Anime, książki i gry – to taki mój prywatny Trójkąt Bermudzki. Gdy zajmę się jednym z trzech, nie ma ze mną kontaktu. No może przesadzam, ale poważnie potrafię odciąć się od zewnętrznego świata. Zwłaszcza, jeśli fabuła jest ciekawa i porywająca. Czy tak będzie z nową wersją anime Król Szamanów? Czas pokaże!

„Szamanów Królem, Królem być.”

Cóż mogę rzec. Każdy na pewno kojarzy polski opening do Króla Szamanów. Jestem z tego pokolenia, które wie co to jest Fox Kids (już nieistniejące – później zmieniło nazwę na Jetix). Dla młodszych czytelników już wyjaśniam. Otóż w zamierzchłych czasach, gdy telefony miały małe ekraniki i masę przycisków służących za klawiaturę (co lepsze były z klapką!), a abonamenty na usługi streamingowe typu Netflix nie śniły się nawet największym fizjologom, oglądanie telewizji nie istniało. Dobra, żartuje. Była (i chyba dalej jest, nie wiem, nie używam) telewizja satelitarna. Montowało się wielki talerz na dachu, żeby zbierał kanały. Od tego talerza był poprowadzony kabel do dekodera, a od niego podłączenie do odbiornika (zwanego również telewizorem). Oczywiście jeszcze trzeba było płacić za to co miesiąc. Dzięki temu miało się więcej kanałów niż „jedynka”, „dwójka” czy Polsat. Te 20 lat temu, mnie interesowały tylko dwa: Cartoon Network (logo z szachownicą, a nie jakieś CN) i wspomniane już Fox Kids.

Na obu kanałach jak łatwo się domyślić leciały kreskówki. Najróżniejsze: Atomówki, Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów (te pierwsze, że tak powiem oryginalne), Samuraj Jack, Spider-Man, X-men, Niesamowity Hulk. Były również anime. Z najbardziej znanych to Pokemony i Naruto, ale był też Beyblade, Duel Masters czy też Król Szamanów. Wszystko było oczywiście z polskim dubbingiem, no bo jakby inaczej? Wtedy mi to nie przeszkadzało, teraz krwawią uszy. Zwłaszcza jak słyszę „kumalski?” – spolszczenie „dattebayo”, czyli takiego wtrącenia Naruto, które dawał w prawie każdym zdaniu. Może to sentyment, a może tak myśli większość, ale dubbing z Króla Szamanów była całkiem niezły. Szczególnie głównego bohatera, Yoh Asakury.

Król Szamanów w nowej wersji, ale czy lepszej?

Na to pytanie sam nie znam odpowiedzi. Póki co obejrzałem jeden odcinek, bo tylko tyle jest dostępnych, więc ciężko wyrobić sobie zdanie. Pierwsza wersja miała ponad sześćdziesiąt epizodów. Historia była spójna, przedstawiona od punku A do punktu B, ale różniła się od mangowego pierwowzoru. Nie interesowałem się tematem za bardzo, ale były tam jakieś rzeczy nieodpowiednie, czy coś takiego – unikam spojlerów jak mogę!

Odświeżony Król Szamanów ma być jeden do jednego z mangą i składać się z pięćdziesięciu dwóch odcinków.

Czy to wystarczy, żeby zmieścić całą historię? Myślę, że bez problemu. Jeśli dobrze pamiętam, to z serią FullMetal Alchemist/FullMetal Alchemist Brotherhood oraz Helsing było podobnie – jedna wersja mniej, druga bardziej zgodna z oryginałem.

Yoh i Amidamaru – jeden z bardziej kozackich duetów

Jeśli są wśród was osoby czytające mangi, to w Polsce będzie wydany Król Szamanów! Rewelacyjna wiadomość moim zdaniem. Choćby dlatego, że z reguły mangowe pierwowzory są bogatsze w informacje i szczegóły niż ich ekranizacje. Nie jest to reguła, ale przy filmowych/serialowych/kreskówkowych adaptacjach często coś takiego występuje. Czasami przez wizję reżysera, czy scenarzysty. A czasami dlatego, że coś w oryginale jest źle widziane. Jako przykład podam symbol Piratów Białobrodego (jedna z załóg występujących w anime One Piece). Otóż w mandze kształt na fladze przypomina swastykę. W ekranizacji z kolei krzyż z czaszką. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego swastyka źle się kojarzy na świecie, mimo że pierwotne znaczenie jest zupełnie inne (w Azji np. jest to symbol szczęścia).

Z racji, że Król Szamanów ma swoją nową wersję anime, to może powstanie w końcu porządna gra? Oby nie bijatyka (One Punch Man, Seria Naruto: Ultimate Ninja Storm), a bardziej coś otwartego (gry z serii Sword Art Online, One Piece: World Seeker czy Dragon Ball Z: Kakarot).

Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Piszcie w komentarzach!