Pokazał się trailer. Teaser w sumie. Kilka nut w tle i podniósł łeb potwór nie widziany w sercu od bardzo, bardzo dawna. Nadzieja? Jedno jest pewne – nadciąga nowy Mass Effect. The Next Mass Effect.

Moje zdanie na temat Electronic Arts jest znane od wielu lat. I nie, nowy Mass Effect tego nie zmieni. To firma zła na wskroś, Żniwiarz, mordujący studia, dzięki którym udało się nam, graczom, poznać jedne z najfajniejszych uniwersów. Mass Effecta, moją ukochaną serię gier też utłukli. I teraz, teraz mają czelność, człowiekowi nadzieję robić? Skandal.

Przyznam, że to trochę smutne, że po bądź co bądź gigancie jakim jest EA, dawno przestałem spodziewać się czegokolwiek dobrego, ale jak sobie pościelili, tak gracze reagują. Teraz, gdy nie minął tydzień od kiedy Casey Hudson, człowiek odpowiedzialny za Mass Effecta w studiu BioWare odszedł, bez ceremonii i odrobiny wstydu, faktycznie pozostawiając los zarówno wersji remasterowanej, która ma pojawić się na wiosnę, jak i nowej, niedawno, bo w listopadzie zapowiedzianej części w nieznanych nikomu rękach, pojawia się teaser. A co w nim?

Sporo i niewiele. Na początek przelot przez galaktykę, nawet dwie, więc nie jest wykluczone, że wątki z oryginalnej trylogii i z Andromedy, której EA stanowczo za szybko odpięło respirator, zostaną w jakiś sposób połączone. Widać rozwalone Przekaźniki Masy, wrak na wraku się od resztek odbija. No nie jest różowo. Wojna ze Żniwiarzami przyniosła dość ofiar, by ślady po tej nierównej walce pozostały na bardzo długo. Mały statek, ewidentnie transportowy ląduje na planecie. Chwilę później widać tajemniczą postać, wspinającą się po truchle Żniwiarza. W tle równie wielki zwłok drugiego. Wszystko wskazuje na to, że zakończenie Mass Effect 3, to kanoniczne, to opcja zniszczenia. (Nie, nie ratuje to fatalnego zakończenia trylogii ani trochę, ale przynajmniej kolorki się zgadzają).

Tajemnicza postać pochyla się, podnosi fragment hełmu, z zausznikiem i symbolem, który reprezentował sobą coś wielkiego. N7. Postać prostuje się, kształtny niebieski nosek wystaje spod kaptura. Asari. Przecież. Zmiana ujęcia, widać statek i stojące w jego pobliżu trzy postacie. Celowo rozmazane, ale widać, że jedna z nich to Salarianin, druga, bezsprzecznie Kroganin, bo tej trzymetrowej, ropuszej sylwetki z niczym się nie da pomylić. Trzecia może być zarówno człowiekiem, Asari, albo Quarianinem, ciężko zgadnąć.

Nasza tajemnicza postać wstaje i w promieniach słońca, na szalenie kształtnym, niebieskim nosku widzimy piegi… Nie, to niemożliwe. Spod kaptura wyłania się uśmiechnięta, znajoma postać. Liara. Liara T’Soni.

Jak na razie nie wiadomo nic ponad to, co w filmiku, ale niech ich drzwi ścisną – zagrali na uczuciach. Koncertowo. Tak jak wspominałem na początku, nie spodziewam się wiele po EA, ale tutaj temat będę śledził bardzo dokładnie. A do tego czasu? Keelah Se’lai.