Przez moje ręce przewinęło się już mnóstwo słuchawek, które – przynajmniej w teorii – są stworzone z myślą o graczach. Pecetowych, konsolowych, mobilnych, po prostu – wszystkich. Z tytułowymi Xtrfy H2 spędziłem kilka miesięcy i można stwierdzić, że wiem o nich wszystko. Jak ich używałem i czy polecam?

Z marką Xtrfy już się spotkałem przy okazji testowania myszy Xtrfy M4 RGB. I nachwalić się jej nie mogłem. Wygodna i lekka, z dobrym sensorem, „podziurkowaną” obudową i klasycznym układem przycisków, a do tego ładnie, przemyślane podświetlona. Słuchawki Xtrfy H2 może podświetlenia nie mają (i dobrze!), ale reprezentują podobny poziom wykonania. No może z małym wyjątkiem.

Przy słuchawkach Xtrfy H2 muszę osobno poruszyć dwie kwestie.

To jak są wykonane i to jak wyglądają. Dlaczego akurat tak? Chodzi o to, że widać tutaj spore podobieństwo do takich modeli jak Kingston HyperX Cloud II czy testowych nie tak dawno temu DUTZO Odio 7. Nie mnie oceniać kto tu od kogo i dlaczego, ale widać, że jest dostępna jakaś jedna konstrukcja, z której korzystają „wszyscy”, zmieniając co nieco i dodając coś od siebie. Mamy zatem duże, jajowate nauszniki połączone metalowym pałąkiem, który w górnej części ma bardzo miękki i skóropodobny materiał. W przypadku testowanych słuchawek obszyty seledynową nicią. To jest jeden z tych elementów, który się zmienia między wspomnianymi wcześniej modelami.

Jakość wykonania stoi na bardzo wysokim poziomie, ale drażni mnie jedna rzecz.

Metalowe pałąki to już raczej standard w słuchawkach za więcej niż zestaw dobrych burgerów dla powiedzmy czteroosobowej rodziny. Pod względem materiałów jest w porządku, ale to jak to wszystko jest ze sobą połączone to niestety pozostawia wiele do życzenia. Szczególnie wnerwia mnie to, że słuchawki skrzypią i trzeszczą, gdy rozszerza się nauszniki, np. podczas zakładania ich na głowę. Straszne jest to irytujące, szczególnie gdy słuchawek używa się podczas nagrywania. Nie powinno tak być, tym bardziej w słuchawkach wycenianych na oficjalnej stronie na 99 euro.

Xtrfy H2
Xtrfy H2

Więcej zastrzeżeń do wykonania nie mam. Powiem nawet więcej, bardzo szanuję nauszniki od wewnętrznej strony, bo mamy tam mięciutką, materiałową i przede wszystkim przewiewną gąbkę. A to jest niezwykle ważne, gdy chcemy siedzieć ze słuchawkami na głowie przez dłuższy czas. Niezależnie czy gramy, słuchamy muzyki czy nagrywamy podcast. Nie czułem też dyskomfortu czy ucisku na głowie, więc pod tym względem jest bardzo dobrze. Rozszerzając maksymalnie słuchawki mamy jakieś 17 cm między nausznikami. Jeśli jednak oczekujecie pełnego odcięcia od otoczenia to nie znajdziecie tego tutaj. Pod tym względem lepiej radzą sobie choćby testowane kiedyś Logitech G Pro X, ale umówmy się, to jest już klasa wyższa.

Zielonkawy kolor przeplata się z kolorem czarnym też na przewodzie, który wychodzi z lewego nausznika. Jak na złość ma tylko 110 cm długości i w mojej ocenie jest zbyt krótki. Brakuje mu jakichś 30-40 centymetrów pod warunkiem, że podłączamy słuchawki do portów z przodu obudowy. Ja tak mam i niestety przewód dynda sobie i czasami przeszkadza. Jeśli mamy tylko opcję podłączenia z tyłu stacjonarki to trzeba skorzystać z przedłużki, która na szczęście jest w zestawie. Oprócz niej jest też rozdzielać na dwa „dżeki”, czyli osobno dla dźwięku i mikrofonu. Mam małe „ale” do pilota na przewodzie, który jest za duży. Mamy na nim dwa pokrętła do głośności mikrofonu i dźwięku oraz przycisk do wyciszania mikrofonu. A skoro o nim mowa to jest wystarczająco elastyczny i doczepiamy go do lewego nausznika.

Xtrfy H2
Xtrfy H2

Xtrfy H2 używałem przede wszystkich w trakcie nagrywania podcastu Dwóch po dwóch, co pewnie mogliście zauważyć w jednym z odcinków wideo. Jak wspomniałem, wygodne są strasznie i w typowo streamerskich scenariuszach na pewno się sprawdzą. W grach również. Testowo wypróbowałem je w Cyberpunku 2077, Shadow of the Tomb Raider i Star Wars: Upadły Zakon. Grało się dobrze, uszy się nie pociły, wszystko było słychać wyraźnie i czysto, ale nie poczułem nic więcej poza zadowalającą jakością dźwięku. Nic wybitnego, niezależenie od tego ilu profesjonalnych graczy dorzuciło swoje pięć groszy mając je na głowie. Podobno H2 są zoptymalizowane pod e-sport, ale tutaj podobnie, nic mi nie dygnęło, a serce nie zaczęło szybciej bić.

Mimo kilku niedociągnięć konstrukcyjnych i tak lubię ich używać.

Zaskoczę was, ale polubiłem te słuchawki głównie przez ich wygodną budowę. Bez problemów mogłem ich używać przez 2-3 godziny bez przerwy i w żadnym stopniu nie okazały się uciążliwe. I jest to odskocznią od reguły, bo przeważnie pół godziny z innymi słuchawkami wystarczy, by pałąk uciskał mnie w czubek głowy. Dzieje się tak nawet z prywatnymi Sennheiserami, które mało nie kosztowały. Tutaj czegoś takiego nie było. Grają na tyle dobrze, by nie narzekać, ale też nie tak wybitnie, by wstawać i klaskać za każdym razem jak coś na nich odpalę.

Myślę, że werdykt jest jeden – siódemka w naszym Galaktykomierzu zasłużona! Za wygodę, zadowalające granie, kabelki w zestawie i materiałowe nauszniki. Gdyby tylko kosztowały mniej to pewnie ocena byłaby wyższa. A tak, za około 400 złotych można mieć coś lepszego.