Ekspres Philips LatteGo EP4349/70 kupiłem pod koniec września 2020 roku i od tamtego czasu go używam. Od tamtej pory do chwili opublikowania tego tekstu minęły ponad cztery miesiące. Myślę, że to wystarczający czas, by napisać o nim coś więcej. Wcześniej wspomniałem o tym, dlaczego wybrałem akurat ten model. Teraz mogę napisać jak się sprawuje, co jest w nim fajnego, a co nie i czy wybrałbym go drugi raz.

Czy będzie to recenzja? Być może, choć traktowałbym to jako bardziej rozbudowaną opinię, zawierającą moje spostrzeżenia po kilku miesiącach użytkowania pierwszego ekspresu automatycznego. Zacznę od tego, że LatteGo EP4349/70 to nie jest najwyższy model z całej rodziny, a nad takim też się zastanawiałem. Nie wybrałem serii 5 z jednego powodu. Ilość dodatkowych funkcji nie była współmierna z różnicą w cenie jaką musiałbym do nich dopłacić. Kilkaset złotych więcej tylko po to, by mieć cztery, a nie dwa profile ustawień użytkownika (i tak z ekspresu korzystają dwie osoby) czy 12 kaw „z palca” zamiast 8. Możliwości i tak były znacznie wyższe niż to czego potrzebowałem, więc gdyby nie brak ekranu w trzeciej serii, pewnie i bym taką się zadowolił.

Philips LatteGo EP4349/70

LatteGo EP4349/70 wygląda bardzo nowocześnie i design to jeden z aspektów, który od razu polubiłem. Jest bardzo dobrze wykonany i spasowany, ma metalową podstawkę pod kubek (w najniższych seriach jest plastikowa), zajmuje relatywnie mało miejsca (waży ok. 8 kg), a obudowa  W przypadku tej serii ma bardzo przyjazny i czytelny sposób obsługi. Duże przyciski, wyraźne piktogramy no i wystarczająco duży wyświetlacz, który rzeczywiście się przydaje. Z początku myślałem, że będzie to tylko dodatek, ale znacznie lepiej korzysta się z ekspresu patrząc na różne nastawy funkcji na ekranie niż gdybym miał wybierać to samo tylko przyciskami. A wiem co mówię, bo moja mam też ma LatteGo, ale z EP2200. Przyciski reagują za każdym razem i towarzyszy im dźwięk „pikania”, więc wiemy co i jak wybraliśmy.

Pod względem obsługi nie mam kompletnie żadnych zastrzeżeń.

Philips LatteGo EP4349/70
Philips LatteGo EP4349/70

Ale obsługa to nie tylko panel z przyciskami dotykowymi. To też wszystkie inne czynności, by ostatecznie z dyszy poleciała kawa. I pod tym względem też jest dobrze. Kawę wsypujemy od góry i mamy tam specjalną pokrywkę z uszczelką, by ziarna kawy nam nie „wywietrzały” i zachowały świeżość nawet po kilku dniach od wsypania. Inżynierowie z Philipsa określili to jako Aroma seal, ale dla mnie to po prostu pojemnik z uszczelnieniem. Tutaj mała uwaga – trzeba uważać przy zamykaniu i dociskaniu pokrywy, by nie zadrzeć uszczelki. Mnie niestety raz się zdarzyło i zadarłem kawałek gumy. Fajne jest też to, że pojemnik na wodę jest po prawej stronie i wysuwamy go „do siebie”. Strasznie wygodne rozwiązanie i jak widać idealnie pasujące do miejsca, gdzie u mnie stoi ekspres. Wiem, że w systemach gdzie nie można wyjąć pojemnika, albo tam gdzie wlewa się wodę od góry, często można nie trafić i trochę pochlapać.

W środku pojemnika na wodę jest filtr AquaClean, który po około 4 miesiącach i ponad 200 kawach wskazuje 60%. Myślę, że spokojnie trzeba będzie go wymieniać raz na pół roku albo i nawet i rzadziej. Do tanich nie należy, bo oryginalna sztuka to koszt około 50 złotych, ale zawsze można skorzystać z zamienników, które są nawet o połowę tańsze. Wymiana jest w zasadzie „plug and play” i zajmuje góra dwie minuty razem z przepłukaniem pojemnika.

No dobra, ale co z tą kawą?

Każdy kto napił się kawy zrobionej przez ten ekspres mówił, że kawa jest bardzo dobra i pyszna. Nie wiem czy naprawdę smakowała czy po prostu mówiono tak z grzeczności, ale coś w tym jest i mam na to niezbite dowody. Raz, że kubki po chwili były puste, a dwa -mnie też smakuje. Wiadomo, wiele zależy też od kawy, ale myślę, że gdyby ekspres robił coś źle, to od razu byłoby to „czuć w kubku”. Ja do tej pory korzystałem z kawy Art Coffee Crema 100-procentowej Arabica z regionu Chanchamayo (Peru) i kilku tak zwanych kaw „prezentowych”, na próbę.

Philips LatteGo EP4349/70
Philips LatteGo EP4349/70

Pierwszą kawę jesteśmy w stanie przygotować po około 50 sekundach od włączenia ekspresu. Tyle czasu potrzebuje Philips LatteGo EP4349/70 na podgrzanie i przepłukanie. W przypadku niemal każdego rodzaju kawy możemy wybrać jej intensywność/moc (ilość zmielonej kawy), a także proporcje – ile ml ma być kawy, ile mleka czy wody. No i są też profile, gdzie zapisujemy własne ustawienia. Pod podajnikiem zmieścimy filiżankę lub kubek o wysokości od 8,5 do 14,5 cm. Ekspres przy każdym włączeniu i wyłączeniu (jeśli nie następują zaraz po sobie) przeprowadza płukanie.

System LatteGo to dopiero sztos!

Spieniacz do mleka i system LatteGo to coś dla czego w ogóle kupuje się ten ekspres. Dobrze to sobie wymyślili, bo łatwo się go używa i przede wszystkim łatwo czyści. Nie ma skomplikowanych elementów, pojemnik można super szybko przyczepić i odczepić od ekspresu. Spienia mleko tak dobrze, że na piance można położyć łyżeczkę i tak będzie się na niej trzymać. Jedyny minus jest taki, że po kilku myciach zauważyłem mikro-pęknięcia na pojemniku w okolicy okrągłego zagłębienia. Nie wiem czy to jednostkowy przypadek, ale jeśli taka wada będzie się pogłębiać to na pewno zgłoszę ten element na gwarancję (koszt nowego pojemnika to około 200-260 złotych).

Philips LatteGo EP4349/70
Philips LatteGo EP4349/70

Jak wyglądają u mnie „kawowe statystyki”? Najczęściej korzystałem z Cappuccino i zwykłej czarnej kawy (do której i tak później dolewałem trochę mleka). Na obecną chwilę przebieg ekspresu to 6x Espresso, 48x Kawa, 10x Americano, 129x Cappuccino, 4x Latte Macchiato i jeszcze kilka pozostałych. Włącznie z samym spienionym mlekiem i gorącą wodą, bo takie opcje też są. Na upartego herbatę też można zaparzyć. Można też do niego wsypać kawę mieloną, ale nigdy tego nie robiłem.

Do tej pory trafiłem na trzy rzeczy, które mi w jakiś tam sposób przeszkadzają.

Pierwsza, to rzeczywiście ekspres mógłby być bardziej cichy. Według moich pomiarów głośność podczas płukania czy robienia kawy dochodzi do około 68 dB. Nie wiem jak inne sobie pod tym kątem radzą, nie mam porównania, ale podejrzewam, że te, które mają ciśnienie w okolicy 15 barów, działają podobnie. Druga, to komunikat o konieczności dolania wody i bez przykładu tutaj się nie obędzie. Chodzi o to, że ten komunikat jest w stanie pojawić się w najbardziej idiotycznym momencie. Robicie kawę, idzie sobie pasek postępu, kawa się leje do kubka i nagle komunikat – Dolej wody. Wiecie, że ekspres ma opcję kontynuowania, więc dolewacie wody, klikacie na wznowienie i… kawa gotowa. Nic nie dolewa, ale czasami jest tak, że dosłownie skapną jeszcze dwie kropelki, bo proces (przed dolaniem wody) był ukończony w 99,9%. Dziwne to.

Philips LatteGo EP4349/70
Philips LatteGo EP4349/70

I jest jeszcze coś. Zauważyłem, że w pojemniku na kawę może zbierać się pleśń, ale wiem też z czego to wynika. Pojemnik na fusy opróżniam dopiero wtedy, gdy pojawi się komunikat. Przy dwóch kawach dziennie, robię to średnio raz na tydzień. Pewnie problemu by nie było gdyby ekspres miał większy „przemiał”.

Philips LatteGo EP4349/70 – czy polecam?

Jak najbardziej tak. Ekspres świetnie się prezentuje, bardzo wygodnie się go obsługuje i ma wszystkie funkcje, które profesjonalny ekspres powinien mieć. Robi to co do niego należy, a skoro kawa wychodzi smaczna, to robi to dobrze. Warto go też pochwalić za najwygodniejszy system do spieniania mleka. Doszukałem się kilku rzeczy, które mi trochę przeszkadzają, ale bardziej rozpatruje to w kategorii pewnych niedogodności niż twardych wad, które go przekreślają.

Ekspres jest też rozsądnie wyceniony. Ja zapłaciłem za niego 2599 złotych, bo trafiłem na promocje, gdzie był o stówkę przeceniony, a sklep zapłacił za mnie jeszcze dwie raty. Czyli finalnie wyszło niecałe 2400 złotych.

W artykule pojawił się link w ramach kampanii Ceneo.