Japońska firma iiyama od zawsze kojarzyła mi się z monitorami. Nawet wtedy, gdy na moim biurku stał jakiś no-name’owy monitor CRT, a ja z zachwytem wzdychałem do Flatronów LG. Kojarzyła się z tymi droższymi monitorami, a tym samym lepszymi i nieosiągalnymi na tamte czasy. Przynajmniej dla mnie. Minęło tyle lat, a ja wreszcie mogłem dłużej popatrzeć na takowy, bo trafił do mnie na testy. A dokładniej był to monitor Iiyama G-Master G2770HSU-B1 z serii Red Eagle. Z 27-calowym ekranem Full HD i wysokim odświeżaniem.

iiyama G-Master G2770HSU-B1, czyli co?

Testowany egzemplarz to monitor gamingowy z prawdziwego zdarzenia, niezależenie od tego z której strony się na niego spojrzy i co wyczyta ze specyfikacji. Tu z kolei, gdy spojrzymy na oznaczenie modelu, dowiemy się, że monitor ma 27 cali. Dodam od siebie, że ekran jest w formacie 16:9 i nie jest zakrzywiony, co bardzo mnie cieszy. Najbardziej klasyczny z klasycznych. Najważniejsze są jednak dwie rzeczy – częstotliwość odświeżania na poziomie 165 Hz i bardzo szybki czas reakcji. To właśnie te dwie rzeczy mają pokazać jak bardzo gamingowy jest monitor gamingowy.

iiyama G-Master G2770HSU-B1
iiyama G-Master G2770HSU-B1

Podoba mi się to, że to monitor gamingowy, który nie wygląda jak gamingowy.

Nie ma LED’ów, nie ma żadnych udziwnień, dodatków i kolorowych przetłoczeń na obudowie. Jest klasyczna, „bumerangowa” nóżka, też bez żadnych dziwactw i dokładek. Monitor, choć gamingowy, wygląda bardzo klasycznie i po prostu normalnie. Nie jest tak, że pierwszy znajomy, który wejdzie do domu i zobaczy taki monitor na biurku powie: „Łooo jaki monitor!”. Bo pierwsze co przyciągnie jego uwagę jest czerwone podświetlenie, „skrzela” z tyłu czy wieszak na słuchawki (choć to ostatnie akurat jest przydatne). Iiyama G-Master G2770HSU-B1 na pierwszy rzut oka nie zdradza co potrafi. I to jest w nim fajne. Nie wygląda jak tani monitor, a jak coś profesjonalnego i pewnego. Coś, co pokazuje, że się znasz.

Jakościowo jest naprawdę dobrze

Monitor jest wykonany solidnie i z dobrych materiałów. Z początku zakładałem, że podstawka jest za mała, by udźwignąć tak spory ekran, ale się myliłem. Daje radę i całość trzyma się całkiem stabilnie, nawet jeśli przez przypadek go lekko szturchniemy. Testowana iiyama ma płynną regulację wysokości, a maksymalne ustawienia w dół i w górę możecie zobaczyć poniżej. Ekran można regulować względem płaszczyzny poziomej (tilt) i obracać, bo ma funkcję pivot. Nie pamiętam czy można go obracać względem pionu, ale chyba nie.

Pod względem dostępnych portów jest trochę biednie, ale widziałem monitory, które mają mniej. W testowanej iiyamie mamy po jednym HDMI i DisplayPort, a do tego dwa porty USB 2.0 i wyjście słuchawkowe. Ja w trakcie testów korzystałem z podłączenia przez DisplayPort, bo to ono jest rekomendowane jeśli chcemy wykorzystać cały potencjał monitora. Dobre jest też to, że monitor ma wbudowany zasilacz „w sobie” i potrzebujemy tylko zwykły kabel zasilający (taki „komputerowy” z wtyczką C13), by go podłączyć do prądu. Może jest przez to trochę grubszy z tyłu, ale przynajmniej nie trzeba szukać miejsca dla zasilacza pod biurkiem.

Są dwie rzeczy, które mnie w tym monitorze trochę drażnią.

Pierwsza z nich to przyciski funkcyjne. Są ulokowane z tyłu po prawej stronie i samo to sprawia, że są mało intuicyjne i wygodne. Nie wiem kto wpadł na taki pomysł, ale ewidentnie musiał być przemęczony pracą. Są fizyczne, dobrze klikają, ale nie sposób jest obsługiwać je bez pomyłek, po omacku. Powinny być gdzieś na boku albo na dolnej ramce.

Druga rzecz to organizer przewodów, a w zasadzie to jedna klamra w dolnej części podstawy. Nawet jeśli przeprowadzimy tamtędy kable to i tak gdzieś wystają po bokach, co nie wygląda dobrze. Przydałaby się jeszcze jedna klamra z tyłu nogi i byłoby lepiej.

Monitor wspiera standard VESA 100×100, więc bez problemu można go przyczepić do uchwytu. Są też głośniki, ale jedyne co o nich warto napisać to to, że… są. Poważnie, trzeba je traktować jako awaryjny dodatek niż coś z czego będziemy korzystać. Dźwięk jest strasznie płaski, płytki i po prostu słabej jakości.

iiyama G-Master G2770HSU-B1
iiyama G-Master G2770HSU-B1

No dobra, czas na granie!

Od razu napiszę, że monitora używałem na fabrycznych ustawieniach. Nie mam kalibratora i nie znam się na tym aż tak, żeby ustawić coś lepiej jak fabryka dała. Nic nie zmieniałem, nie konfigurowałem, bo nie o to w tym chodzi. Nie po to wydaje się ponad tysiaka na monitor, by potem jeszcze coś przestawiać. Jak już pisałem, monitor podpiąłem do komputera przez DisplayPort. A raczej do RTX 2060 Super, której używałem podczas testów. Razem z Core i5-10400F i 16 GB RAM na płycie MSI B460 MORTAR.

Uruchomiłem takie gry jak Star Wars: Upadły Zakon, Genshin Impact (na screenie poniżej), Dragon Ball Z: Kakarot i Cyberpunk 2077. Przyznam, że w każdą z nich grało mi się wybitnie dobrze, ale  coś chyba skopałem w procedurze testowej. Już tłumaczę.

Genshin Impact
Genshin Impact

Przyznam, że po podłączeniu monitora nie sprawdziłem czy w zaawansowanych ustawieniach wyświetlania jest wybrana opcja odświeżania 165 Hz. Jak wspomniałem, założenie było takie żeby robić wszystko na domyślnych i być może był to błąd. Z drugiej jednak strony, mój prywatny Samsung Space Monitor (recenzję przeczytacie tutaj) ma 144 Hz i nic nie musiałem włączać w ustawieniach. Widać było po samym pasku start czy ruchach kursora, że jest płynniej. Kolejna kwestia jest taka, że żeby w grach uzyskać tak wysokie odświeżanie, to trzeba mieć platformę testową, która jest w stanie wypluć wystarczającą liczbę klatek. Szczerze, to myślałem, że takową mam.

Jeśli masz biurko z Ikei to… nie kupuj. Samsung Space Monitor – recenzja

No dobra, ale jak było w grach? Przykładowo w takim Upadłym Zakonie udało się uzyskać około 115 klatek na sekundę, ale Genshin miał już na sztywno 60 klatek. Co by nie pisać, to mam wrażenie, że i tak grało się jakoś lepiej. Nie widziałem kompletnie żadnego szarpania czy smużenia, nie było problemów z synchronizacją, a gra wyglądała tak jak wyglądać powinna. Nawet na Full HD przy 27 calach.

Monitor iiyama ma coś takiego co podbija ciemne kolory (chodzi tu o czerń), ale szczerze powiedziawszy jakoś tego nie dostrzegłem. Może dlatego, że moje dwa ostatnie monitory miały matrycę VA. Ale i tak jak na matrycę IPS było lepiej niż dobrze. Nawet do jasności ekranu nie mogę się za bardzo przyczepić, choć niektórzy mogą stwierdzić, że 250 candeli to zbyt mało. dla mnie jest wystarczająco, nawet w słoneczny dzień.

Słowem podsumowania

Przyznam, że gdybym miał drugi raz ten monitor na biurku to podszedłbym do testu trochę inaczej. Przede wszystkim zweryfikowałbym to odświeżanie, bo jednak Windows to Windows. Nie mniej, mnie tego monitora używało się wyjątkowo dobrze i nie mówię tu tylko o grach. Nawet w pracach typowo multimedialno-biurowo-fejsbuczkowych sprawował się tak jak powinien, ale mojego obecnego monitora niestety nie „przebił”. Polubiłem go przede wszystkim za wyjątkowo dobrą i szybką matrycę IPS, klasyczny wygląd i swego rodzaju pewność konstrukcji. Trochę brakowało mi wyższej rozdzielczości przy takiej przekątnej, bo widziałbym tu minimum 1440p, a nie Full HD.

Pomimo to i tak stwierdzam, że iiyama G-Master G2770HSU-B1 oferuję naprawdę sporo i jeśli ktoś ma na monitor 1000-1100 złotych to powinien mocno się nad tym modelem zastanowić. I to nie tylko jest moje zdanie, bo wystarczy spojrzeć jakie opinie ten monitor zbiera w sieci. Często pojawia się stwierdzenie, że oferuje trochę więcej niż konkurencja.

Mocne strony

  • Bardzo dobra jakość wykonania
  • Klasyczny „niegamingowy” design
  • Jedna z lepszych matryc IPS
  • Odświeżanie 165 Hz i świetny czas reakcji
    (0,8 ms MPRT)
  • Płynna regulacja wysokości + pivot
  • Wsparcie dla standardu VESA
  • Zasilacz wbudowany w monitor

Słabe strony

  • Głupie i niewygodne miejsce przycisków
  • Organizer przewodów powinien być lepszy
  • Wyjątkowo słabe wbudowane głośniki
  • Portów mogłoby być więcej