Mi Band 6 już całkiem dobrze zadomowił się na polskim rynku, ale nie sądzę, by sprzedażowe słupki komukolwiek zaimponowały. Oczywiście za wcześnie jest, by zerknąć w jakiekolwiek statystyki, ale skoro opaska jest dokładna do smartfonów przy sprzedaży to o czymś świadczy. Najpierw dzięki przeciekom, a potem oficjalnym informacjom dowiedzieliśmy się, że za najnowszego Mi Banda trzeba zapłacić 219 złotych. No właśnie, czy warto?

Tak, od razu napiszę, że Mi Banda 6 jeszcze w rękach nie miałem. Zapytanie pewnie – to po jaką cholerę w ogóle o nim piszesz? A dlatego, że wcale nie trzeba być alfą i romełą żeby dojść do pewnych wniosków. Wystarczy spojrzeć na opaskę Mi Band 6, potem na Mi Banda 5, następnie jeszcze raz na tą nowszą i ponownie na piątkę. Potem rzucić okiem na ich aktualne ceny, zerknąć na specyfikację, porównać co nieco i mamy czystą sytuację.

Mi Band 6
Mi Band 6 / fot. Mi

Przyznam szczerze. Nie spodziewałem się, że Mi Band 6 w Polsce przekroczy granicę 200 złotych. A jednak tak się stało i oficjalne 219 złotych to jakieś nieporozumienie. Tym bardziej, że zmiany w szóstce może wyliczyć niezbyt ostrożny pracownik tartaku. I to na palcach u jednej ręki. Większy, zaokrąglony ekran? Jest. Trochę więcej trybów aktywności na czele z tańcem ulicznym i dojeniem krów na czas? Tak. Wbudowany pulsoksymetr? Jest. Przemodelowany interfejs i nieco inny sposób obsługi? Też jest. I to byłoby na tyle.

Mi Band 6 to idealna opaska, by… kupić piątkę.

Według mnie Mi Band już trochę stracił na tej swojej „opłacalności”. To nie jest już opaska, którą można kupić zamiast dużej pizzy z litrową colą. Nawet w Chinach za szóstkę (w chwili publikowania tego tekstu) trzeba dać od 145 do 170 złotych i czekać przynajmniej miesiąc na przesyłkę. Dlatego też lepszym wyborem, przynajmniej teraz, będzie poprzednia generacja, czyli Mi Band 5 (i wcale nie dlatego, że wyżej pojawił się link do tej opaski na Ceneo). A dlatego, że zmian jest niewiele, a najważniejszą rolę odgrywa tutaj cena.

Opaskę Mi Band 5 można aktualnie mieć za 119 złotych i to z oficjalnej polskiej dystrybucji. Spokojnie można ją dorwać poniżej trzycyfrowej kwoty z jedyną z przodu, czy to na polskim Amazonie czy z chińskich sklepów. Stówka zostaje zatem w kieszeni, a w przypadku takiego gadżetu to naprawdę sporo.

W artykule pojawił się link w ramach kampanii Ceneo.