, takie same ustawienia, identyczne środowisko pracy i tak dalej. Mam kilka wniosków, ale też jeden problem, bo nie mogę jednoznacznie stwierdzić tego czy byłem rozczarowany czy zaskoczony. Może rozczarowująco zaskoczony? Ale do rzeczy.

Kultura pracy z pewnością jest wyższa w przypadku Surface Pro 7.

Nie mam do tego wątpliwości, bo przejawiało się to nie tylko podczas takiego zwykłego „klikania”, ale też w stresowych chwilach jak rendering materiału wideo. Jednak nowszy o kilka generacji układ Intela, a co za tym idzie wydajniejszy i bardziej energooszczędny, poradził sobie na tym polu lepiej. Odcinek podcastu trwający około półtorej godziny udało się zapisać o 1/4 szybciej niż na Surface Pro 4. Gdy Siódemka już kończyła, to Czwórka potrzebowała jeszcze około godziny, by skończyć. Możecie dopatrzeć się tego na poniższym zdjęciu (tak, to prawda, są osoby, które używają do tego MAGIX’a). Ale czy Pro 7 poradził sobie na tyle lepiej, by szczególnie się tym zachwycać? No właśnie nie.

Surface Pro 7 (po lewej), Surface Pro 4 (po prawej)
Surface Pro 7 (po lewej), Surface Pro 4 (po prawej)

Microsoft Surface Pro 4 miał premierę pod koniec 2015 roku, a Surface Pro 7 zadebiutował pod koniec 2019 roku. Aż cztery lata różnicy w świecie komputerów to przepaść, ale jak widać, nie przełożyło się to, według mnie, znacząco na wydajność. I to wcale nie jest wina Microsoftu, a bardziej Intela. Cyferki swoje, a realne testy swoje, co sami tutaj widzicie. Pro 7 nie jest czterokrotnie wydajniejszy od Czwórki. Nie jest nawet dwukrotnie wydajniejszy.

Szczerze powiedziawszy to przy takiej codziennej pracy na co składa się przeglądanie sieci czy pisanie tekstów ja nie dostrzegłem tak dużej różnicy w działaniu jakiej się spodziewałem. I teraz nasuwa się pytanie – Czy wynika to z tego, że Surface Pro 4 jest jeszcze tak dobry czy może Surface Pro 7 jest za słaby na swoje czasy? Trzeba jednak przyznać, że Surface Pro 7 znacznie lepiej radzi sobie pod obciążeniem, co sprawdziłem podczas renderowania filmu na obydwu modelach w tym samym czasie. Siódemka miała trochę niższe temperatury co możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach, ale przede wszystkim nie wydawała z siebie żadnego szumu, w przeciwieństwie do Pro 4, który brzmiał tak jakby za chwilę miał odlecieć z biurka. Zauważyłem też, że na Pro 7, mimo solidnego obciążenia renderingiem, mogłem jeszcze swobodnie pracować i robić to co zazwyczaj robię na komputerze. Na starszym modelu też się to udawało, ale wyraźnie było widać i czuć, że lepiej jakbym zostawił go w spokoju aż zapisze film do końca.

Zaskakujące jest jednak dla mnie to, że Microsoft na przestrzeni lat zmienił trochę politykę dotyczącą wersji systemu Windows. W Surface Pro 4 jak byk i chyba w każdym wariancie był system Windows 10 Pro. Nawet przed chwilą sprawdziłem to na swoim egzemplarzu, choć wiedziałem, że jest tam Pro. W końcu to Surface Pro, co nie? A w Surface Pro 7 już tak nie jest i mamy Windows 10 Home. I tak pewnie 90% użytkowników nie wykorzystałoby dodatkowych funkcji, które oferuje Windows w wersji Pro, ale mimo wszystko, trochę jest to słabe i chciałbym poznać taką prawdziwą przyczynę tej zmiany.

Do samego działania systemu nie mam zastrzeżeń, bo Windows 10 to już kawał dobrego oprogramowania, które co chwilę dostaje duże aktualizacje. Jak dobrze pamiętam to na Surface Pro 7 była wersja 1909 i nie zdążyłem wrzucić tam najnowszej 2004. Inaczej było na Pro 4 dosłownie dzień przed publikacją tego porównania zrobiłem aktualizację do 2004 i wszystko przebiegło bezproblemowo. Przyznam się bez gilgania po prawej stopie, że tak mi się spodobał jasny motyw, który był fabrycznie ustawiony w Siódemce, że od razu ustawiłem taki sam na stacjonarce i na swoim Pro 4.

Surface Pro 7 (po lewej), Surface Pro 4 (po prawej)
Surface Pro 7 (po lewej), Surface Pro 4 (po prawej)

Na koniec jeszcze kilka słów o baterii. Dosłownie kilka, bo nie byłem w stanie dokładnie, co do minuty, sprawdzić o ile lepsze akumulator jest wsadzony do Surface Pro 7. To, że jest lepszy nie ulega wątpliwości, bo bateria w Pro 4 po trzech latach już nie trzyma swoim parametrów. Trzy godziny to jest dla niej maks i to jeszcze przy mniejszej jasności i podstawowych zadaniach. Myślę, że w Siódemce spokojnie mógłbym podwoić ten wynik, a nawet dobić to tak zwanego jednego „roboczo-dnia”.

Czy wymieniać? Coraz częściej „Cebula” pokazuje, że tak, ale rozsądek mówi, by się wstrzymać.

I teraz najważniejsze – dwie odpowiedzi na dwa kluczowe pytania. Czy warto brać pod uwagę taki sprzęt jak Surface Pro 7 jeśli chcemy mieć szalenie mobilny, komfortowy i wydajny komputer? Jak najbardziej tak, bo według mnie jest warty tego ile kosztuje. Tym bardziej teraz, gdy coraz częściej pojawiają się promocje i Surface’a można kupić znacznie taniej i w zestawie z klawiaturą. Czy w takim razie warto przerzucić się na Surface Pro 7 z Surface Pro 4? Tak, ale tylko pod jednym warunkiem, o którym już wspomniałem dwa zdania wcześniej. Jeśli będzie świetna „cebula” to warto, jeśli ma to być taka „applowa” zmiana tylko dla zasady, by mieć nowszy model, to lepiej poczekać. Moje testy pokazały, że różnica w takiej normalnej pracy między dwoma Surface’ami nie jest duża, a brak USB-C można jeszcze jakoś przeżyć. Warto poczekać na to, co Microsoft pokaże w Surface Pro 8 i wtedy pomyśleć nad wymianą na nowszy model. Albo na najnowszą Ósemkę, albo na nieco starszą Siódemkę, która może być jeszcze tańsza.