Stało się. Mamy nowe iPhone’y. Muszę przyznać, że trochę czuję się skołowany. Nie śledziłem szczególnie przecieków o nowych smartfonach Apple (bo w sumie nigdy tego nie robiłem), dlatego byłem trochę zaskoczony, że są aż cztery. Cztery nowe modele i w sumie każdy dla kogoś innego. Zatem, stawiałem na trzy, pokazano cztery, a mnie podoba się tylko jeden. Nazywa się iPhone 12 mini.

Mamy iPhone’a 12 dla tych co chcą zamienić swojego iPhone’a 11 i przepłacić. Mamy iPhone’a 12 Pro dla tych, którzy twierdzą, że zwykła dwunastka jest dla biedaków i nie zdają sobie sprawy, że błyszcząca obudowa będzie rysować się od patrzenia. Jest też iPhone 12 Pro Max, specjalnie dla osób, które chcą mieć coś większego w spodniach i zapewne jeżdżą jakimś suvem. I jest jeszcze ten jeden – iPhone 12 mini, który według mnie będzie najpopularniejszy ze wszystkich.

iPhone 12 mini

Przede wszystkim „nowy-stary” design. Apple twierdzi, że to zupełnie coś świeżego, nowego czy niespotykanego. A tak naprawdę to poniekąd powrót do tego co było jeszcze za czasów iPhone’a 4 albo to co udoskonalili w iPhonie 5.  Smartfon ma bardziej kanciastą bryłę, a jednocześnie taką bardzo smukłą i „opływową”. Przyznam szczerze, że to właśnie wygląd nowych iPhone’ów najbardziej przypadł mi do gustu i nawet mnie samemu jest trudno w to uwierzyć, że tak jest.

iPhone 12 mini
iPhone 12 mini / fot. Apple

Aktualnie iPhone 12 mini zapowiada się na najbardziej kompaktowy i poręczny smartfon, a co więcej, jest praktycznie w tym bezkonkurencyjny. Waży zaledwie 135 gramów i jest nawet trochę mniejszy po obrysie niż Samsung Galaxy S10e, który do tej pory był dla mnie idealnym „maluchem”. Dlatego teraz będzie ten iPhone, potem Galaxy S10e, może Google Pixel 4a i dalej długo, długo nic. I tutaj widać dwie rzeczy. Po pierwsze, Apple zaczęło chyba robić to co chcą użytkownicy (wspomniałem na początku, że są cztery modele i każdy znajdzie coś dla siebie), a po drugie, zdaje się twierdzić, że iPhone SE (2020) pokazany nie tak dawno temu jest już passé.

iPhone 12 mini
iPhone 12 mini / fot. Apple

Apple zrobiło też to, co kiedyś robiło Sony z serią Compact czy to co robili właśnie w swoich iPhone’ach SE. Najmniejsza dwunastka ma niemal te same bebechowe możliwości, co większa. Przede wszystkim jest to ten sam chip A14 Bionic, ta sama jakość wyświetlacza, te same możliwości fotograficzno-filmowe czy obecność FaceID i modemu 5G. Nie sądzę jednak, że mają też podobne baterie, bo jak zwykle Apple takimi rzeczami nie chwali się w specyfikacji. Różnica w wielkości jest znaczna i jak to się mówi – fizyki się nie oszuka. Jest też IP68 czy ładowanie bezprzewodowe i jeszcze kilka innych rzeczy, które smartfon w 2020 roku powinien mieć czy powinien umieć.

Nowe iPhone’y nie mają ładowarki w zestawie. W zasadzie to nie mają nic poza samym sobą i kablem USB-C do Lightning. Zabrakło adaptera ładowarki i słuchawek EarPods. Apple tłumaczy się, że to grubsza sprawa, że przyszłościowa, że chcą być jeszcze bardziej eko i ogólnie ochrona środowiska to priorytet. Ja to rozumiem i nawet doceniam, bo pewne liczby dają do myślenia, ale wiem, że znajdzie się mnóstwo osób, które będą tą decyzją zaskoczeni czy nawet zbulwersowani. Ale jak to nie ma ładowareczki?! Z jednej strony widzę tych „januszy”, którzy otwierają pudełko w sklepie i wydzierają się na obsługę, że dali im wybrakowany i używany sprzęt. Z drugiej, czy takie osoby rzeczywiście kupują iPhone’y? Swoją drogą, nawet to smuklejsze pudełko mi się podoba.

iPhone 12 mini
iPhone 12 mini / fot. Apple

I no właśnie – ceny. Jak zwykle jesteśmy krajem trzeciego świata i białymi niewolnikami, którzy za najnowsze applowe cacka muszą płacić znacznie więcej. Zdaję sobie sprawę, że podatki, że różnice, że import zza wielkiej wody i takie tam, ale nikt mnie nie przekona, że 699 dolarów to 3599 złotych, nawet po mało uczciwej i cinkciarskiej kalkulacji. I to w dodatku za pojemnościowo podstawową wersję z 64 GB. Do wersji z dwukrotnie większą przestrzenią trzeba dorzucić prawie 250 złotych, a 256-gigabajtowy wariant to już 4349 złotych. To są oficjalne ceny w polskim sklepie Apple i to są ceny, których nie powinniśmy w ogóle zobaczyć.

2999 złotych – tyle powinien kosztować podstawowy iPhone 12 mini.

MagSafe? Kompletnie tego nie rozumiem. Zdaje się, że to pokazali, bo bardzo chcieli pokazać coś nowego. Coś co jak się doda do zwykłego, przezroczystego etui sprawi, że to etui będzie kosztowało nie 50, a 250 złotych.

Inni producenci smartfonów będą jak Apple?

Czuję, że tak będzie. Czuję, że zaraz pojawi się jakiś mini Xiaomi czy mini Samsung, bo jak wspomniałem, iPhone 12 mini jak na razie nie ma konkurencji i jakiegokolwiek świeżego modelu, który mógłby z nim powalczyć. Nieważne kto i co myślałby o Apple, jak bardzo by go nie kochał czy nienawidził, wiele pomysłów czy trendów wprowadzonych przez firmę było podchwytywanych przez inne firmy i wprowadzane na szeroką skalę. Szukacie w głowie przykładów? Pierwszy z brzegu – notch.

iPhone 12 vs iPhone 12 mini
iPhone 12 vs iPhone 12 mini / fot. Apple

Gdybym miał teraz kupić iPhone’a to byłby to iPhone 12 mini. Aktualnie daje to co w Apple najlepsze, a do tego w mega przesympatycznej, nowoczesnej formie. I to mi się właśnie w nim podoba. Paradoksalnie w czasach wszechobecnych „patelni” ludzie szukają czegoś mniejszego. Czegoś co zmieści się w dłoni i w każdej kieszeni spodni, a nie urwie uda, gdy będziemy wsiadać ze smartfonem w kieszeni do samochodu.

Ale… nie kupię.