Ekspres automatyczny chodził za mną już od kilku lat, a przez ostatni miesiąc to niemal codziennie sprawdzałem czy jest coś ciekawego. Do tej pory używałem ekspresu Cafissimo na kapsułki i w sumie byłem zadowolony, ale jak nie kupiło się większej ilości „wkładów” w promocji, to było to mało opłacalne. Wreszcie się przemogłem, poczytałem, posprawdzałem i ostatecznie wybrałem – Philips LatteGo EP4349/70. Dlaczego akurat ten?

Ani to nie są rozbudowane pierwsze wrażenia, a już na pewno nie recenzja. Ekspres jest u mnie od przeszło tygodnia, jak do tej pory zrobił nie więcej jak 25 kaw i nadal próbuję się z nim oswoić. Nie mniej już teraz mam kilka spostrzeżeń na jego temat, które być może pomogą komuś podjąć decyzję, jeśli zastanawia się właśnie nad tym modelem. Albo podobnym z LatteGo, bo różnic między modelami jest niewiele. I dla jasności, nie jest to żadna akcja sponsorowana, a to, że wrzuciłem jeden link do Ceneo nie ma kompletnie znaczenia. Ekspres kupiłem sam, za swoje pieniądze i do własnych, domowych potrzeb. Bez żadnych dodatkowych profitów, indywidualnych obniżek czy tym podobnych rzeczy.

Zaczęło się od tego, że określiłem maksymalny budżet – 3000 złotych. Patrząc po cenach ekspresów nawet nie była to połowa stawki, bo zdarzają się takie, które kosztują nawet trzy razy tyle. Nie była to też, przynajmniej w ogólnym przeświadczeniu, typowa marka ekspresów jak DeLonghi, Krups czy Saeco (należące do Philipsa). Początkowo zastanawiałem się nad najwyższym modelem LatteGo z serii 5 (EP5444/90) i już nawet miałem go w koszyku, ale po zagłębieniu się w szczegóły i specyfikację stwierdziłem, że nie ma to sensu. Zszedłem oczko niżej i ostatecznie wybrałem Philips LatteGo EP4349/70. Aby dopełnić kwestie zakupowe, wziąłem go w Euro w systemie ratalnym, bo akurat były „zerówki” i promocja z dwoma ratami gratis, a dodatkowo sklep obniżył jego cenę do 2599 złotych. Finalnie, czyli po odjęciu wartości obu rat, wyszło około 2400. Myślę, że całkiem w porządku, patrząc na możliwości ekspresu.

Philips LatteGo EP4349/70
Philips LatteGo EP4349/70

Dlaczego akurat ten, czyli model z niższej serii? Sprawa była prosta – różnica między obydwoma ekspresami jest znikoma jeśli chodzi o funkcje, ale już znaczna patrząc na cenę. Za 300 złotych więcej dostałbym raptem cztery profile użytkownika, a nie dwa i dwanaście, a nie osiem różnych rodzajów kaw do przygotowaniu „z palca”. Przecież w przypadku podwójnego espresso zawsze mogę nacisnąć dwa razy niż mieć osobną opcję do espresso lungo, prawda? Poza tym, według mnie sam panel dotykowy wygląda lepiej w modelu który ja wybrałem, bo mamy ładne, podświetlane na biało piktogramy, a nie proste grafiki z kawami, wyglądające jak naklejki. Sama obsługa jest genialnie prosta i intuicyjna. Przyciski są wystarczająco czułe, dobrze podświetlone, a wyświetlacz czytelny i zrozumiały.

Sam ekspres do kawy ma w zasadzie wszystko co taki sprzęt mieć powinien, a przede wszystkim ma to czego od ekspresu oczekiwałem. Nie zajmuje dużo miejsca, prezentuje się wyjątkowo ładnie i nowocześnie i jak już napisałem, jest bardzo intuicyjny w obsłudze. Ma też interfejs w języku polskim jakby to kogoś interesowało.

Philips LatteGo EP4349/70
Philips LatteGo EP4349/70

Przy wyborze ekspresu ważne było też dla mnie to, by pojemnik na wodę był wysuwany z przodu, a nie wyciągany od góry, a także żeby znajdował się po prawej stronie ze względu na umiejscowienie urządzenia w kuchni. Liczył się również kolor, który pasowałaby do innych sprzętów w pobliżu. Istotny był też spieniacz na mleko. Tu sporo dobrego wyczytałem o systemie LatteGo i po kilku kawach mogę tylko potwierdzić – to jedna z kluczowych zalet tego ekspresu. Pojemnik z mlekiem łatwo się montuje do ekspresu, w zasadzie jednym ruchem i w każdej chwili można go odczepić, by schować do lodówki.

Jak wspomniałem na początku, ekspres ma na liczniku około 25 kaw, więc ciężko jest coś więcej o nim napisać. Przede wszystkim na temat dłuższej pracy czy awaryjności. Jak na razie działa jak powinien, a ja jestem zadowolony. Może mógłby być trochę cichszy, ale to w końcu ekspres, ziarna musi zmielić, a kawę ubić i zaparzyć. Słychać go podczas pracy, ale nie aż tak by obudzić sąsiadów z całego pionu. Mam wrażenie, że bąbelki zza ściany obok są głośniejsze. Ekspres do kawy mógłby być też ciut lepiej spasowany, co szczególnie dotyczy metalowej tacki i ociekacza.

Philips LatteGo EP4349/70
Philips LatteGo EP4349/70

Być może pojawi się recenzja, ale najwcześniej za kilka miesięcy. Nie obiecuje, no chyba, że bardzo chcecie. Dopiero po takim czasie, czyli po wymianie filtra do wody czy kilku czyszczeniach i zmianie kawy na inną można stwierdzić jak ekspres się sprawuje.

Wpis powstał we współpracy z Ceneo.