Aż ciężko w to uwierzyć, ale jak tak liczę, to smartwatchy używam od około siedmiu lat, gdy na rynku pojawił się pierwszy Galaxy Gear. Teraz trudno jest mi sobie przypomnieć wszystkie modele, które po kolei zagościły na moim nadgarstku. Od tamtego czasu sporo się zmieniło, smartwatche miały swoje lepsze i gorsze momenty, ale nie można im odmówić tego, że zyskały na funkcjonalności i wyglądzie. Huawei Watch GT 2 Pro, który jest u mnie od dwóch tygodni prezentuje się świetnie. Czy coś jeszcze jest jego mocną stroną?

Przyznam się, że z poprzednią generacją nie miałem zbyt wiele wspólnego. Poza tym, że widziałem ją kilka razy na zdjęciach prasowych to nie przypominam sobie, aby chociaż na chwilę trafił w moje ręce. Wcale z tego powodu nie będę płakał, bo teraz trafiło mi się coś lepszego. To co, przynajmniej w teorii, Huawei ma obecnie najlepszego do zaoferowania w kategorii smartwatchy. Zatem, porównania nie będzie, ale kilka moich spostrzeżeń po kilkunastu dniach z Huawei Watch GT 2 Pro już jak najbardziej tak.

Huawei Watch GT 2 Pro
Huawei Watch GT 2 Pro

Nie mogę nie zacząć od wyglądu, bo to pierwsze co zwróciło moją uwagę. Już po wyjęciu ów smartwatcha z pudełka. Smartwatch prezentuje się wybornie. Widać, że Chińczycy przyłożyli się do wykonania i nie poszli na skróty w żadnym elemencie. Koperta zegarka została „wyciosana” z tytanu i wykonana tak, że ładnie mieni się w świetle. Niektórzy mówią, że lepiej wygląda tylko młot Thora. Podobnie jest z zapięciem paska i przyciskami na boku, choć tutaj nie dam sobie nic uciąć ani wykręcić, że jest to ten sam materiał. Fajne są też detale jak przykładowo delikatna, chropowata faktura na krawędzi przycisków. Wyświetlacz z kolei został przykryty szkłem szafirowym, a spód koperty jest ceramiczny. Klasa premium jak się patrzy i to dosłownie.

Trzeba przy tym zauważyć, że mimo bardzo dobrych materiałów, zegarek nie sprawia wrażenia topornego czy ciężkiego. Wręcz przeciwnie, waży dokładnie 66 gramów razem ze skórzanym paskiem (sprawdzałem!) i ma raczej standardowe 11 milimetrów grubości. Prezentuje się bardzo elegancko i gustownie, choć to też trochę zależy od koloru paska. Mnie do testów trafiła się wersja z jasnobrązowym paskiem (Nebula Gray), ale chciałbym kiedyś zobaczyć ten zegarek w ciemniejszej odsłonie np. z grafitowym czy czarnym paskiem. Dopełniając informację o pasku, muszę stwierdzić, że… mógłby być jednak lepszy. Nie zrozumcie mnie źle, to i tak kawałek dobrze przeszytej skóry, ale pasek zdaje się być czymś pokryty i odkształcił się raptem po kilku założeniach zegarka na rękę. Zastanawiam się ile realnie może wytrzymać. Na szczęście pasek zawsze można wymienić – wystarczy znaleźć taki, który ma 22 mm szerokości.

Huawei Watch GT 2 Pro
Huawei Watch GT 2 Pro

W smartwatchu bardzo istotny jest wyświetlacz, bo to on przecież zastępuje klasyczną tarczę z fizycznymi wskazówkami. Tu nie mam się do czego przyczepić, a napiszę nawet więcej – nie miałem do tej pory na nadgarstku zegarka z wyświetlaczem o lepszej jakości. Nie dość, że to AMOLED to jeszcze o wysokiej rozdzielczości (454 x 454 pikseli) i zadowalającej widoczności na zewnątrz. Używałem go na automatycznych ustawieniach jasności i było to wystarczające. Możemy też ustawić tak, by wyświetlacz był stale włączony, ale nie działało to tak jak myślałem. W sensie, nie jak tak zwany „always on display” w jakiejś uproszczonej, przygaszonej formie. Po prostu wyświetlacz był włączony przez taki czas jaki wybraliśmy w ustawieniach. Stąd też miałem tę opcję wyłączoną i używałem tylko wybudzania po podniesieniu ręki.

W zegarku jest kilka tarczy, ale najbardziej pasowała mi ta domyślna, czarna. Dobrze komponowała się z czarną ramką przez co tarcza zegarka wizualnie wydawała się większa, a czarne tło i białe oznaczenia poprawiały czytelność. Niestety, nie wszystkie tarcze można modyfikować, a w tej, o której przed chwilą wspomniałem i którą widzicie na zdjęciach, można tylko określić strefę czasową. Przydałoby się więcej opcji. Oczywiście jest pełno tarcz do zainstalowania w aplikacji, więc każdym znajdzie coś dla siebie.

Huawei Watch GT 2 Pro
Huawei Watch GT 2 Pro

To co dobrze wygląda nie zawsze musi idealnie działać i o tym wspomniałem już przy okazji pierwszych wrażeniach z Huawei Watch GT 2 Pro. Raczej nie jest to wina „responsywności” ekranu, bo ten przeważnie dobrze odczytuje to co chcemy na nim zrobić. Raczej jest to coś po stronie oprogramowania samego w sobie. To autorski i w dodatku zamknięty system, co niesie ze sobą zarówno plusy jak i minusy. Do tych pierwszych z pewnością można zaliczyć dostęp do wszystkich mniej lub bardziej podstawowych funkcji smartwatcha czy to, że Huawei Watch GT 2 Pro działa znacznie dłużej na baterii niż konkurencja (o czym za chwilę). Minusy to przede wszystkim sposób działania, który do najżwawszych nie należy. Widać, że podczas przesuwania ekranów smartwatchowi brakuje płynności. Nie jest to tak, że się zacina i chwilę trzeba odczekać tylko cały czas ma spowolnione animacje. Co ciekawe, w trakcie pisania tej recenzji pojawiła się jakaś 200-megabajtowa aktualizacja, ale szczerze powiedziawszy nie jestem w stanie napisać co nowego wprowadziła. Na pewno nic do działania, bo jeszcze raz napiszę, że po prostu smartwatch tej klasy powinien działać płynniej.

Huawei Watch GT 2 Pro używałem w takiej formie w jakiej był zaraz po konfiguracji. Nic nie zmieniałem, nic nie wyłączałem czy dodawałem. Wstępne ustawienia, połączenie ze smartfonem i aplikacją Huawei Zdrowie, a potem od razu na nadgarstek. W skrócie: działał tak jak fabryka dała. Oznacza to, że stale monitoruje nasz puls, a GPS uaktywnia wtedy, gdy rozpoczniemy jakiś trening. Aktywności jest całe mnóstwo choć i tak przez większość czasu będziemy korzystać z biegania, pływania czy jazdy na rowerze. Ja używałem go codziennie odkąd wyjąłem go z pudełka i zdejmowałem tylko podczas kąpieli, by nie zamoczyć skórzanego paska. Kilka razy zdjąłem go na noc, bo jednak wygodniej śpi się z Mi Bandem na ręce niż z normalnym smartwatchem. Ale i tak musiałem to przejść, by sprawdzić jak nowy Huawei radzi sobie z monitorowaniem snu. A radzi sobie dobrze i mam wrażenie, że wygląda to aż zbyt optymistycznie. Jest sporo danych i wykrywa nawet krótkie drzemki w ciągu dnia.

Podobnie jest z ćwiczeniami. Może nie sprawdziłem tego super dokładnie, bo z aktywnością jest u mnie ostatnio kiepsko, ale na podstawie jednego spaceru mogę napisać, że jest za co zegarek pochwalić. Ponownie mamy mnóstwo danych, dokładną mapkę z przebytą trasą, wykresy, różne obliczenia i takie tam. Co ciekawe, możemy też uzupełnić to o pomiar poziomu stresu czy połączyć z wynikami z inteligentnej wagi. Podoba mi się też to, że jest są ćwiczenia oddechowe i kontrolne komunikaty żeby ruszyć tyłek sprzed komputera gdy się zasiedzimy. Nie zabrakło barometru, cyfrowego kompasu czy wskaźnika wysokości.

Niesamowitą zaletą „prostego” systemu jest to, że smartwatch może znacznie dłużej działać na baterii. Pojemnościowo wypada gdzieś w średniej półce, bo ma 455 mAh, ale w tym przypadku cyferki się nie liczą. To znaczy liczą, jeśli spojrzymy na to z nieco innej strony. Ja uruchomiłem swoją sztukę zaraz po tym jak ją otrzymałem, czyli 15 września. Wtedy też zegarek wskazywał 54%. Pierwsze ładowanie nastąpiło równo po tygodniu, czyli 22 września. Przy czym, urządzenia w ogóle nie oszczędzałem i działało na okrągło, tak jak się włączyło i było ustawione. W chwili publikacji tego tekstu, czyli 29 września, bateria w zegarku wskazywała 55% i jestem pewien, że jeszcze z tydzień wytrzyma. Możemy zatem liczyć, że Huawei Watch GT 2 Pro wytrzyma jakieś 10-14 dni. O ładowarce zapomnieć nie można, ale można ją poniekąd ograniczyć. Tak do 2-3 razy w miesiącu.

Huawei Watch GT 2 Pro - bezprzewodowe ładowanie zwrotne
Huawei Watch GT 2 Pro – bezprzewodowe ładowanie zwrotne

Ale to jeszcze nie koniec pochwał w kierunku kwestii bateryjno-ładowarkowej. Zegarek ładujemy przez magnetyczny krążek z pinami, ale najlepsze jest to, że ładowarka i przewód to teraz dwie osobne części. Kabel jest na USB-C i jest odpinany od okrągłej stacji, co znacznie wszystko ułatwia. W zasadzie jedyne na co kręcę nosem to czas ładowania, który wynosi prawie 3 godziny, ale z kolei podoba mi się to, że zegarek wspiera bezprzewodowe ładowanie zwrotne. Wystarczy go położyć na smartfonie, który też to wspiera i już zwykłą ładowarkę możemy odłożyć do szuflady. Sprawdzałem z Huawei P40 Pro i działa.

Huawei Watch GT 2 Pro to piękny i nowoczesny zegarek, ale są trzy rzeczy, które mnie do niego zniechęcają.

Mógłbym go używać zawsze i wszędzie, gdyby tylko miał system Wear OS, płatności zbliżeniowe, a co za tym idzie wbudowane NFC i do tego kosztował trochę mniej. Trzeba napisać to jasno – tym smartwatchem nie zapłacimy zbliżeniowo, a to właśnie z tą myślą zakładamy obecnie smartwatche na nadgarstek. No chyba, że przykleimy sobie do niego kartę płatniczą. Ale jak to się mówi, nie można mieć wszystkiego. System Google wciąga baterię jak szalony, więc to już od nas zależy co wybierzemy – dwa dni działania i możliwość płacenia zegarkiem albo dwa tygodnie na baterii i płatności tradycyjną kartą lub smartfonem (o ile ten je wspiera).

Dodam jeszcze, że wprost z zegarka można prowadzić rozmowy głosowe, ale tylko gdy jest on połączony ze smartfonem przez Bluetooth (w tym przypadku Bluetooth 5.1). Dla uściślenia, urządzenie nie ma ani slotu na kartę SIM ani nie obsługuje eSIM. Można odebrać lub odrzucić rozmowę i muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczony jakością rozmów, zarówno po jednej jak i drugiej stronie. Jest jeden głośnik, który daje czysty i wystarczająco donośny dźwięk. Do muzyki to się kompletnie nie nadaje, ale kwestii muzycznych nie dane mi było sprawdzić. Wygląda na to, że zegarek można połączyć tylko ze słuchawkami Huawei, bo próbowałem z dwoma „obcymi” zestawami i smartwatch kompletnie nie chciał się z nimi dogadać.

Huawei Watch GT 2 Pro
Huawei Watch GT 2 Pro

Gdyby Huawei Watch GT 2 Pro kosztował maksymalnie 1200 złotych, miał NFC i można byłoby nim swobodnie płacić po dodaniu karty płatniczej (w jakikolwiek sposób), a do tego trzymałby minimum tydzień na baterii, to nawet by mi brewka nie tykła podczas zamawiania. Byłaby to klasyczna sytuacja w stylu „Shut up and take my money!”, bo mimo wszystko jest to kawał pięknego, porządnego i nowoczesnego smartwatcha, który idealnie wpasowuje się do „męskiej biżuterii”.