Na chwilę przed premierą Google Pixel 4a praktycznie wszystko o tym smartfonie już wiedzieliśmy. Specyfikacja w żadnym miejscu nie była już tajemnicą, a co najważniejsze, zaraz po premierze się potwierdziła. Może nie każdy z tego powodu się ucieszył, patrząc chociażby na baterię, ale i tak trzeba przyznać, że najnowszy średniak od Google i tak zapowiada się obiecująco. Jak bardzo? Oto kilka moich spostrzeżeń „na sucho” po tym jak smartfon stał się w pełni oficjalny.

Szczerze, to Pixel 4a okazał się jednym z tych smartfonów, który zainteresował mnie bardziej niż większość zaprezentowanych do tej pory w tym roku. Ba, urządzenia na które jeszcze mocno czekam w tym roku można policzyć na palcach u jednej ręki… osoby, która niezbyt ostrożnie obchodziła się z piłą łańcuchową. Ciekawszy niż POCO F2, tańszy od OnePlusa Nord i wciągający wszystkie podobnie wycenione samsungi przez złącze mini jack.

Obudowa z poliwęglanu to nie jest nic złego.

Pixel 4a ma obudowę z poliwęglanu o czym zdałem sobie sprawę dopiero po premierze. Poważnie, jakoś wcześniej nie zwracałem na to uwagi, ale gdy już pojawiła się ta informacja w kilku miejscach, to stwierdziłem, że dorzucę coś od siebie. Nowego Pixela jeszcze w łapach nie miałem, ale gdybym miał wolne półtora tysiąca to pewnie by się to szybko zmieniło. W każdym razie, wiem, że „plastykowa” obudowa to nic złego, o ile nie będziemy na tym smartfonie siadać czy na siłę wyginać, bawiąc się w tego co na jutubie czasami smartfony wygina. Obudowa jest czarna i matowa. Raczej nie pęknie, nie pokruszy się i jedyne co może się na niej pojawić to tłuste plamy, gdy zajadając się frytami z maka będziemy chcieli sprawdzić co akurat jedzą nasi znajomi.

Google Pixel 4a
Google Pixel 4a / fot. Twitter (@ishanagarwal24)

Jest czytnik z tyłu co bardzo szanuję, choć akurat ten element nie zmienił się od czasów pierwszego Pixela, którego kiedyś kupiłem za 550 złotych i którego nadal używa moja mama. Coś czuję, że Pixel 4a ze względu na swoją konstrukcję będzie urządzeniem, które spodoba się osobom preferującym w miarę kompaktowe smartfony. Już wcześniej wspomniałem, że wymiary ma zbliżone do Samsunga Galaxy S10e. Wiem, że to będzie trochę taki „niesamsungowy” następca samsunga, ale tańszy, z lepszym aparatem i wierzę, że z lepszą baterią. Jedyne co mi nie pasuje z tyłu to ta wysepka z aparatem. Tak, z jednym aparatem, a miejsca jest przynajmniej na cztery. Nie chodzi o to, żeby od razu pakować tam dodatkowe obiektywy (choć szeroki kąt by się przydał), ale jakoś to tak przeprojektować, by wyglądało normalnie. Lepiej. Z drugiej strony, lubię takie „smaczki” jak choćby ten seledynowy przycisk zasilania. Fajnie kontrastuje i wygląda.

Aparat z Pixela 4?

Jeżeli ma to być aparat z Pixela 4 tak jak w iPhonie SE 2020 był aparat z Jedenastki to ja podziękuję. Dokładne testy pewnie w najbliższych tygodniach pojawią się w sieci, ale już z pierwszych wrażeń zagramanicznych kolegów można wywnioskować, że aparat jest zaskakująco dobry. Czy oferuje identyczną jakość jak w droższym modelu tego nie powiedzieli, ale wygląda na to, że różnica jest znacznie mniejsza niż między wspomnianymi iPhone’ami.

Google Pixel 4a
Google Pixel 4a / fot. Google

Pixel to przede wszystkim gwarancja aktualizacji przez kilka lat i Android 10 na start, 5,81-calowy wyświetlacz OLED i jedna wersja jeśli chodzi o główne podzespoły. Nie ma podziału na RAM czy pamięć wewnętrzną – niezależnie gdzie i kiedy kupimy będzie tego odpowiednio 6 i 128 GB. I to w sumie szanuję, bo w przypadku Pixela i jego optymalizacji, dodatkowe gigabajty nic by nie zmieniły. Aaa i są głośniki stereo jakby ktoś pytał, a potwierdzenie mamy na oficjalnej stronie Google.

Czy warto czekać na Google Pixel 4a 5G?

Według mnie nie, a to wszystko przez cenę. Wiadomo nie od dziś, że modem 5G swoje kosztuje, ale żeby dopłacać do tego aż 150 dolarów? Mija się z celem, bo może i będzie to kolejny „tani smartfon z 5G”, ale

Czy już można kupić Pixela 4a?

W sumie tak, ale z amerykańskiego Amazonu i w wyższej niż się spodziewamy cenie (wychodziło coś  Jak wiadomo, Polska do Google to nadal „trzeci świat”, więc nie możemy wejść do polskiego Google Store i po prostu wrzucić nowego Pixela do koszyka. Albo musimy bulić więcej „bo tak” albo kombinować i zamawiać z Niemiec przez pośredników. Google Pixel 4a pojawił się w niemieckim Google Store i został wyceniony dokładnie na 340,20 euro, co w szybkim i kompletnie niezobowiązującym przeliczeniu daje około 1500 złotych. Taka cena byłaby genialna, ale jeśli ktoś zajmie się jego dystrybucją w Polsce to pewnie zobaczymy dwójkę z przodu. Pamiętacie jak niekorzystnie zostały w takiej samej sytuacji wycenione Pixele 3, co nie?

Cena Google Pixel 4a w Google Store
Cena Google Pixel 4a w Google Store / fot. Google

Gdyby jednak komuś się ręka omskła i zamówiłby Pixela to pamiętajcie, że będzie dostępny dopiero od 20 sierpnia i tylko w jednym słusznym kolorze – czarnym. Na pewno małym zaskoczeniem jest to, że Pixel 4a jest tańszy od starszego Pixela 3a.

Co mi brakuje najbardziej w nowym Pixelu?

Ze strony sprzętowej chciałbym zobaczyć szybsze ładowanie, bo 18 W to miały już smartfony kilka lat temu. Skoro wrzucili statystycznie małą baterię (przypomnę 3140 mAh), to mogliby chociaż sprawić, by bardzo szybko się ładowała. Na przykład godzinka i pełna. Tym bardziej, że Snapdragon 730G wspiera Quick Charge 4+, czyli coś koło 27 W. Ale tu z kolei pojawiają się przynajmniej dwa kolejne problemy z tym związane – wysoka temperatura, co niekoniecznie idzie w parze z poluwęglanową obudową czy konieczność dorzucenia kompatybilnej ładowarki do zestawu. Szkoda też, że w Pixelu 4a nie mamy wyświetlacza z minimum 90 Hz. Chyba za bardzo przyzwyczaiłem się do tego w Huawei P40 Pro i teraz każdy inny smartfon wydaje mi się powolny i taki ospały.

Google Pixel 4a / fot. Twitter (@ishanagarwal24)
Google Pixel 4a / fot. Twitter (@ishanagarwal24)