Rok 2020 rządził się własnymi prawami. Pandemia, płonące lasy w Australii, wybuch w Bejrucie, Maryla w Sylwestra… No trochę tego było. W świecie gier nie było inaczej: zapowiedzi nowych tytułów, czy remake’ów starych, premiery mocno wyczekiwanych produkcji, czy też niewypały (zwane też gniotami). Zapytacie jakie? Problem z dostępnością PS5, Cyberpunk 2077 (szczególnie w wersji na konsole), denuvo w Doom Eternal, ale mimo tych kilku skaz i tak znalazły się krystalicznie czyste perły. Nasze gry roku 2020. O tym opowiem ja, jak i reszta redakcyjnej braci. Aaaa i jeszcze jedno, wymienione w tekście gry są w kolejności losowej.

Nasze gry roku 2020, tytułem wstępu:

Trafienie w ostatnich kilku, bądź kilkunastu latach gry, która nie należy do już istniejącej marki jest dość ciężkie. Sequele, prequele na lewo i prawo. Jest tego trochę. Jako, że konsol nie posiadam, przynajmniej tych, które nie są wprowadzone do kategorii retro wieki temu, skupię się raczej na PC. Tytuły, które uważam za najlepsze mam dwa. – Adam

Moja topka najlepszych gier tego roku jest dość przeciętna. Na swoją obronę mam dwa argumenty. Po pierwsze: duże zmiany w życiu nie pozwoliły mi ograć wszystkiego, co chcę, więc lista będzie dość krótka. Po drugie: Brak konsoli nie pozwolił mi ograć Ghost of Tsushima, a pewnie to byłoby moją grą roku. Zamiast tego wskażę moich faworytów w trzech kategoriach: Gra niezależna, gra mobilna, gra wysokobudżetowa. – Bartek

Muszę się do czegoś przyznać – jestem ograniczonym graczem. W sensie, swój wybór muszę zawęzić do dwóch platform: peceta i Nintendo Switch, bo tylko na nich w ostatnim czasie pogrywałem. Dlaczego akurat tak? Sprawa jest prosta. Innych konsol nie mam na stanie (choć bielutka S’ka chodziła mi po głowie), więc sporą głupotą byłoby wskazywanie najlepszej gry z takiego Xboxa czy PlayStation. W ostatnich miesiącach udało się też trochę zmodernizować stacjonarkę. Skoro wskoczył do niej między innymi RTX, to trzeba było sprawdzić jak sobie radzi z kilkoma tytułami, które do tej pory obijały się o granicę płynnego klatkarzu. – Krzysiek

Cyberpunk 2077

Jeśli chodzi o najnowszą grę od polskiego studia CD Projekt Red, to wzbudza ona mieszane uczucia. Z racji, że ja miałem tą wątpliwą przyjemność ogrywać ten tytuł na konsoli Sony, nie mam najlepszego zdania o niej. Dlatego też przekażę głos innym!

Recenzję Cyberpunka od Adama mogliście już przeczytać. Jak już mówiłem wcześniej, życie prywatne zweryfikowało chęć ogrania innych tytułów AAA jak Doom Eternal czy Assassin’s Creed Valhalla. Dodatkowo, przełożone premiery takich tytułów jak Bloodlines 2, Skull & Bones czy No More Heroes 3, znacznie skurczyło pretendentów do nagrody. Najgorszym jest dla mnie fakt, że Cyberpunk jest tylko grą bardzo dobrą. Nie ma w sobie tego pierwiastka niesamowitości, który w poprzednich latach zapewniał nagrody dla Legend of Zelda, God of War, czy Sekiro. Nie zrozumcie mnie źle: Cyberpunk to nadal najlepsza gra, w jaką grałem w tym roku. Problem jest w tym że często zadawałem sobie pytanie, dlaczego jest tak a nie inaczej. Czy to aktywności poboczne, system craftingu lub taka błahostka jak model jazdy. Szkoda tylko, że biorąc pod uwagę gry na PC poprzeczka dla tej kategorii w tym roku wisiała dość nisko. – Bartek

Długo zastanawiałem się czy w ogóle brać Cyberpunka pod uwagę, bo wiele osób twierdzi, że gra w 2020 roku ogóle nie powinna się pojawić, a hajpowa bańka była napełniona tak, że bardziej już się nie dało. Ja jednak oceniam taki produkt jaki kupiłem i na jakiej platformie go uruchomiłem. Dla ścisłości, był to Cyberpunk 2077 w wersji 1.06 uruchomiony na pececie z kartą RTX 2060 Super. I wiecie co? Biorąc pod uwagę wszelkie za i przeciw, dla mnie to rzeczywiście najlepsza gra 2020 roku (a długo walczyła o to z Upadłym Zakonem). Starałem się wywalić z głowy wszelkie negatywne aspekty, na które trafiłem w sieci i skupić się tylko na tym co mi daje gra, tu i teraz. Według mnie na pozytywną ocenę miało wpływ to, że gra działała u mnie zaskakująco dobrze, a błędy, które się pojawiały należały raczej do tych „zabawnych” niż takich, które w jakimkolwiek stopniu utrudniałyby rozgrywkę. Wciągnęła mnie fabuła, powaliła oprawa wizualna, dosłownie wszystkiego od śmieci na ulicy po wieżowce, ale prawdziwym „strzałem w miętkie” było samo Night City. Jego budowa, ogrom, różnorodność czy wizja miasta zniszczonego przyszłością. Najlepszym przykładem jest to, że po mieście przemieszczam się na piechotę, nawet jak do misji jest kilka kilometrów, rozglądając się na lewo i prawo, podziwiając co się tam dzieje. Według mnie, dawno nie było takiej gry i długo nie będzie, a to co mają polepić to na pewno polepią (przecież Wieśka do tej pory łatają). – Krzysiek

Cyberpunk 2077
Cyberpunk 2077

DOOM Eternal

Serię DOOM kojarzę z dwóch rzeczy. Pierwsza to film z 2005 roku. Swoją drogą lepszy niż ekranizacje gier Uwe Bolla, ale nadal nie jest to jakieś górnolotne kino. Druga rzecz to gra z 2016 roku, która kupiła mnie mięsistą rozgrywką i genialnym soundtrackiem. Spodobał mi się ten tytuł, ale nie wystarczająco, żeby zostać fanem marki i wyczekiwać na kontynuację o podtytule Eternal. Na szczęście w tej sprawie, mamy kogoś innego! Dlaczego ta gra zasługuje na tytuł gry roku?

Doom Eternal. Tutaj nie ma co dyskutować. Fabularny miód na moje stetryczałe serduszko. Graficzna uczta, szybki, krwisty, jak porządny stek, gameplay, no i ta muzyka… Peany na część Dooma mogę wznosić cały dzień, ale nie o to tutaj chodzi. Najlepsze co, moim oczywiście zdaniem, poprawili w porównaniu z wersją z 2016 roku, to tempo rozgrywki. Jest szybciej, sprawniej, lepiej. Dołożyć do tego system checkpointów i możliwość szybkiego przemieszczania się miedzy nimi, bez potrzeby przechodzenia poziomu od nowa, to fantastyczne usprawnienie rozgrywki. No i fabuła. Rozwinięcie wątków tak dobre, że nie rzutuje w żaden negatywny sposób na poprzednie części. No poezja. A te easter eggi? No i najważniejsze. Doom Eternal nie trzyma nikogo za rączkę. Nawet raz. Rip and tear! – Adam

DOOM Eternal
DOOM Eternal / fot. Steam

Half-Life: Alyx

Wielkim fanem serii Half-Life nie jestem. Wiem, że masa ludzi czeka na kontynuacje od bardzo dawna. Mnie niestety jakoś ten hype na to ominął. Może dlatego, że w czasach panowania drugiej części ja zagrywałem się w RTS-y i RPG-i. Jeśli chodzi o Alyx to jest to produkacja VR, którymi jakoś bardzo się nie interesuje. Możliwe, że przez brak gogli do wirtualnej rzeczywistości. Ciężko powiedzieć. Dlaczego ta gra zasługuje na tytuł gry roku?

Half-Life: Alyx – się Valve postarał. Poważnie. Seria, która po 13 latach i mnóstwie memów została powszechnie uznana za martwą dostała nową odsłonę. Nie numerowaną, ale nie ma to większego znaczenia. Ta gra, mnie osobiście wywaliła z butów z kilku powodów. Po pierwsze, jak to „haflajfy” miały w zwyczaju, dość mocno podniosło poprzeczkę, jeśli chodzi o sposób opowiadania fabuły. Okazuje się, że można świetnie poprowadzić historię, z wykorzystaniem VR, bez uciekania się do sztuczek, które stosowane były przez twórców gier od kiedy w zasadzie jakiś sensowny VR powstał. Nie tylko udało się wpleść momenty, przez które można doznać ekspresowej ewakuacji jelit ze strachu, ale i momenty, gdzie faktycznie trzeba się nakombinować, ba, czasem nawet wzruszyć. Szacun, bo niewielu producentom się to udało. Po drugie, po raz kolejny odnosząc się do fabuły, udało się, dzięki Half Life: Alyx zamieszać, w przyznajmy, mocno zatęchłej już, historii Half Life. Ej, z tego musi się wykluć trójka. Czego ja mogę chcieć więcej? – Adam

Hades

Hades to tytuł, który chcę ograć i to z wielką chęcią. Niestety wolałbym to uczynić na swoim wysłużonym PS4, niż Switchu, ale chyba nie zapowiada się, żeby coś w tej kwestii uległo zmianie. A szkoda… Dlaczego ta gra zasługuje na tytuł gry roku?

Bez zaskoczenia dla mnie. Na wizytę gier od Supergiant można zawsze liczyć w tej kategorii. Wyborna grafika, udana warstwa fabularna, gameplay który wciąga nawet -dziesiąt godzin po ukończeniu. Jeden z niewielu tytułów, który wciągnął mnie od pierwszych minut i nie puszcza. – Bartek

Pokemon GO

Pokemon GO to tytuł, który jest z nami od dawna. Nawet w dobie pandemii umiał się dostosować i to całkiem nieźle. Dlaczego zasługuje na tytuł gry roku?

Zanim zacznie się „Ale ta gra wyszła lata temu! Dlaczego miałaby otrzymać tę nagrodę?!” wytłumaczę, że dlatego, że niektóre gry znacznie się zmieniają po premierze, i wcale nie mam na myśli łatanie błędów i dodawanie kosmetycznych DLC. A mobilna wersja Pokemonów bardzo się zmieniła od premiery. Po zeszłorocznym, nędznym Sword/Shield okazuje się, że AR-owa gra od Niantic to lepsze Pokemony niż Pokemony od oryginalnych twórców. Poza tym, przy zachowaniu środków ostrożności w związku z pandemią, walka w okolicznych Pokemon Gymach z przeciwną drużyna sprawiała, że miasto wydawało się choć trochę bardziej żywe… – Bartek

Mario Kart Live: Home Circuit

Swojego Switcha zakupiłem z myślą o trzech markach: Zelda, Pokemon i Mario. W zeszłym roku były nowe Pokemony, w tym roku trochę tytułów Mario. Dlaczego akurat ten zasługuje na tytuł gry roku?

Może jesteście mocno zaskoczeni, ale tak – Mario Kart Live: Home Circuit jest dla mnie switchową grą roku 2020 roku. Koniec, kropka. Jest to rozwinięcie tego co nintendowcy znają z klasycznego Mario Karta, ale rozwinięcie na tyle nietuzinkowe, oryginalne i zaskakujące, że aż nierealne. Bo wiecie, ktoś sobie kiedyś pomyślał, co by było gdyby można było wziąć wyścigówkę, zrobić sobie tor w pokoju i się pościgać. A Nintendo nie tylko tak pomyślało, a też to zrobiło i dla mnie jest jedyną firmą, która była w stanie to zrobić. Na początku byłem sceptycznie nastawiony do tego, jak to w ogóle będzie działało, ale okazało się, pomysł jest niezwykle udany i działa to tak jak byśmy sobie to wyobrażali. Wystarczy dosłownie jeden wyścig i zerknięcie na popylający go-kart po salonie, by od razu mieć banana od ucha do ucha. – Krzysiek

Mario Kart Live: Home Circuit
Mario Kart Live: Home Circuit / fot. Nintendo

Ghost of Tsushima

Zdecydowanie najlepsza gra wśród tegorocznych eksów na PlayStation. Pamiętam zapowiedź z targów E3 z 2017 roku. Wyczekiwałem na premierę z wypiekami na twarzy, a gdy przełożone premierę (co prawda o miesiąc, ze względu na The Last of Us Part II) to poczułem pewne obawy, które rozwiały się po kilkunastu pierwszy minutach gry.

Niektórzy, mogą się ze mną nie zgodzić, że lepszy był remake Final Fantasy VII, czy wspomniane już The Last of Us Part II. Tylko należy pamiętać, że każdy ma inne gusta, a co do siódmej części Final Fantasy nie jest to przecież nowa gra, a odświeżona wersja. Co do The Last of Us to cóż… Nigdy jakoś nie byłe wielkim fanem tej serii. Od Naughty Dog wole jednak Uncharted, Crasha i Jaka & Daxtera.

Wracają do Ducha Cuszimy. Dlaczego uważam, że zasługuje na tytuł gry roku? Po pierwsze: setting – Feudalna Japonia. Prywatnie jest to mój ulubiony motyw jeśli chodzi o gry, ale Chiny z okresu Trzech Królestw też byłyby spoko. A gier w tych klimatach wbrew pozorom, nie mamy za wiele. Szczególnie jeśli chodzi o produkcje AAA. Po drugie: jesteśmy samurajem! Mamy katanę, możemy się pojedynkować (co wygląda naprawdę rewelacyjnie) lub zacząć działać z ukrycia i okryć się hańbą (protoplasta shinobi?). Po trzecie: główny bohater i historia. Jin Sakai, bo tak nazywa się nasz protagonista, przechodzi wewnętrzną przemianę. Zaczyna powoli rozumieć, że honor i otwarta walka nie mają żadnego znaczenia dla Mongołów i tylko działając z ukrycia lub przy pomocy podstępu, uda mu się uratować swoją ukochaną ojczyznę. Szczerze mówiąc, często się okazuje, że takie rozwiązanie jest najlepsze.

Ghost of Tsushima
Ghost of Tsushima / fot. PlayStation Store

Po czwarte i ostatnie: japoński dubbing. Z reguły zawsze wybieram polskie głosy, bo tak jest najłatwiej się skupić. Ja słucham, oni gadają. Przy Ghost of Tsushima było inaczej. Masa głosów w wersji japońskiej była mi znana ze względu na multum obejrzanych Anime, ale to głos głównego bohatera podobał mi się najbardziej. Dlaczego? Kazuya Nakai. Jest to ten sam seiyu co Roronoa Zoro – jeden z bohaterów One Piece. Swoją drogą jest to moja ulubiona postać! Poza tym, japońskie głosy były bardziej klimatyczne.

Genshin Impact

Kiedyś mówiono o klonach GTA, teraz chyba nadeszła pora na klony Zeldy. Może trochę wyolbrzymiam, ale tak można najłatwiej opisać Genshin Impact. W zeszłym roku pojawiła się też produkcja Ubisoftu, momentami bardzo przypominająca produkcję Nintendo – Immortals: Fenyx Rising.

W Genshinie mam spędzonych około 130 godzin. To prawie trzy razy więcej niż w Legend of Zelda: Breath of the Wild. A i tak nie mam zrobionego wszystkiego co gra oferuje. A możecie mi wierzyć, że jest to naprawdę bardzo duuuuużo.

Ale dlaczego uważam, że gra zasługuje na tytuł gry roku? Po pierwsze jest to naprawdę rewelacyjny tytuł. Mamy otwarty świat, możemy iść gdzie chcemy, możemy walczyć, ulepszać bronie, gotować, wspinać się, szybować, podpalać… No praktycznie wszystko co nam przyjdzie do głowy. Jest masa questów pobocznych, czy takich poświęconych konkretnym postaciom, a także zagadek środowiskowych – nie zawsze są oczywiste. Po drugie: jest to pierwszy taki tytuł dostępny kompletnie za darmo, a z reguły tytuły free2play nie kojarzą się nam dobrze. Tu jest inaczej. Mamy rozbudowany i dość ciekawy główny wątek, masę pobocznych aktywności, śliczną bajkową grafikę. No po prostu grzech nie zagrać!

Genshin Impact
Genshin Impact

No i po trzecie, a także ostatnie: gra cały czas jest rozwijana. Otrzymuje regularnie update’y, nowe zawartości, kontynuacje głównego wątku, nowe postacie, bronie, questy… No po prostu wszystko! Wiele osób zarzuca niemiłosierny grind, którego w cale nie odczułem. Nie oszukujmy się, gra jest darmowa i zarobić na siebie jakoś musi, więc nie wszystko jest łatwe w zdobyciu, ale hej! W końcu to co sami wypracujemy sprawia większą satysfakcję niż jak pójdziemy na skróty.

To są nasze gry roku 2020. Czy zgadzacie się z nimi? Jakie są wasze propozycje?