Przyznam szczerze, że na początku nie czekałem jakoś specjalnie na premierę. Czemu? Zawiodła mnie poprzednia część, w której najlepszy był dodatek Dziedzictwo pierwszego ostrza, no ale im było bliżej, tym bardziej rósł apetyt – mój wewnętrzny fan serii stopniowo przejmował kontrolę. Co mnie urzekło, a co sprawiło ból głowy w najnowszej części, czyli Assassin’s Creed Valhalla? Przekonajcie się sami!

Assassin’s Creed to seria, która jest z nami od ponad dekady. Wielu uważa, że była gwoździem do trumny Księcia z Persji, ale cóż zrobić? Ja ogrywam serię od początku i mimo słabszych części, pozostaję jej wierny. Valhalla jest dwunastą odsłoną i moim zdaniem jedną z lepszych. Co się tyczy historii to jest ona bardzo dobra, a na pewno lepsza niż w Odyssey. Głównym bohaterem, bądź bohaterką (tak, gra faktycznie daje nam możliwość zmiany płci w dowolnym momencie – ach te średniowieczne operacje plastyczne dla niezdecydowanych), jest Eivor, sierota przygarnięta i wychowana przez króla. Spokojnie, motywem przewodnim nie jest chęć zemsty na zabójcy rodziców, ale więcej zdradzać nie będę – spojlery to zło! Jeszcze jedno. Pojawia się wątek współczesny. Jest lepiej zrealizowany niż w dwóch ostatnich częściach.

Jeden młot, by wszystkimi gardzić

Pierwszy Asasyn, w którym nie chcę mi się bawić w skrytobójce, a walczyć. Naprawdę. Walka jest tak przyjemna, tak soczysta, że cieszy, powiedziałbym nawet, za bardzo. Jedynym mankamentem jest pasek wytrzymałości zaciągnięty z serii Dark Souls, który momentami utrudnia potyczki. „Finishery” czy zdolności mają tak efektowne animacje, że za pierwszym razem miałem szczękę na podłodze. No mistrzowsko rozegrane. Przykładem może być sytuacja, w której wykonywałem cios kończący na pikinierze: Eivor złapał włócznie i przebił delikwenta na wylot. Niestety korzystanie z broni wrogów jest jedynie w takich momentach jak opisany przed chwilą, lub po odblokowaniu specjalnej zdolności, która daje możliwość miotnięcia nią w przeciwnika.

Assassin's Creed® Valhalla / Surprise motherf***er!
Assassin’s Creed Valhalla / Surprise motherf***er!

Jak już jesteśmy przy temacie broni, to tutaj pojawiła się znaczna zmiana względem dwóch poprzednich odsłon. Nie ma piętnastu rodzai tego samego miecza, tylko różniącego się kolorem rzadkości, albo statystykami. Każdy oręż jest unikalny – nie ma dwóch takich samych tarcz, czy dwóch identycznych młotów. I to jest na duży plus! A dotyczy to też reszty ekwipunku: pancerzy, łuków czy hełmów – wszystko można ulepszyć. W takiej sytuacji nie trzeba się martwić czy topór, który nam się podoba, w późniejszym etapie będzie za słaby. Nie. Wystarczy mieć surowce, aby podnieść jakość broni. No rewelacja. Dość ciekawe jest też to, że możemy używać. np. dwóch tarcz do walki. Tak, tarcza może służyć do ataku, nie tylko do obrony (średniowieczny Kapitan Ameryka, a raczej Kapitan Norwegia?).

Assassin's Creed: Valhalla
Assassin’s Creed Valhalla / No już, śpij. Zamknij swe oczka

Nie wolno też zapominać o sztandarowej broni serii. Proszę państwa! Oto ukryte ostrze. Elegancka broń, na bardziej cywilizowane czasy. W końcu działa jak należy! Pamiętam, że w Origins trzeba było je ulepszać, a nawet na maksymalnym poziomie, nie dawało pewności zabicia przeciwnika. W Valhalli nie ma tego problemu. Każdego wroga, nawet przewyższającego naszą postać pod względem poziomu, da się unicestwić jednym pchnięciem ostrza. Dodatkowo przy niektórych osobnikach jest efektowna animacja!

Yggdrasil nie jest jedynym ogromnym drzewem

Spokojnie, nie jest to jakiś krypto spojler. Chodzi o to, że w mitologii nordyckiej Yggdrasil to ogromne drzewo łączące ze sobą dziewięć światów. Tyle słowem wstępu. Chociaż nadal nie wiadomo o co chodzi. Już tłumaczę: w najnowszym Asasynie mamy olbrzymie drzewo umiejętności/rozwoju. Naprawdę, nie przesadzam. Moje pierwsze skojarzenie: o kurczę! Tak samo jak w Path of Exile! Niewiele się pomyliłem. Z każdym poziomem dostajemy dwa punkty umiejętności do rozdania (można też je zdobyć w inne sposoby, tak jak w poprzednich odsłonach) dowolnie. Drzewko dzieli się na trzy gałęzie: kruka, wilka i niedźwiedzia, które kolejno odzwierciedlają drogę asasyna, łucznika oraz wojownika. No dobrze, ale jak dokładnie wygląda rozwój postaci? Otóż te punkty inwestujemy w punkty na drzewku zwiększające np. procent obrażeń od strzałów w głowę czy zdrowie. Są też umiejętności, które można wykorzystać w walce jak np. uderzenie w biegu. Jest to zupełna nowość w serii, która bardzo mi przypadła do gustu.

Assassin's Creed: Valhalla
Assassin’s Creed Valhalla / Nazwałem drzewkiem, ale gwiazdozbiór też OK

 

Niestety nie wszystko jest takie piękne.

Obok zakładki umiejętności, znajduje się druga – zdolności (wymaga użycia specjalnego paska adrenaliny ładującego się w trakcie walki). I to jest coś co mi nie pasuję. Szybki skrót dla tych co nie grali w dwie poprzednie części: wbijasz poziom, dostajesz punkt do rozdania na dowolnego skilla, patrzysz na drzewku i wiesz ile Ci brakuje do odblokowania. Proste prawda? W Vahalla jest trudniej. Takie specjalne ataki można odblokować znajdując m.in. księgi. No rany boskie! Zanim człowiek znajdzie umiejętność, która mu pasuje to skończy grę. A nie każdy chce przechodzić tytuł na 100%!

Assassin's Creed: Valhalla
Assassin’s Creed Valhalla / Zostawię to bez dodatkowego komentarza…

No dobra, trochę się uniosłem, ale z przyjemniejszych rzeczy to wspomnę o sposobie progresji postaci. Zamiast standardowego poziomu mamy licznik mocy, który zwiększa się z każdym rozdanym punktem. To jest coś naprawdę nietypowego i póki co sprawdza się całkiem nieźle. Rzadko lubię jakiekolwiek nowości w tej serii, ale tu muszę Ubisoft pochwalić – dobra robota!

 

Przewodnik po anglosaskiej krainie

Oj tak! Przydałoby się coś takiego. Świat w grze jest przeogromny. Poza dwoma znanymi lokacjami – Norwegią i Anglią – są jeszcze dwie, których nie zdradzę z powodu, że spojlery. Sami musicie to odkryć, więc zajmę się opisaniem tylko dwóch pierwszych. Oczywiście nie mamy całych państw. Gra ważyłaby wtedy tryliony gigabajtów i byłaby na kilkuset dyskach przenośnych. W przypadku ojczyzny wikingów mamy niewielki fragment, który spokojnie wystarczy na dziesięć do piętnastu godzin zabawy. Sprawdzone na własnej skórze. Prawdziwa zabawa się zaczyna w momencie przybycia do kraju Anglosasów. Szczękę miałem na podłodze. Cztery królestwa: Wschodnia Anglia, Mercja, Northumbria i Wessex. Trzy ostatnie są podzielone na hrabstwa. Poza tym są jeszcze duże miasta: Lunden, Jorvik i Wincestre (kolejno współczesny Londyn, York i Winchester).

Mam ponad czterdzieści godzin na liczniku, a mapę odkryłem może w jednej trzeciej. A wszystkie aktywności poboczne mam zaliczone tylko w jednym hrabstwie. Szok!

Assassin's Creed: Valhalla
Assassin’s Creed Valhalla / Mają rozmach!

Ale jak odkrywać tak ogromną mapę? Można na kilka sposobów. Najbardziej podstawowy to naginać najzwyczajniej z buta. W tej części Ubisoft nie zapomniał dodać opcji przełączania się między truchtem a sprintem. Jakoś w dwóch poprzednich musiało wylecieć z głowy. Kolejny oklepany środek transportu to wierzchowiec. Celowo to słowo, a nie koń, ponieważ można ujeżdżać między innymi wilka (dostępny w ramach edycji ultimate, za wirtualną walutę, lub w sklepie Redy – dzieciak, który handluje towarami premium za surowiec (opal) znajdujący się w grze). To tyle jeśli chodzi o ląd. W wodzie można pływać wpław, na małej łódeczce oraz drakkarze. Niestety bitwy przy pomocy „statku” nie są tak efektowne jak w Black Flag czy Rogue, ale da się to wybaczyć.

Spokojnie, odkrywanie mapy to nie wszystko. Na takich połaciach terenu mamy co robić.

Od przeróżnych znajdziek (nie, nie ma piórek) po questy poboczne. Te ostanie zostały zrealizowane w mistrzowski sposób. Otóż podchodzimy do postaci, rozmawiamy z nią, mówi nam co potrzebuje, lub gdzie mamy się udać i tyle. Żadnych znaczników na mapie, ani informacji w śledzonych zadaniach. Dlatego jeśli nie słuchamy, możemy mieć problem ze zrobieniem takiego zadania. W końcu Asasyn, który nie prowadzi za rączkę, a zmusza do myślenia i kombinowania. Co można jeszcze robić? Brać udział w zawodach na picie czy pyskowanie. Pierwsze to niezły sposób na zarobek, a drugie na odblokowanie nowych opcji dialogowych. Jak? Wygrany pojedynek na obelgi powoduje wzrost charyzmy. Niestety nie ważne jak byłoby to wszystko różnorodne, po pewnym czasie nuży. Szkoda.

Nasz nowy dom

Nasz bohater po przybyciu do Anglii zakłada osadę. Jak, dlaczego… nie powiem – spojlery. Jest to poniekąd nowość, ale nie do końca. Własną wioskę mieliśmy już w Assassin’s Creed III, ale to właśnie w Valhalli zostało lepiej zrobione. Poza głównym budynkiem, w którym przyjmujemy główne misje i ucztujemy, mamy masę innych: kantor Ukrytych, w którym mamy zaprzyjaźnionego asasyna; tatuażystę, u którego możemy zmienić wygląd postaci – włosy, zarost, ich kolor czy właśnie tatuaże; stocznie, w której możemy modyfikować nasz drakkar. Nie będę wymieniał wszystkich, ponieważ jest ich naprawdę sporo. Każdy przynosi jakieś inne profity – mniej lub bardziej przydatne. Najważniejsze jest to, że nasza osada żyje i to dosłownie. Każdy NPC zajmuje się swoimi sprawami, a nie stoi sztywno przed budynkiem lub wewnątrz.

Assassin's Creed: Valhalla
Assassin’s Creed Valhalla / Co to była za impreza… Nie, serio pytam!

Wspomniałem o drakkarze. Można go modyfikować pod względem wizualnym, ale jakoś nie skupiałem się na tym. Przez całą grę u mnie wyglądał tak samo jak na początku i nie było mi jakoś z tym źle.. Ważniejsze jest to, do czego go wykorzystujemy. Chodzi o najazdy na opactwa. Nie byłaby to historia wikinga, gdyby nie ten element. W jakim celu? Dla surowców, które są potrzebne, żeby rozwijać swoją wioskę. Mimo, że ten fragment rozgrywki wygląda naprawdę epicko, wywołuje efekt WOW tylko przy pierwszych trzech, czterech rajdach. Potem wkrada się monotonia. Niestety…

Błędy są, ale i tak jest dobrze

Nie ma gier idealnych i tak jest też w tym przypadku. Valhalla boryka się z błędami, które prawdopodobnie później będą łatane aktualizacjami, ale trzeba o tym wspomnieć. Pierwsze co mnie kłuje w oczy, to płynność animacji. W trakcie rozmowy z NPC wygląda to tak jak w Odyssey, ale w cutscenkach już działa płynniej, podobnie jak w Origins. Ciężko się do tego przyzwyczaić. Pomijam fakt spadków klatek, czy błędów, które uniemożliwiają ukończenie zadania i zmuszają do restartu gry. Najbardziej boli fakt długich ekranów ładowania, chociaż to jeszcze można zwalić na brak dysku SSD. Podejrzewam, że na PS5 nie byłoby to aż tak odczuwalne. Przez cały ten czas grałem jako TEN Eivor, a niektóre postacie zwracały się do mnie jakbym był kobietą. Ciężko mi powiedzieć, czy to błąd w naszych rodzimym tłumaczeniu, czy w samej grze.

Assassin's Creed: Valhalla
Assassin’s Creed Valhalla / Klękaj człeku, przed mym obliczem

Mimo tych niedogodności gra kupiła mnie grafiką, muzyką i drobnymi detalami.

Świat wygląda naprawdę pięknie, kolorowo. Widoki cieszą oko. Nie raz i nie dwa, zapatrzyłem się na pejzaż z jakiegoś wzgórza. Co do soundtracku, to moim zdaniem jeden z lepszych jeśli chodzi o tę serię. Klimatyczny, idealnie pasujący do wikingów i średniowiecza z końcówki IX wieku. Po prostu kawał świetnie wykonanej roboty. A jeśli chodzi o detale to będzie krótko. To co zapadło mi w pamięć, to reakcja bohatera na temperaturę. W mroźnej Norwegii, po zdjęciu całego ekwipunku, Eivor trząsł się z zimna. Z kolei pływając w zimnej wodzie, zadawała ona obrażenia. W każdej też chwili możemy nałożyć lub zdjąć kaptur, czy użyć rogu, który niestety nie wywołuje lawiny śnieżnej. Fajnym smaczkiem jest też wyłączenie widoku wyposażenia. Dzięki temu zachowujemy wszystkiego bonusy, ale biegamy z gołą klatą. Co w trakcie walki wygląda całkiem nieźle!

Jak mogę podsumować Assassin’s Creed Valhalla?

Jest to dobrze zrobiony Asasyn, rewelacyjny tytuł o wikingach. Jeśli mam być szczery, to jest to jedna z lepszych części. Śmiało mogę polecić, niezależnie czy jest się fanem serii czy panów o długich brodach dzierżących topory (nie chodzi o drwali). Każdy znajdzie tu coś dla siebie mimo tej monotonności czy błędów. Tytuł wprowadza kilka nowości (w większości na plus) i zostawia to co było dobre, i się sprawdzało. Można bez problemu usiąść do tego tytułu na kwadrans lub całą noc.

Plusy

  • dużo lepsza fabuła niż w Odyssey
  • klimatyczny soundtrack
  • świetnie zaprojektowana walka
  • ukryte ostrze działa jak trzeba
  • rozbudowane drzewko umiejętności
  • nietypowy system levelowania
  • możliwość zmiany wyglądu głównego bohatera
  • najazdy!
  • drobne detale, które cieszą
  • można głaskać psy i koty
  • duża mapa z masą aktywności…

Minusy

  • … które po pewnym czasie nużą
    wieże – nadal
  • liczne błędy, które zmuszają czasami do ponownego uruchomienia gry
  • momentami występuje spadek klatek
  • czasami NPC zwracają się do postaci, jakby była kobietą, gdy gramy facetem
  • mikro-transakcje (nieagresywne, ale jednak)
  • zbyt długie ekrany ładowania
  • nie da się wywołać lawiny śnieżnej przy pomocy rogu. Buuu!

Recenzja powstała na podstawie wersji na PS4. Gra ufundowana z własnych środków.