Stało się to, na co czekały trzy, no może cztery osoby. W porywach do sześciu. Nie, a tak już zupełnie poważnie – wraca wasze ulubione zestawienie z ciekawymi produktami, które możemy kupić z Chin. Te nietypowe i niekiedy przydatne, co zawsze głosi tytuł każdego takiego artykułu. Co tym razem przygotowałem? Aż sam jestem zaskoczony niektórymi „znaleziskami”.

Gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć co znalazło się w poprzedniej części, czyli numer #5, to odsyłam do tego artykułu. Mimo tego, że pojawił się kilka miesięcy temu, to wszystkie wymienione tam gadżety nadal można kupić. W nieco innych cenach, ale można. Ja z dozownika do mydła Xiaomi czy zestawu narzędzi Wowstick Tools Kit korzystam cały czas.

Co tym razem ciekawego wygrzebałem z takich sklepów jak GearBest, Banggood i AliExpress?

Głośnik w kształcie AirPodsów

od 33 USD (ok. 124 złote)
GearBest

Przyznam szczerze, że jak pierwszy raz zobaczyłem to ustrojstwo, to od razu pomyślałem o dwóch rzeczach. Po pierwsze, tylko Chińczycy mogli to wymyślić. Po drugie, przecież i tak się sprzeda, bo wygląda jak AirPodsy. Jak AirPodsy, ale takie kilkanaście razy większe. To nic innego jak bezprzewodowy głośnik z Bluetooth, który wygląda jak powiększona słuchawka Apple. Ma cztery podstawowe przyciski do sterowania, USB do ładowania, a wydobywający się dźwięk nie powinien nas rozczarować (tak przynajmniej napisali). Nie będę jednak zaskoczy, jak gadżet będzie robił większe wrażenie swoim nietypowym wyglądem niż jakością muzyki.

Głośnik w kształcie słuchawki AirPods
Głośnik w kształcie słuchawki AirPods / fot. GearBest

Co ciekawe, są dwa modele takiego głośnika. Może być w kształcie pierwszych AirPodsów, ale też w wersji AirPods Pro. Więcej, można kupić dwa głośniki w zestawie i dzięki synchronizacji odtwarzać ten sam utwór na dwóch głośniko-słuchawkach jednocześnie. Za około 33 dolary, czyli jakieś 124 złote mamy jeden głośnik w kształcie AirPodsów. Jeśli chcemy mieć dwa głośniki to trzeba wydać około 50 dolarów.

GŁOŚNIK W KSZTAŁCIE AIRPODSÓW MOŻNA KUPIĆ TUTAJ.

Stacja dokująca do dysków HDD/SSD

od 21,99 USD (ok. 83 złote)
AliExpress

Paradoksalnie, taka stacja dokująca do dysków może okazać się bardzo pomocna, szczególnie wtedy, gdy akurat jej potrzebujemy. Choćby miało się jej użyć dwa razy do roku, to potrafi usprawnić i ułatwić kopiowanie danych. Akurat jestem w trakcie takiego zajęcia, bo przerzucam się na dyski SSD i trochę danych ze starszych „twardzieli” trzeba przegrać.

Taka stacja najczęściej występuje w dwóch wersjach: z jednym lub dwoma miejscami na dysk. Wchodzą do niej dyski w rozmiarze 2,5 cala i 3,5 cala i działa zarówno z dyskami HDD jak i SSD. Stację dokującą podłączamy do komputera przez USB 3.0 i w większości przypadków ma funkcję „hot swap”, więc nie musimy jej wyłączać jeśli chcemy przepiąć dysk.

Stacja dokująca Wavlink
Stacja dokująca Wavlink / fot. Aliexpress

Stacja dokująca Wavlink to tylko jeden z wielu przykładów. Jest dostępna w dwóch wersjach: z miejscem na jeden dysk lub z dwoma slotami na dwa dyski i z opcją klonowania „w locie”. Wavlink wygląda całkiem rozsądnie, ma przycisk z podświetleniem i sygnalizacją pracy, ale też całkiem rozsądnie jest wyceniona. Za 22 dolary mam stację na jeden dysk, a za niecałe 30 dolarów kupimy stację podwójną. Jeśli szukacie podobnego urządzenia, ale z innej firmy to szukajcie Orico, Natec albo Ugreen.

Stację dokującą Wavlink znajdziecie tu.

Czytnik linii papilarnych na USB

ok. 50 USD (ok. 188 złotych)
AliExpress

U mnie to ostatnio hit, choć takie rozwiązanie znane jest od dawna. W końcu udało mi się wyrwać cebulę na czytnik linii papilarnych na USB. Zupełnie przypadkiem, bo akurat na Allegro i o ponad połowę taniej niż rynkowa cena tego małego gadżeciku. Mowa o Kensington VeriMark. Tej firmy raczej nikomu nie trzeba przedstawiać, bo na zabezpieczeniach zna się jak mało kto. Ma w ofercie bezpieczny i skuteczny czytnik biometryczny na USB. Wystarczy podpiąć do portu USB, doinstalować sterowniki i już można używać. Ja za pomocą VeriMark loguję się do systemu, bo wspiera Windows Hello, ale ponoć działa też z serwisami chmurowymi, przeglądarkami czy menedżerami haseł jak LastPass.

Kensington VeriMark
Kensington VeriMark / fot. AliExpress

Nie kosztuje mało, bo tutaj wychodzi coś koło 180 złotych, ale i tak trochę taniej niż w Polsce. Według mnie nie ma sensu kupować jakiś „no-name’ów” i warto dołożyć do czegoś sprawdzonego. Ja jestem zadowolony i niebawem coś o tym czytniku skrobnę w recenzji. A jak chcecie „na szybko” jak to działa, zerknijcie poniżej:

@galaktycznypl

Fingerprint na USB 👌😎 #fingerprint #windowshello login #Windows #tech #gadget #2po2podcast

♬ The Way I Love You (feat. Cimo Fränkel) – Dante Klein & Cat Carpenters

CZYTNIK KENSINGTON VERIMARK ZNAJDZIECIE tutaj.

Samochodowy uchwyt do okularów

8,99 USD (ok. 34 złote)
Banggood

Gadżet z kategorii „Motoryzacja”. Dla kierowców, którzy często podróżują, ale też używają podczas jazdy okularów, czy to korekcyjnych czy przeciwsłonecznych. Wreszcie można mieć idealne, dedykowane miejsce na to, by te okulary bezpiecznie odłożyć. By nie walały się gdzieś po desce rozdzielczej albo by ktoś na nich przypadkowo nie usiadł. Takie akcesorium przygotowała firma Baseus, która w sumie znana jest z tego typu przydatnych wynalazków.

Uchwyt całkiem dobrze wygląda i można go zamocować na dwa sposoby – zamocować przy osłonie przeciwsłonecznej albo przykleić gdzieś do kokpitu. Co więcej, wcale nie trzeba tam trzymać tylko okularów. Można chwilowo wsadzić tam np. bilet parkingowy albo jakiś identyfikator czy zawiesić kabel od ładowarki lub torbę z drobnymi zakupami. Kosztuje około 35 złotych, ale trzeba pamiętać, by doliczyć 2,5 dolca za wysyłkę.

Uchwyt na okulary Baseus
Uchwyt na okulary Baseus / fot. Banggood

Uchwyt na okulary Baseus znajdziecie tu za około 35 złotych.

Smart-skakanka na Bluetooth

od 29,99 USD (ok. 113 złotych)
GearBest

To chyba najbardziej zaskakujące urządzenie jakie jest w tym zestawieniu. Do czasu aż nie trafiłem na nie w sklepie to nie wiedziałem, że coś takiego w ogóle istnieje. Oto smart-skakanka Yunmai YMSE-P701, czyli marki mocno powiązanej z Xiaomi. Tej samej, od której można kupić inteligentną wagę czy masażer. Tutaj mamy skakankę, która ma Bluetooth, więc możemy ją połączyć ze smartfonem i aplikacją, by monitorować statystyki. Ta Pani na poniższej grafice patrzy na skakankę tak, jakby chciała użyć jej nieco inny sposób. Tak, ma wibracje. Skakanka ma trzy metry i baterię, która ma wystarczyć na około 150 dni. Do pełna naładujemy ją przez microUSB w 2 godziny.

Smart-skakanka Yunmai
Smart-skakanka Yunmai / fot. GearBest

Smart-skakankę Yunmai można mieć za niecałe 120 złotych.

One Netbook OneGx1

od 899,99 USD (ok. 3340 złotych)
GearBest

Najdroższe urządzenie w tej części, ale i tak myślę, że warto o nim tutaj wspomnieć. Tak z ciekawości, bo nie sądzę, by ktoś wydał na nie minimum 900 dolarów, czyli prawie 3400 złotych. A mam tu na myśli najtańszą wersję. Urządzenie wygląda kuriozalnie i ciężko je jednoznacznie sklasyfikować. Z jednej strony to miniaturowy laptop, bo ma 7-calowy ekran, ale z drugiej też przenośna konsola a’la Nintendo Switch, dzięki tym przyczepianym po bokach kontrolerom. Z tym graniem wcale nie przesadzam, bo jest klawiatura z podświetleniem RGB, a już to przecież świadczy o sprzęcie do gamingu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

One Netbook OneGx1
One Netbook OneGx1 / fot. GearBest

One Netbook OneGx1 ma procesor Intel Core i5-10210Y z Intel UHD Graphics. Układ w miarę świeży, więc powinno udać się uruchomić większość starszych gier. Jest kilka wersji, które różnią się ilością pamięci RAM i pojemnością dysku SSD. Za najtańszą trzeba zapłacić 899 dolarów i wtedy mamy 8 GB RAM i dysk 256 GB. Jeżeli chcemy dorzucić do tego modem 4G to cena zwiększa się do 970 dolarów. Są jeszcze dwa warianty, obydwa z 16 GB RAM i 512-gigabajtowym dyskiem SSD, ale z lub bez modemu 4G. Wtedy cena waha się między od 1080 do 1140 dolarów. Sporo, ale komputer jest tak nietypowy, że gdybym miał gdzieś wolny tysiąc „zielonych” to kupiłbym to nawet dla samego sprawdzenia i zabawy.

One Netbook OneGx1 można kupić w kilku wersjach, w cenie od 899 dolarów.

W artykule umieszczone są tak zwane linki afiliacyjne (reflinki). Dla was to zwykłe kliknięcie, a dla nas „kilka groszy” i wasz minimalny wkład w rozwój Galaktycznego. Po kliknięciu dany sklep wie, że jesteście od nas. To nic przymusowego, a całkowicie dobrowolnego, więc galaktyczne dzięki! 🙂