Umarł król… Trochę żal, że starego BioWare już nie ma

0

Z wielkim, ogromnym żalem spieszę poinformować, że po 25 latach radosnej egzystencji, dziś, w dniu 4 grudnia 2020 roku, do Krainy Wiecznie Świeżych Pączków odszedł znany i lubiany Bioware. Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w dniu jutrzejszym, w całym, ale to całym Internecie. Wyschnięte i wydojone z ostatniej krzty kreatywności przez jakże ukochane przez wielu studio faktycznie dokonało żywota, a wyssane z krwi truchło legnie w zbiorowej mogile, wraz z pozostałymi ofiarami Electronic Arts (Tfu!).

I w sumie nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony, jestem obrażony na nich bardzo i jak sobie przypomnę co zrobili mojemu ukochanemu Mass Effectowi, to mnie nagła krew zalewa, ale z drugiej strony trochę żal. A co się tak naprawdę stało?

Dzisiaj, w ramach wpisu na blogu Bioware, poszła w świat informacja, że Casey Hudson (osobiście odpowiedzialny za zakończenie Mass Effect 3) oraz Mark Darrah (odpowiedzialny za Dragon Age) odeszli z firmy.

Obaj panowie, jak na taką sytuację przystało, wydali oświadczenia, w których nieprzyzwoicie dyplomatyczny sposób żegnają się z firmą, życząc, jak zwykle wszystkiego naj i w ogóle. Klasyka.

Ale co to oznacza dla nas? Całkiem sporo.

Po pierwsze – obaj panowie byli dosłownie ostatnimi ludźmi, którzy w BioWare reprezentowali tzw. „starą gwardię”. Obaj byli w firmie, kiedy powstawały takie hiciory jak Knights of the Old Republic, Jade Empire, Neverwinter Nights (z dodatkami) czy choćby, nie wiem… Baldur’s Gate II. Po porażkach, jakimi okazały się ostatnie tytuły, tak, na ciebie patrzę Anthem i Mass Effect: Andromeda było niemalże z górki, ale pojawiło się światełko w tunelu.

Podczas obchodów N7 Day, siódmego listopada, zapowiedziana zastała reedycja/remaster trylogii Mass Effect i z gracją upuszczonego z trzech metrów na żwir schabowego, plasnął news o nowej, lepszej części, kompletnie niezwiązanej z poprzednimi.

Mass Effect Legendary Edition
Mass Effect Legendary Edition / fot. BioWare

Teraz, jak chłopaków nie ma, to nie ma, w mojej opinii, szans, że nowe gry będą miały cokolwiek wspólnego z poprzednimi, jakże lubianymi przez wielu tytułami. A szkoda, bo obu panom talentu odebrać nijak nie można, choć Casey Hudson podpadł mi niemiłosiernie, stąd jego odejście budzi w niżej podpisanym nieco ambiwalentne uczucia.

Jak się sytuacja rozwinie będzie wiadomo dopiero za jakiś czas, bo zapowiedziana na wiosnę 2021 roku premiera remastera trylogii Mass Effect raczej się nie zmieni (chyba, że się opóźni), ale trochę żal, że starego BioWare już nie ma. A do tego, pod rządami EA (tfu!) nie spodziewam się niczego spektakularnego. Aż dziw bierze, że kasa zdarta z dzieciaków na kartach do Fify może zarżnąć kolejne studio. Niby silnik chodzi, ale za kierownicą już nikogo nie ma…