Nie będę ukrywał mojego zadowolenia do tegorocznych ofert PlayStation Plus. Sony nas po prostu rozpieszcza. W styczniu dostaliśmy GreedFall i Shadow of the Tomb Raider, a z kolei w lutym Concrete Genie i Control. Wszystkie te tytuły były swego czasu głośne i kosztowne. To co Sony dało w marcu sprawiło, że zapiszczałem jak mała dziewczynka. Czy słusznie?

Final Fantasy VII Remake

Zacznę z grubej rury, że się tak wyrażę. Moim zdaniem jedna z najpiękniejszych gier 2020 roku i raczej nikomu jej przedstawiać nie trzeba. Oryginał był wydany pierwotnie na pierwszą konsolę Sony w 1997 roku. Dzisiaj w remaster można zagrać na praktycznie każdym sprzęcie: od PC, po Switcha, przez XONE i PS4, na smartfonach kończąc. Z remake’iem sprawa ma się trochę inaczej. Pomijam fakt, że jest ekskluzywem na konsole Sony. O ile remaster jest jeden do jednego z oryginałem, to najnowsza edycja jest kompletnym przerobieniem gry. Mamy nową grafikę, nową mechanikę, ale starą historię. Z tym ostatnim całe szczęście, chociaż też nie do końca. Pewne zmiany zostały jednak dokonane.

Final Fantasy VII Remake / fot. PlayStation Store

Nie każdy pewnie wie, że Final Fantasy VII Remake nie zawiera w sobie całej historii oryginału. O nie, to byłoby zbyt piękne i zbyt dużo GB danych by zajmowało. Otóż Square-Enix wymyśliło sobie, że podzieli ten tytuł na części. Na ile? Sami tego jeszcze nie wiedzą, ale chodzą słuchy, że trylogia nie wystarczy. Szczerze mówiąc to mam nadzieję, że zrobią po prostu dobrą kontynuacje. Oryginału nie ogrywałem (jeszcze!), ale w remake’u się zakochałem. Ach te oczy Aerith!

Remnant from the Ashes

Też dość ciekawa pozycja w marcowej ofercie, ale nie ucieszyła mnie aż tak bardzo. Dlaczego? Bo kupiłem jakiś czas wcześniej na fajnej przecenie. Chociaż gdyby nie to, moja radość byłaby ogromna. Co do samej gry, to jest to akcyjniak z perspektywą z trzeciej osoby, z elementami RPG. Najfajniejsza część to klimaty (bardziej lub mnie widoczne) postapo, które bardzo lubię. Mamy też proceduralnie generowane „lochy”, zupełnie jak w Diablo. I w sumie to tyle. Tworzymy postać, levelujemy, robimy questy… Standardowe RPG.

Remnant from the Ashes / fot. PlayStation Store

Farpoint

Kosmiczny FPS nie dla wszystkich. Dlaczego zapytacie? A no nie każdy ma VR, lub ma chęć wydawać nie małą kasę na ten sprzęt. Tak, Farpoint to tytuł, do którego wymagane są gogle VR od Sony. Niestety, bo podobno gra jest zacna, ale… nie masz okularów, nie pograsz.

Farpoint / fot. PlayStation Store

Osobiście uważam takie rozwiązanie za po prostu głupie, bo ograniczają ilość odbiorców do tych, co zakupili dodatkowy sprzęt. Nie zrozumcie mnie źle, VR to fajna sprawa, ale nie powinno być elementem wymaganym do zabawy w jakikolwiek tytuł. Po za tym jeśli chodzi o bibliotekę gier w wirtualnej rzeczywistości, to jest ona tak zachęcająca jak kanon lektur szkolnych. Niby spoko, ale i bez tego da się przeżyć.

Maquette

Tytuł dostępny w abonamencie, jedynie dla posiadaczy PS5. Dziwne jest to podejście, ale cóż… Do biblioteki można i tak dodać, więc chociaż tyle dobrego.

Maquette / fot. PlayStation Store

Maquette to gra logiczna z perspektywy pierwszej osoby, która opowiada miłosną historię, pewnej młodej pary. Kompletnie nie moje klimaty, więc prawdopodobnie nigdy w to nie zagram, ale kto wie? Może moje podejście się kiedyś zmieni.

Przy okazji przypomnę, że tytuł z lutego – Destruction AllStars na PS5 – nadal jest dostępny w ramach abonamentu. Pierwsze trzy miesiące PS+ były mocne. Nie mogę się doczekać co będzie w kwietniu!